Wpisy z tagiem: Sherlock&co

wtorek, 19 września 2017

Odcinek jak inne*, ale warta odnotowania jest scena, przy której parsknąłem śmiechem, gdy zrozumiałem metahumor.

Jest w pierwszym odcinku serialu "Sherlock" made by BBC noszącym tytuł  "A Study in Pink" taka scena, gdy obok zwłok kobiety da się odczytać słowo "Rache". Pełniący rolę wioskowego głupka Anderson zaczyna tłumaczyć, że to po niemiecku znaczy zemsta, ale mu w pół słowa przerywa Sherlock i dedukuje, że chodzi tu o imię "Rachel".

(o, ta scena)

W tym odcinku, noszącym tytuł "A Study in Charlotte", patrząc na zwłoki zamordowanej kobiety pochodzenia niemieckiego komisarz Gregson, pełniący tu rolę wioskowego głupka, zauważa na jej plecach wytatuowane słowo "Rache". "Co to jest, skrót od Rachel?" - pyta (bo sam najwyraźniej tak skraca imiona). "Być może, ale to po niemiecku znaczy zemsta", odpowiada grzecznie tutejszy Sherlock, bo od tamtego jest lepiej wychowany.

Scena sama z siebie średnia, ale tych dwóch scen w myślach zestawienie - fantastyczne!

A jeszcze zabawniejsze jest to, że w finale okazało się, że ten tatuaż skrywa klucz do ustalenia tożsamości mordercy, ale nie jest to żadne z tych słów.


* - to znaczy: zostaje popełnione przestępstwo, Sherlock przybywa na miejsce zbrodni, zaczyna się wypytywanie podejrzanych, aż wreszcie po mniej więcej piątym podejrzanym Sherlock i Watson dostają nowe informacje, dzięki którym dochodzą do wniosku, że przestępcą jest ktoś, kogo już w tym odcinku spotkali: ktoś przesłuchiwany albo takiej osoby współpracownik lub rodzina. W tym odcinku akurat jeszcze nietypowym smaczkiem jest scena, gdy Sherlock przybywa na miejsce zbrodni, którą badają nieznający go policjanci z innego komisariatu. No i może kogoś zainteresować, że ofiary zostają zamordowane poprzez zatrucie grzybów halucynogennych, którymi się raczą w ramach "mistycznej podróży".

Jako dupowaty podejrzany - szeregowy Eugene Sledge z serialu "Pacyfik". Jako morderca - jeden z wielu anonimowych żołnierzy z filmu "Szeregowiec Ryan". Naukowiec organizujący "mistyczną podróż" to Lile z odcinka 01x16 serialu "Miami Vice". W innej epizodycznej roli - aktor z epizodyczną rolą w odcinku 01x10 amerykańskiej wersji "Life on Mars". Jako sąsiad Sherlocka - burmistrz Aubrey James z serialu "Gotham".

13:30, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 września 2017

W odróżnieniu od sąsiednich, odcinek ten zwrócił mą uwagę na tyle, by o nim coś skrobnąć, bo osią fabularną było morderstwo nieoficjalnego wysłannika Rosji w sprawie (między innymi) zakończenia wojny na Ukrainie. A dzięki temu trafiło się nawet słowo o Polsce.

Dwóch Rosjan zostaje zastrzelonych przed klubem nocnym, z którego w pośpiechu wychodzą. Zabójcy, para Ukraińców, odjeżdża z piskiem opon, ale tracą kontrolę nad samochodem, zaś ten, kto ją przejmuje sprawia, że auto z nimi w środku spada z mostu.

Dopiero jakiś czas później się okazuje, że rosyjski oligarcha (w odcinku jest jeden młodociany specjalista Sherlocka; to on w imieniu widza pyta "co?" przy każdej okazji, więc także i słowo "oligarcha" Sherlock mu tłumaczy; jako "opryszki - miliarderzy") poza ustalaniem szczegółów renowacji portu w Connecticut ustalał właśnie szczegóły "końca wojny" z US State Department Undersecratary For European's Affairs (która, by było bardziej na miejscu, etnicznie była Azjatką). Tak jest, koniec wojny na Ukrainie załatwia podsekretarz stanu USA w Nowym Jorku. Tak widzą geopolitykę widzowie amerykańskiej telewizji.

Najpierw konsultujący detektywi przyglądają się firmie, w której powstał kod do przechwytywania pojazdów. Okazuje się, że napisała go programistka z zaburzeniami ze spektrum autyzmu (sama się definiuje jako osoba neuroatypowa), patologicznie prawdomówna. Gdy zostaje wyeliminowana z puli podejrzanych, dyrektor firmy opowiada, że dostęp do kodu mieli wszyscy w biurze, a co więcej - parę tygodni temu mieli włam na serwery. Nie zgłosili tego, bo była to rewizyta po tym, jak ich hakerzy włamali się na serwery konkurencji sprawdzić, nad czym pracują. Dyrektor bagatelizuje te naruszenia obowiązujących przepisów prawnych twierdząc, że "to część kultury w tej branży". Tak widzą innowacyjne firmy informatyczne widzowie amerykańskiej telewizji.

