Wpisy z tagiem: popularnonaukowe

piątek, 05 października 2012

Już się tyle tego naczytałem i naoglądałem, że pewna część była powtórką.

Może to tylko moje nadmorskie wrażenie, ale całe wojny punickie są - mimo Hannibala - wojnami morskimi, o dominację na morzu. Bo porty to przychody.

CGI dokonano miejscami minimalistycznie, miejscami starano się realistycznie. Pierwsza grupa nadal sensownie wygląda, przypadki z drugiej zestarzały się okrutnie.

Ciekawy dobór "gadających głów". Dla odmiany główny narrator zbyt nachalnie starał się być młodzieżowy.

Zapoznając się nieco bardziej z historią Kartaginy i czasami jej świetności, pomyślałem sobie, że byłaby idealnym miejscem na jeden z etapów przemyśliwanej przeze mnie fabuły osadzonej w bliżej nieokreślonym momencie "okresu starożytnej Grecji".

Na jednej z mapek, pokazującej podboje Aleksandra Wielkiego, dobitnie uświadomiłem sobie, że ów "cały świat, który podbił Aleksander" to był ten jego wycinek, który mu pozostał bez podejmowania walki z Rzymem lub Kartaginą, których miał tuż za miedzą.

02:53, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 września 2012

O rany, Strzemiona z Owijką, że użyję gwary rekonstruktorów.

Film otrzymałem jako dodatek do publikacji wydawnictwa Osprey o bitwie w Lesie Teutoburskim (ISBN: 978-83-261-0906-5) i jako ekranizacja tej publikacji niezbyt jest udany. Wersja wydarzeń przekazana w niej rozmija się w istotnych szczegółach i detalach z ustaleniami z publikacji (moment samobójczej śmierci Warusa; brak zaznaczenia niecodzienności trasy, podczas której została zastawiona pułapka; sam przebieg bitwy, czy raczej szeregu bitw; etc.).

Ale przynajmniej w filmie znalazła się omawiana w publikacji bitwy, co np. w filmie "Genghis Khan: Terror and Conquest" dołączonym publikacji o bitwie nad Kałką (ISBN: 978-83-261-0498-5) miejsca nie miało.

14:26, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 maja 2012

Obejrzałem tę docudramę akurat tuż po przeczytaniu opowieści, jak to Turin, syn Hurina, zabił smoka Glaurunga na brzegu Teiglinu. "Smok podpełzł do skraju przepaści i nie skręcił nigdzie, tylko przygotował się do skoku. Chciał wybić się mocno tylnymi łapami, by z pomocą przednich wciągnąć się potem na górę po drugiej stronie. Dobrze widzieli na tle gwiazd olbrzymi łeb i otwartą paszczę z siedmioma ognistymi językami. Nagle smok omiótł płomieniem przeciwległy brzeg i cały wąwóz wypełnił się czerwonym blaskiem, a cienie zatańczyły między skałami.". Tu pokazane jednak smoki mało są Glaurungowi podobne: nie zauraczają swych wrogów ni nie mówią ludzką mową ni na codzień, ni w czasie agonii.

Ale za to są ładne. "State of art CGI" to już po paru latach nie jest, ale nadal ogląda się to przyjemnie. W warstwie "merytorycznej" też dużych luk nie widać, choć jedyny naprawdę istotny wątek - skąd, u licha, sześć kończyn zamiast czterech u tego gatunku - skrzętnie pominięto, dopiero na stronie programu pisząc o tym małą wzmiankę. O ile więc geneza "prehistorycznych" i "dalekowschodnich" smoków nie raziła logicznymi dziurami, o tyle przypadek "smoków górskich" mi zgrzytał. A szkoda, CGI ładnie się w pejzaż wpisywało.

I szkoda, bo bez wytłumaczenia tej kwestii trudno tworzyć fikcję ze "standardowymi", przynależnymi naszej kulturze, smokami, naukowo ten fakt tłumacząc i nie uciekając się do magii. Pozostaje więc ona - albo gigantyczne pterozaury (przypominające mi kurczaki) lub naziemne jaszczury, wyróżniające się możliwością zionięcia ogniem. Co jednak nie jest już tym samym, co stary, dobry, porządny smok z czterema łapami, parą skrzydeł, wspomnianym ognistym oddechem i głębokim głosem.