Sherlock i dr Watson zaczynają więc szukać podejrzanych wśród tych, którzy chcą dalszej wojny. Wpierw ktoś rzuca im, że skoro mordercy byli Ukraińcami, motyw może mieć sam rząd Ukrainy. "Ten kraj w czasie wojny otrzymuje dary charytatywne i może ktoś je przygarnia i nie chce, by się ten strumień skończył". Tak widzą Ukraińców widzowie amerykańskiej telewizji.

Następnie Sherlock i detektyw Bell udają się na miejsce zbrodni, wcześniej od świadka usłyszawszy, że Rosjanie wyszli z klubu po tym, jak ochroniarz przyjrzał się jednej z tancerek. Sherlock wśród nich rozpoznaję agentkę rosyjskiego wywiadu, znaną mu z przeglądanych akt brytyjskiego wywiadu. Ona jednak twierdzi, że nic z tym nie ma wspólnego, jest tu z powodu innego oficjela. Tak widzą Rosję widzowie amerykańskiej telewizji: jako państwo, którego agentkami mogą być nawet tancerki w nowojorskim klubie go-go. Na szczęście łatwo je rozpoznać: nie potrafią zgubić ciężkiego rosyjskiego akcentu.

Potem podejrzenie pada na handlarzy bronią, wszak oni na wojnie zarabiają. Ten, który zaangażowany jest najbardziej okazuje się niewinny jak łza: chce on zakończenia wojny, bo Rosjanom broni i tak nie sprzedaje (robią sobie sami), a jedynie elektronikę, a Ukraińców tak jak cała branża sprzedaje na kredyt (bo go do tego przekonali "przyjaciele z D.C."). Gdy wojna się zakończy, Ukraińcy będą musieli zapłacić, a z Rosji zostaną zdjęte sankcje, dzięki czemu rubel się umocni, a jego płatność za elektronikę w rublach zyska na wartości. Konkurencja ma to samo, więc cała ta branża okazuje się niewinna.

Na pytanie, kto mógłby czerpać zyski z trwania wojny, handlarz bronią rzecze: "ci, którzy handlują towarami, na które nałożono Rosji sankcje" i wymienia wprost kilku tych, którzy czerpią z tych sankcji profity: holenderski gaz ziemny, azerbejdżański kawior, polska wódka i norweskie drewno. Idea, by dyrekcja Polmosu zleciła zabicie rosyjskiego oligarchy przed nowojorskim nocnym klubem, na tyle zachwyciła mój umysł, że przez chwilę nie skojarzyłem, że przecież Norwegia postanowiła zakazać wycinki lasów w całym kraju, więc jak niby ma wykorzystać sankcje na rosyjskie drewno? A jeszcze później skojarzyłem, że odcinek wyemitowano niecałe pięć miesięcy przed wprowadzeniem tego zakazu - ale idea, by Norwegia pragnęła zwiększyć eksport drewna wcześniej też nie była przekonująca.

Aż na końcu okazało się, że zleceniodawcą był dyrektor firmy, w której Sherlock zawitał na początku, bo stworzyła kod komputerowy zdolny do przechwytywania aut i zrobienie tego, co zleceniodawca morderstwa zrobił parze Ukraińców. Okazało się, że firma ta pracuje też nad silnikami rakietowymi, a do czasu zakończenia wojny Rosja nie może sprzedawać swoich (tak popularnych, że jedynych) i zbyt szybkie zakończenie wojny sprawi, że nie zdąży zakończyć prac nad swoimi zanim znów na rynku pojawią się rosyjskie. To wszystko wyciąga z niego - z pomocą neuroatypowej programistki, która bardzo lubi koty - Sherlock wioząc go przez miasto w uprowadzonym elektronicznie samochodzie tuż pod komisariat.

I tak się odcinek kończy

(nie licząc międzyodcinkowego wątku ojca Sherlocka, pana Morlanda Holmesa, który pojawia się na początku czwartego sezonu i okazuje się być wpływowym graczem wśród elit tego świata; w tym odcinku akurat Watson odkrywa, że był on w związku z zastrzeloną dwa lata temu kobietą, a jego zachowanie wskazuje, że on też ucierpiał podczas owej strzelaniny i obawia się jej powtórzenia; wątek ten zakończy się pewnie właśnie takową, tylko jeszcze nie wiem, czy Sherlock uratuje swego ojca i ów znów wyjedzie na zawsze z miasta, czy też Morland Holmes umrze na rękach swego syna; okaże się pewnie w finale sezonu)

i tak kojarzyć będą wojnę na Ukrainie widzowie: dzieje się gdzieś w dzikim kraju, gdzie lokalni rządzący przywłaszczają sobie majątek płynący im z pomocą, handlarze bronią charytatywnie dają broń Ukraińcom na kredyt, zyskują na tej wojnie polscy producenci wódki i norwescy drwale, a rozwiązać to musi Podsekretarz Stanu USA, bo nie ma innych autorytetów w branży. Looks legit. 

Słowa nie ma o tym, jak te rozmowy pokojowe wyglądały (a przecież grono podejrzanych politycznie byłoby inne w zależności od tego, gdzie po jego zawarciu stacjonowały by wojska rosyjskie). Słowa nie ma o tym, kto wojnę zaczął (wojna jest i tyle; jebło to jebło...). Jest gdzieś tam na obrzeżach cywilizowanego świata wojna, więc Ameryka jako światowy policjant z dobroci serca chce jej zakończenia. 

I w żaden sposób się nie łudzę, że jak wojna ta rozleje się dalej, w tym na nasze tereny, to zostaniemy przedstawieni w amerykańskich serialach jakoś znacząco inaczej.

11:46, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 marca 2017

W odcinku siedemnastym Sherlock komentuje przywiązanie rodzinne, uważając je za nielogiczny, zbędny relikt ewolucji, którego powinniśmy się pozbyć niczym ślepej kiszki czy zębów trzonowych. Nie zgadzam się. W pomaganiu rodzinie tkwi logika, przynajmniej z punktu widzenia naszych samolubnych genów. Co prawda Sherlock odcinek później wprost wyraża niechęć do rozsiewania dalej swego genotypu (uznając jego posiadanie - w tym, a nawet zwłaszcza, tej jego części, która czyni z niego detektywa-geniusza - za przekleństwo, a nie dar), o tyle reszcie z nas pozostawienie w puli ludzkiego genotypu wspomnienia po sobie wydaje się raczej pozytywne, a pomoc rodzinie, z którą dzieli większą niż z kolegami i przyjaciółmi wspólną pulę genetyczną, jest jedną z metod, by pozostawić w puli choć ćwierć siebie.

W odcinku siedemnastym mamy okazję poznać rodzinę Watson. I, jak to zwykle w telewizyjnych dramach bywa, od razu okazuje się, że ktoś w tej rodzinie ma poważne kłopoty. Choć odcinek zaczyna się informacją o tym, że brat Watson zdradza swą żonę, ostatecznie okazuje się, że opowiadającej o tym matce Watson tylko się to przywidziało, co jest oznaką tego, że dopada ją Alzheimer.

Fabuła zaś tyczy firmy, która zajmuje się przechowywaniem ciał zmarłych osób w warunkach, które reklamuje jako "sprawiające, że będzie można je rozmrozić, gdy nauka wynajdzie leki na choroby i będzie w stanie odwrócić proces starzenia się" (nowy pomysł to nie jest, był o tym już odcinek "Miami Vice"). Dużo mniej niż kilka brutalnych morderstw tępym narzędziem bulwersuje mnie fakt, że firma nie dotrzymuje warunków, przechowując zwłoki w zwykłej chłodni do mięsa, miast w komorach zapewniających temperaturę 77 stopni Kelvina. Jako kogoś chętnego żyć wiecznie i kogoś, kto łudzi się, że stać go będzie przed śmiercią na taki wydatek, też chciałbym z takiej komory skorzystać. I bardzo by mi wtedy zależało, by warunki przechowywania były spełnione, bo jeśli nie będą, to nic mi już nie da zwrot poniesionych opłat.

W roli właściciela firmy z mrożonkami: Hector Salamanca z "Braking Bad" i "Better Call Saul", mnie znany jako Sol Robeson z "Pi" i pan Rabinowitz z "Requiem dla snu". 

Odcinek osiemnasty opiera się na tym samym pomyśle, co odcinek 03x03 serialu "Black Mirror": ktoś szantażuje drogą elektroniczną ludzi, grożąc ujawnieniem danych z ich telefonów lub komputerów. W odróżnieniu jednak od serialu brytyjskiego, nastawionego na przedstawianie toczących współczesny świat problemów, ten serial jest nastawiony na rozwiązywanie zagadek, tu więc poznajemy tożsamość szantażysty. Okazuje się nim informatyk z korporacji w stylu Ubera: użytkownicy i pracownicy Zoosa (bo tak w fikcyjnym Nowym Jorku nazywa się Uber) instalując sobie appkę do świadczenia lub korzystania z usług, zgadzają się odruchowo na wszystkie warunki, więc appka ściągać może wszystko. Cóż, najwyraźniej dobrze robię, wciąż dzwoniąc po taksówkę, choć po każdym telefonie dostaję SMS-a z adresem strony, gdzie można zamówić ją online.