03:08, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

Niby jest to program popularno-naukowy, a po jego obejrzeniu czuję się głupszy niż przed. Po tytule spodziewałem się informacji o strukturze niejednorodnego rozkładu materii we Wszechświecie  - i dostałem je; było tego jakieś 4 minuty, a "informacje o strukturze" ograniczały się do wielkości.

Przez pozostałe przeszło pół godziny autorzy wymieniali: największą supergromadę, największą czarną dziurę, największą gwiazdę, największą planetę. Może i to ciekawe, ale mnie wygląda na zbieranie znaczków.

A w przerwach między kolejnymi punktami tej listy urzekają pełne przenikliwości komentarze (zapewne polski lektor dodaje im jeszcze więcej uroku) typu: "Największe rzeczy w kosmosie są naprawdę ogromne.", "Na Ziemi jak w kosmosie - rozmiary są ważne.", "Urodziłem się w Nowym Jorku, więc wiem, co to tłok na ulicach." (podczas przyrównywania galaktyk do miast) czy "Żeby określić rozmiary galaktyki, trzeba wiedzieć, gdzie się kończą". Urocze są też typowo amerykańskie porównania do obiektów znanych niemal wyłącznie temu ludowi, jak stadion futbolu amerykańskiego lub Hoover Dam.

Jakoś mnie więc ten program nie przekonał.

02:42, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2012

Od pewnego czasu przymierzałem się, by umieścić tu me przemyślenia na temat serii "wykładów" TED-Talks. Dowiedziałem się o ich istnieniu od Niegolonego, który jest ich entuzjastą. Wrażenie, które wywarły na mnie było nieco ambiwalentne.

(Na początek uwaga: nie widziałem wszystkich TED-Talk'ów. Nie widziałem nawet większości. I chyba wszystkie, a przynajmniej przeważająca większość z tych, które widziałem, trwały 15-20 minut; z ich spisu wynika, że istnieją też i dłuższe, trwające ponad godzinę. Być może ich obejrzenie zmieniłoby me wnioski.)

Pierwsza moje uwaga jest taka, że ich forma to zarówno ich zaleta jak i wadą. Nie są to nudne, półtoragodzinne wykłady, które obejrzałoby pięciu maniaków, lecz krótkie (5-20 minut) "zajawki", przybliżające temat. Pozwala to przebrnąć przez owe wypowiedzi współczesnym użytkownikom Internetu o skupieniu "komara na kokainie" (© Nieogolony), ale też musi pozostawiać duży niedosyt, gdy ktoś ma ochotę dowiedzieć się czegoś konkretnego.

Ta sama forma - wywołana tym samym docelowym odbiorcą - sprawia, że z tego c.a. kwadransa, często połowa schodzi na anegdotki, bon-moty ("let the dead people do your work" jest nad wyraz urocze, to trzeba przyznać) i zabawne obrazki, by owa żądna nowych wrażeń widownia nie wyłączyła z braku nowych bodźców okienka z Talk'iem. Co zapewne jest słuszne, zawsze lepiej trochę informacji zostawić w głowach odbiorców.

Trochę też mi ta forma "mini-wykładów" ze względu na tą formę przypomina mistrzostwa w sztuczkach bilardowych: tam to ludzie robią zdumiewające sztuczki za pomocą kija bilardowego (a czasem bez jego pomocy), ale by mieć szanse na zwycięstwo, muszą cały czas skrzyć dowcipem. Tu zaś mówią na (czasem) nad wyraz ciekawe tematy, ale muszą raz na jakiś czas dodać anegdotkę, by publika nie uciekła.

Ale też z powodu takiej formy tych rzeczowych informacji zostaje garstka - najczęściej da się je spisać na niewielkiej kartce lub dwu stronach typowego artykułu na wp.pl, którego przeczytanie zajmie nie dwadzieścia minut, a trzydzieści sekund. Co daje 19 minut 30 sekund na stymulację bodźcami z zupełnie dowolnych źródeł.