Na marginesie: w odcinkach obu seriali ofiarami szantażu padają pedofile. Albo scenarzystom zabrakło pomysłów na inne, wiarygodne ofiary internetowego szantażu, albo są oni grupą specjalnego ryzyka i szczególnie powinni uważać, co instalują na dysku.

W roli szantażowanego pedofila starszy brat Kevina w "Kevinie Samym w Domu" (nie poznałbym; ale widziałem go też w roli Pulaskiego w "R.I.P.D.")

O ja piórkuję - w dziewiętnastym odcinku wspominają serial "Thundarr the Barbarian", który dobrze pamiętam z początku lat 90-tych (głównie dzięki temu, że od imienia głównego bohatera nazwałem swą pierwszą postać w grach RPG). Nie pamiętam jednak doskonale (może na starość zaczynam mieć kłopoty z pamięcią), bo nie rozpoznałem jego okrzyku bojowego, który jest tu użyty. Do tego, że oglądając filmy i seriale o Holmesie zwykle się czuje głupszy od Sherlocka, przywykłem. Teraz po raz pierwszy poczułem się głupszy od Watson, która to odkryła.

Akcja tyczy grupy anonimowych hakerów, którzy są właśnie na etapie wojny domowej: część chce większego upolitycznienia ich akcji, część zaś woli od politycznych przesłań trzymać się z daleka, wybierając czystą bekę. Jeden z nich zostaje znaleziony martwym, a głównym oskarżonym zostaje inny, który dzień wcześniej przyszedł do Sherlocka poprosić go o zidentyfikowanie zamordowanego.

Oskarżony haker z twarzy strasznie mi przypomina Meriadok Brandybuck z "Władcy Pierścieni", ale to nie on, choćby dlatego, że obecnie jest z 15-20 lat za stary, by tak wyglądać. Jest to jednak odcinek tym bardziej intrygujący, że żadnej z epizodycznych postaci nie miałem możliwości nigdy wcześniej ujrzeć na ekranie - może poza kimś, kto grał tu rolę tak epizodyczną, że w napisach nie został wymieniony, kto grał równie epizodyczną rolę w "Birdmanie".

A propos znanych twarzy. W odcinku siedemnastym Watson patrząc na portret pamięciowy stwierdza, że ma wrażenie, że skądś zna twarz poszukiwanego. Sherlock odpowiada jej na to słowami: "After years spent staring at suspects, the average detective has catalogue almost every combination of facial features. A cloud of déja vu can be a natural byproduct". Jest bardzo niewykluczone, że zaczynam cierpieć na ten sam skutek uboczy, bo mam wrażenie, że widziałem już gdzieś daną twarz, a przeglądając stronę na IMDB stwierdzam, że nie było takiej możliwości. Albo więc dopadło mnie to, albo niektórzy ludzie są strasznie do siebie podobni.

00:25, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 marca 2017

Wróciłem do serialu po długiej przerwie (w czasie której zdążyłem m.in. obejrzeć czwarty sezon "Sherlocka") i wydał mi się nawet ciekawy. Główną rolę gra Anglik, co już jest plusem. Co prawda Johnny Lee Miller czasem szarżuje, ale mimo to da się to oglądać bez narażania się na złą grę aktorską. Partneruje mu Lucy Liu, Azjatka, więc trudno o jej grze aktorskiej coś powiedzieć. A do tego niektóre sprawy są doprawdy ciekawe.

Tak jak ta z odcinka piętnastego, w którym ofiarą mordercy padają członkowie rodzin ofiar wypadku lotniczego, o który toczy się postępowanie przedsądowe: jest właśnie ustalane, czy rodziny wszystkich ofiar dostaną tyle samo, czy też dla każdego odszkodowanie wyliczone będzie indywidualnie na podstawie "szacowanych utraconych dochodów współmałżonka/rodzica/etc.". Przy pierwszej ofierze policja znajduje 3804 dolary i kartkę ze wzorem wyliczającym wysokość odszkodowania. Po drugiej - ponad 80 tysięcy i...

I to jest ciekawy punkt do rozważań filozoficznych - jaki podział jest poprawny? Czy ci, który utracili młodych zdolnych członków rodziny powinni dostawać więcej niż rodziny schorowanych starców? Czy też za każde życie taryfa jest ta sama?

Ten problem filozoficzny tworzy jednak tu pani z wyraźnym zamiarem uzyskania większego odszkodowania. Zmienia się on więc w banalny problem o granicach środków prowadzących do celu.

W roli wyliczankowej morderczyni - pani, której pierwszą rolą była rola Alii w "Diunie" Lyncha, a drugą - Gersten Hayward w "Twin Peaks" Lyncha. Trochę od tamtej pory obniżyła loty.

W roli twórcy formuły wyznaczającej wysokość odszkodowania - Lord Burleigh ze "Star Trek: Voyager" (ciekawe, czy podobnie jak jego imiennik też był Sekretarzem Stanu i doradcą Królowej). 

Odcinek szesnasty zaś opowiada o mrocznej historii Sherlocka z czasów, gdy - cytując Kinky'ego Friedmana (83-7120-293-8) - "zamienił się w amfibię". Policja znajduje trupa z tamtego okresu z nazwiskiem Sherlocka (Holmes, jakby ktoś nie pamiętał) napisanym na kartce w kieszeni. Okazuje się, że z tego okresu Holmes nic nie pamięta - więc udaje się do swego dilera z owych czasów. Ów twierdzi, że owej nocy Sherlock popełnił jakieś morderstwo i ma tego dowód. 

Ostatecznie wszystko udaje się wyjaśnić, a widz ma rozeznanie, jak głęboko - niepomny rad Jonasza Kofty - stoczył się detektyw przed rozpoczęciem kuracji, której końcem zaczynał się pierwszy sezon serialu.

Owego dilera gra konkurent House'a o serce Cuddy. Pół nocy się zastanawiałem, skąd znam tę twarz. A dziwne, powinienem rozpoznać natychmiast po oczach.

W roli jednego z dwu zewnętrznych detektywów badających zamieszanie Sherlocka w sprawę - Jubal Earky z "Firefly". W epizodycznej roli migającej na ekranie w jednej scenie rodziny ofiary - aktorka, która jako hiszpańska pokojówka epizodycznie migała w odcinku "Turn Left" Doktora Who.

07:34, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 października 2015

Tak jak przypuszczałem, natychmiast po zniknięciu z życia Sherlocka jego protegowanej, z życia Watson znika jej absztyfikant. W odróżnieniu od Kitty, on znika bezpowrotnie, ginąc od trucizny przeznaczonej dla Watson, zanim ta zdąży go rzucić. Niezależnie od metod, sytuacja ta sprawia - co na koniec odcinka zostaje wypowiedziane wprost dla głupszego widza - że Sherlock Holmes i doktor Watson znów staną się partnerami, zamieszkają razem i będą rozwiązywać sprawy nocami i dniami.

Śmierć absztyfikanta jest wątkiem pozwalającym przypomnieć przeszłych przeciwników protagonistów. Zleceniodawcą zabójstwa okazuje być aresztowana przez Watson mafioska, a ostateczną zemstę za jej czyn wywiera na niej dawno niewidziana (tu zresztą też, słuchać tylko jej głos z off'u) Jamie Moriarty. Kolejny krok z powrotem w stronę pierwszego sezonu serialu.

W tle zaś, jak to zwykle bywa, są też i jakieś sprawy i zbrodnie. Jedną z nich Sherlock rozwiązuje nie z pogrążoną w rozpaczy Watson, lecz z detektywem Bellem. Co pozwala nieco zniszczyć rutynę odcinka, ukazać nieco bliżej det. Bella i jego nieprzystawalność do metod Sherlocka. Co potem podkreśli słuszność decyzji Watson o powrocie.

A sprawa ta dotyczy kradzieży nienarodzonych jeszcze quagga. Przed obejrzeniem odcinka nic o tym gatunku nie wiedziałem, a teraz rzec mogę, że na moje oko okaz ukazany w odcinku, choć zapewne malowniczy, quaggi ze zdjęć nie przypomina. Jest nieco quaggowaty, to fakt, ale umaszczenie ma inne. I rozmieszczenia pasów jest nieco inne (choć faktycznie podobne), i pasów braknie na żebrach i nogi nie są białe (i pewnie podbrzusze też) i uszy jakby trochę bardziej ośle (choć to może kwestia, że to młode quagga). Ale trzeba przyznać, że jest podobne. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej widziałem.

Patrząc na to, jak Sherlock przeprowadza przeszukiwania, rzec mogę, że ma umiejętność Przeszukiwanie na nad wyraz wysokim poziomie i ciągle mu same szczęśliwe rzuty kością wychodzą (przepraszam, za dużo Warhammera). Tylko tak da się wytłumaczyć, że w stosie śmieci wyrzuconych z ciężarówki szybko znajduje rachunek z akurat tego sklepu, który okazał się być zamieszany w zbrodnie.