Faktem też jest, że - znów, ze względu na docelowego odbiorcę - w ciągu tego kwadransa trzeba tłumaczyć zagadnienie od początku, co też skraca czas na wnioski, co czasem nieco mnie drażni. Podobnie miałem, gdy w latach 90-tych czytałem duże ilości książek popularno-naukowych (zwłaszcza "czarną serię Prószyńskiego", którą kupowałem w księgarni wręcz 'na półki'): każda książka zakładała, że czytelnik nic w temacie nie wie i nagle się okazywało, że pierwsze 1/3 - 1/2 książki to wstęp do zagadnienia, który jest kompilacją wstępów z dwu-trzech poprzednio na ten temat przeczytanych przeze mnie książek. Podobnie było, gdy kilka lat temu zacząłem oglądać filmy popularno-naukowe: znów, z tych samych powodów, 3/4 filmu (a czasem 95%) to powtórzenie tego, co zobaczyć można było w kilku innych filmach z tej samej dziedziny.

Mniej to przeszkadza, gdy ogląda się dość losowo wybrane TED-Talk'i na tematy wszelakie (wnioski z części których przypominają złote rady prababci), ale podejrzewam, że znów wyraźniej byłoby widoczne, gdyby spróbować ciurkiem obejrzeć wszystkie np. o kosmologii.

Tak więc odczucia mam mieszane. Część tematów mnie interesuje, z wnioskami speaker'ów zazwyczaj się zgadzam (są one wręcz dla mnie oczywiste), wiem, że zwykle lepiej mieć choćby cząstkę wiedzy na temat zagadnienia niż nie mieć jej wcale, ale też zdaję sobie sprawę, że czas trwania i forma sprawiają, że można jedynie prześlizgnąć się po powierzchni zagadnienia i łatwo pozwalają wszelkie trudne (ale też przez to: ciekawe) aspekty zagadnienia "zamieść pod dywan" zdaniem "nie mamy czasu, by o tym opowiedzieć".

 

I te uwagi in generalis można też odnieść i do tego TED-Talk'a. Temat ciekawy, to fakt, ale:

- fakt, że nadmiar opcji powoduje paraliż decyzyjny jest mi doskonale znany, jak i pewnie każdemu, kto usiłował wybrać dobre ubezpieczenie na życie czy fundusz inwestycyjny;

- znany też był też naszym prababciom, co wnioskuję po przysłowiu o osiołku, któremu w żłoby dano;

- rada, by "poprzestawać na mniej" też trąci prababciami;

- mówca podaje wyniki jednego badania, które to potwierdza; cieszy mnie to, ale nadal - to tylko jedno badanie;

- raz za razem pojawiają się śmieszne obrazki, by komary na kokainie nie odleciały za daleko; część dobrze nawiązuje do tematu, część (ostatni na przykład) mniej;

I proszę. Przeczytanie tego streszczenia zajmuje czytelnikowi nie więcej niż kilkanaście sekund. I w nagrodę za to może zająć się swymi ulubionymi dystraktorami przez pozostałe 19 minut i 15 sekund.

10:35, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 kwietnia 2012

Kolejna docudrama. Po raz kolejny rozszerzająca moją wiedzę o historii Rzymu, ale po raz kolejny epatująca CGI, pływającymi w zbrojach trupami Rzymian (pewnie dużo bobu jedli, niepomni nauk Pitagorasa) i moralnymi rozterkami.

Po raz kolejny zdumiało mnie, jak długo trwały wtedy wojny, że nie było wtedy w użyciu Blitzkrieg'u.

Po Mickey'm Rzymianinem został też i mieszkający w alternatywnej rzeczywistości tata Rose (a doktora Bashira nie poznałem; czas odświeżyć nieco klasykę).

Hannibal, mimo że był niepomny siatkarskiego powiedzenia "Kto nie wygrywa 3:0, ten przegrywa 2:3", musiał się mocno wryć w pamięć Rzymian, skoro straszono nim tam jeszcze niemal dwa wieki później.