Oglądając w przerwach między odcinkami nowy sezon serialu "Doctor Who", zauważyłem wiele podobieństw między protagonistą a Doktorem. Obaj są nad wyraz brytyjscy, obaj rozwiązują zagadki tryliony razy szybciej niż ich kompani, obaj zdają się nie spać i mieć wiele niespodziewanych hobby. Jedyne różnice są takie, że Doktor nie ma tatuaży (pewnie tylko do czasu, tj. do którejś kolejnej reinkarnacji), a Sherlock - sonicznego śrubokręta, więc musi zamki otwierać pospolitym wytrychem.

18:42, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 października 2015

"Mówisz - masz!", zdają się odpowiadać scenarzyści na me uwagi odnośnie poprzednich odcinków trzeciej serii. Pojawił się bowiem wreszcie dłuższy wątek, wątek sadystycznego gwałciciela Kitty, który okazuje się działać teraz w Nowym Jorku. Wątek, który trwa przez trzy odcinki i zawiera kilka zmyłek w stylu "wydawało nam się, że złapaliśmy gościa, a to jednak nie on", a także odwołań do pozornie niepowiązanych wcześniejszych odcinków (jak np. przypomnienie skąd Kitty wie tyle o likwidowaniu ciał ofiar zbrodni - parę tygodni wcześniej łapała przecież Wiktora Czyściciela).

Jest to też wątek, który kończy się dość makabrycznie, choć osobiście nie dziwię się samowolnemu wyrokowi Kitty, która swego oprawcę oblała żrącą mięso substancją i nieodwracalnie okaleczyła, po czym dopiero oddała w ręce policji. "Nie masz w sobie mordercy", chwali ją Sherlock. A mnie się przypomina stary Discordian Quote "Defeat is worse than death because you have to live with defeat". Oblanie żrącą substancją, a potem trafienie na wiele lat do więzienia też jest gorsze niż śmierć - i dobrze. Nie wykluczam, że sam bym takiego skurwlaka potraktował podobnie.

Po drodze zaś wyraźnie jest pokazane jak otwierać drzwi zatrzaśnięte na łańcuszek. Serial bawiąc uczy - choć nie wiem, czy po scenie z kwasem można rzec, że ucząc wychowuje.

Na koniec zaś Kitty odlatuje w nieznane, kończąc udział w serialu (przynajmniej tymczasowo). Wnioskuję więc, że w kolejnych odcinkach Sherlock znów wróci do kanonicznego układu Sherlock & Watson.

I nawet czołówki stały się krótkie przez wszystkie trzy odcinki. Doprawdy, wszystkie moje uwagi zostały zauważone.

16:15, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 września 2015

Serial rozwija się w swoim, amerykańskim (czyli rozwleczonymi do 22-24 odcinków) tempie, a mnie zdumiewa - jak zwykle bywa to w serialach kryminalnych o specyficznym charakterze - powtarzalność pozornie różnorakich spraw. Wydaje mi się, że dobrze by mu zrobił dłuższy wątek fabularny, rozciągnięty na kilka, może nawet kilkanaście odcinków, ale co ja tam wiem o wymogach stawianych amerykańskim scenarzystom. Mimo tej koniecznej powtarzalności (specyficzna sprawa tycząca wąskiej specjalizacji, której Sherlock albo sam okazuje się być znawcą albo ma wśród znajomych człowieka, który jest w niej ekspertem) scenarzyści starają wprowadzać jakieś zmiany, by widz nie znudził się do końca.

Część z nich jest pozorna i tyczy tylko zmiany jednej wąskiej niszy, w której dzieje się zbrodnia na inną. Była już wyższa matematyka (odcinek 03x03), sztuczna inteligencja (03x04), potem dochodzą żydowscy handlarze diamentami (03x05), kolekcjonerzy antycznych (no, jak amerykańskie warunki, czyli XVIII-wiecznych) map (03x06), po czym pojawiają się Wiktorzy Czyściciele w liczbie sztuk 2 (03x07). Potem zdarza się nad wyraz zwyczajny mord sprzedajnego gliniarza, który sprzedaje hurtowo mafii broń z magazynu, podmieniając ją na repliki ASG (03x08). I wreszcie nielegalny eksperymentalny środek zmieniający percepcję, a dokładnie postrzeganie czasu, by "móc przeżyć więcej w krótszym czasie" (03x09).

W trzecim sezonie sprawy nagle zostawia się nierozwiązane lub rozwiązane, ale niedokończone. Tak było już w odcinku czwartym, ze sztuczną inteligencją. Tak jest w odcinku siódmym, który kończy się sceną, w której dzielni detektyw stawiają ultimatum odsiadującemu dożywocie ojcu zbrodniarza. I dziewiątym, który kończy się, gdy detektywi stoją nad łożem umierającego bogacza, który zaaplikował sobie eksperymentalny lek, który nielegalnie zebranym ochotnikom do testów wyżarł połowę mózgu. Dla odmiany dziejący się w zwykłym środowisku odcinek ósmy kończy się nad wyraz jednoznacznie, w- i skazaniem winnego.

A propos tego zakończenia: gdyby to ja zamordował dwóch policjantów, to kordon glin otaczający budynek, w którym by mnie aresztowano byłby istnym miodem dla mej duszy. Bo byłby wyrazem najwyższego uznania ze strony gliniarzy. Pokazaniem komuś, kto glin nienawidzi, jak bardzo się go boją, skoro przyszli tu w takiej kupie. Na miejscu Niko Burosa miałbym więc szeroki uśmiech, jeśli nie na twarzy, to w przynajmniej w duszy.

W tle rozwija się wątek uzależnienia Sherlocka, który wpierw dowiaduje się o stronie WWW z jego cytatami ze spotkań, a potem - po części na skutej tej luki w poufności spotkań - zamyka się w sobie i zaprzestaje spotkań, przy okazji snując smętne myśli o dalszym toku abstynencji ("My sobriety is simply a grind. It's just this leaky faucet which requires constant maintenance. And in return offers only not to drip.").

Choć odcinek piąty dzieje się chwilę po odcinku czwartym - Watson wciąż jest w Kopenhadze ze swym narzeczonym - to kapitan Gregson odcinek zaczyna pod celą. Dopiero w kolejnych scenach okazuje się, że uderzył policjanta nękającego jego córkę, o której wcześniej mowy nie było. Ot taka kori ex machina.

Niezmiennie długie  czołówki dłużyły mi się niemiłosiernie, aż zacząłem je przewijać.

W odcinku dziewiątym nad wyraz sympatyczny jest skrótowy SMS od uwielbiającego skrótowce Sherlocka, którego Kitty nie potrafi przeczytać. Dziwi mnie tylko, czemu uwielbiający skróty Sherlock będąc w Nowym Jorku nie używa tamtejszej wersji Ten Code'u, który dla odmiany uwielbiam ja (choć raczej w wersji ogólnoamerykańskiej, niż nowojorskiej, która różni się w kilku miejscach).

@748w45. Nrr. Brg Wts. wr sns shoe.

"At 748 West 45th Street. In rear. Bring Watson. Wear sensible shoes."

19:56, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 września 2015

Pomimo zniechęcenia pierwszym odcinkiem, z nudów postanowiłem obejrzeć drugi. I się mi go na tyle przyjemnie - po nisko zawieszonej przez pierwszy odcinek poprzeczce - oglądało, że zabrałem się i za kolejne.

O, w drugim odcinku znów się pojawiła długa czołówka! Szkoda, że identyczna jak w poprzednich sezonach, ale i tak miło, że bywa. W trzecim też była, a ponieważ powtórzona nieco nużyła - w czwartym odcinku czołówka już była krótka, złożona z jednej planszy.

Serial bawiąc uczy, ucząc wychowuje - dowiedziałem się z niego o GHB. Efekty zażywania w niewielkich, mniejszych od śmiertelnych, ilości, wyglądają nad wyraz przyjemnie. Nie wiem tylko, jak ze skutkami ubocznymi. No, poza śmiercią przy trzykrotnym przedawkowaniu. Podejrzewam jednak niestety, że głównym odbiorcą będącego ostatecznie kluczem do rozwiązania zagadki transportu plastiku zawierającego GHB nie byli hedoniści, lecz producenci "pigułek gwałtu".

Zaś do do samej zagadki w odcinku drugim - tożsamość zabójcy mnie zaskoczyła i długo dość kogo innego podejrzewałem.

Nie wiem, czy na jakość serialu tak pozytywnie wpłynęło pojawienia się drugiej brytyjskiego obywatela w obsadzie, ale drugi odcinek wydał mi się o wiele lepszy niż pierwszy. I nawet inspektor Gregson, przyznać to muszę, nie razi grą aktorską godną Ciri, jak to drzewiej bywało.

W strasznie wyrafinowanym naukowo świecie dzieją się przestępstwa rozwiązywane przez Sherlocka: wpierw wysokiej klasy zagadki matematyczne, w kolejnym odcinku - badacze Sztucznej Inteligencji. Ten Nowy Jork to musi być faktycznie dzisiejsza stolica świata, skoro tak wybitnych naukowców gromadzi takie tłumy, że Sherlock zbrodnie popełnione w ich "bańce" rozwiązuje notorycznie.

Jako absolwent klasy matematycznej, rzec mogę, że w odcinku matematycznym Sherlock popełnia błąd w swym toku rozumowania. Jako, że studiów informatycznych nie skończyłem, o odcinku informatycznym rzec mogę tylko tyle, że Sherlock wprowadza w błąd Watson.