03:57, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 marca 2012

Odcinek przypomniał mi rozważania podjęte podczas zapoznawania się z religiami starożytnego Rzymu: czy nie jest tak, że rzymski politeizm był religijnym odpowiednikiem władzy Senatu? Nawet podczas deifikacji cesarzy stawali się oni tylko jednym z bogów panteonu. Sam zaś Panteon, niczym Senat, nie był monolitem. Były w nim sprzeczności interesów i konflikty. Jeden bóg zaś jest religijnym odpowiednikiem jednowładztwa - więc ugruntowuje rolę Cesarza i minimalizuję rolę niereprezentowanego już w życiu religijnym Senatu, stawiając go na przegranej pozycji w konflikcie z otoczonym opieką jedynego boga cesarzem.

Zastanawia mnie też, czy tylko mnie przemówienie Konstantyna pod łukiem tryumfalnym z okrzykiem: "One Empire! One God! One Emperor!" skojarzyło się z przemówieniami innego znanego unitarysty, czy też taki był zamysł reżysera.

02:43, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

"Right, gentlemen. Dżu-de-a! First thing - these Jews are tough bastards!"

Te zdanie, wypowiedziane przez Wezpazjana tonem porucznika amerykańskich marines (brakowało tylko cygara w zębach) sprawiło, że straciłem jakiekolwiek zaufanie do realności pokazywanych tam postaci.

Syn Wezpazjana, wyjęty prosto z amerykańskiego college'u, na pewno nie pomógł w tej iluzji utrzymaniu.

02:42, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

Podejrzewam, że podobnie jak większość krajanów (i nie tylko krajanów), przed obejrzeniem odcinka miałem obraz Nerona jako psychopatycznego mordercy od początku swych dni. Po obejrzeniu zaś zmieniłem nieco zdanie, dowiedziawszy się o jego zasługach w pożarnictwie.

02:40, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

Sześcioodcinkowa seria "docudramy" produkcji BBC z roku 2006.

Nie ukrywam, że przed rozpoczęciem jej oglądania moja wiedza o Rzymie była mizerna, ot na poziomie liceum i to skończonego dawno temu. Po obejrzeniu wiem znacząco więcej. Ale...

Ale zastanawia mnie to: sam wybór z tysiącletniej historii Rzymu sześciu "punktów przełomowych", będących treściami poszczególnych odcinków, równie wiele co o historii Rzymu mówi o czasach, w których była ta seria kręcona i te punkty wybierane. Wiadomo, Cezar to mus. Rozumiem obecność Konstantyna, wszak faktycznie zmienił świat. I samo splądrowanie Rzymu musiało się pojawić, by tytuł serii wypełnić. Ale trzy pozostałe? A gdzie Pax Romana? Gdzie Hannibal?

We wszystkich też odcinkach sytuacja wygląda tak, że mamy kilku walczących o władzę samców alfa. Wnioskować by można, że tak "od zawsze" było w Rzymie: nie jeden Cesarz, czy nie wieloosobowy Senat, lecz trzech (triumwiraty), czterech (tetrarchia) lub podobna ilość viri walczyła między sobą o władzę, lecz czy tak właśnie było przez większość czasy trwania starożytnego Rzymu? Nie sądzę, za to ten aspekt podkreśla i sama forma odcinków, jak i - być może - czas kręcenia serii.

Podobał mi się w serii dobór aktorów. Poza Marcusem Marcellusem, którego grał Katon Młodszy same wcześniej nieznane twarze.

Na początku każdego odcinka leci tekst: "This film depicts real events and real characters. It is based on the accounts of Roman writers. It has been written with the advice of modern historians." i ja nie wątpię w ogólną poprawność uzbrojenia (aczkolwiek w szczegółach wyraźnie widać niedoróbki), czy wyglądu miast (urocza jest panorama Rzymu oczami któregoś z najeżdżających go cesarzy), ale brakuje dopiska "Characters has been played by modern american actors.", bo to niestety czasem wyraźnie widać.

Zabawna jest powtarzająca się przebitka z legionistami maszerującymi przez pustynię ubitą drogą 10 metrów przed tym, jak się to ubicie sztucznie kończy. Albo się wytycza szlak (wtedy droga nie powinna przed