Ów błąd w rozumowaniu zdarza się w momencie, gdy Sherlock orientuje się, że inny zawodnik gier logicznych dostał inne koordynaty dla dziesiątego poziomu. "Pewnie zabójca je zmienił po tym, jak ukrył tu trupa", mówi Sherlock. Nie mógł. Nie mógł, bo trup miał ledwie parę dni, a jak wspominają gracze, "pytania z poziomu na poziom są coraz trudniejsze, a te dziewięć poziomów przeszliśmy w kilka miesięcy". To znaczy, że koordynaty różnych dziesiątych lokacji zostały wysłane dużo przed tym, jak pojawił się trup.

A owo wprowadzenie w błąd Watson polega na tym, że Sherlock opowiadając o AI Watson, mówi, że aż do niedawna żadna maszyna nie przeszła testu Turinga, czyli udanego udawania w czasie rozmowy (pisemnej) człowieka. To niedawne osiągnięcie brzmi imponująco, aż do momentu, gdy doczytamy drobnym drukiem dodany dopisek, że do przejścia testu wystarczy przekonać 30% testerów do własnego człowieczeństwa. 30%. Tyle to nawet wejściówki na laborki z Sieci Neuronowych nie zalicza.

Odcinek czwarty, w którym Sherlockowi partneruje sztuczna inteligencja, najwyraźniej symuluje Hucuła, bo wciąż powtarza, że nie rozumie pytania, kończy się uroczym brakiem definitywnego zakończenia. Czy wsadzić do więzienia brata mordercy, by ów się do winy przyznał? - pyta Sherlock. Ich Weiß nicht. - odpowiada Huculskie AI.

14:17, nieuczesany23
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 września 2015

Po dwu średnich sezonach serialu podekscytowałem się wizją trzeciego, bo w finale drugiego Sherlock zdecydował się na pracę w MI6. Brytyjczycy zawsze dodają sznytu amerykańskim serialom, a tu zastąpić by mieli w rolach drugoplanowych pieniek drewna grający inspektora Gregsona. Cała moja nadzieja zniknęła, gdy dość szybko okazało się, że sezon trzeci będzie identyczny jak poprzednie, a akcja dziać się zacznie, gdy Holmes po paru miesiącach zakończył karierę w MI6 i wrócił do Wielkiego Jabłka.

No, nie do końca identyczny: inspektor Gregson znów zmienił kolor włosów. A Sherlock nabawił się nowej protegowanej.

Ukazana w odcinku zbrodnia, którą Sherlock nazywa doskonałą, zaiste jest fascynująca. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz: jak ukryto w kabinie windy pociski tak, że pole magnetyczne przyspieszyło je prostopadle do kierunku ruchu windy, wobec czego przebiły ciała ofiar - a równocześnie nie było w windzie dziur po miejscach, gdzie były one ukryte, ujawnionych poprzez dziury w ścianach (gdyby takie dziury były, nikt przez dwa miesiące nie zastanawiał się, jak strzały paść mogły wewnątrz windy). Były przyklejone do ściany windy i nikt tego nie zauważył, gdy wsiadał?

Poza tym detalem jednak, zbrodnia doprawdy zmyślna. Mimo wszystko jednak nie równoważy mego rozczarowania powrotem do starej, niezbyt udanej, formuły serialu.

00:07, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 lipca 2014

W (dwudziestym) pierwszym odcinku czołówka była tak krótka, że aż ją przegapiłem. W (dwudziestym) drugim była krótka, a w dwu wieńczących sezon - długie. To tak gwoli dokończenia tematu czołówek.

A sama fabuła ciekawa. Ostatnie odcinki sezonu, tak jak w doskonałym serialu "Wiedźmin" tworzą jedną fabularną całość - obdarzony nadludzkimi zdolnościami protagonista wraz ze swym kompanem - utracjuszem i szpiegiem obcego wywiadu ruszają na poszukiwanie porwanej Ciri Joan Watson.

"Swiss are not friends, they are... neutral.", wypowiedziane przez wysokiego rangą pracownika  amerykańskiego wywiadu NSA, strasznie mnie rozbawiło.

Brak konieczności zmieszczenia się z zamkniętą całością fabularną w ciągu 45 minut pozwolił serialowi rozwinąć skrzydła. Jednocześnie na koniec sezonu zapadły decyzje zmieniające status quo, by w trzecim sezonie dopasować serial do oczekiwań widowni. Zlecenia dla MI6, dla których Sherlock zamierza teraz pracować, mogą być bardziej intrygujące niż nowojorskie przestępstwa. Przyznam, że choć się tego nijak nie spodziewałem przed obejrzeniem końcówki sezonu, to nie mogę teraz się doczekać kontynuacji serialu. Pewnie znów popadnie w 45-minutowy banał, ale zawsze istnieje szansa, że nie, a duża liczba Brytyjczyków na ekranie zazwyczaj poprawia jakość serialu.

23:53, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA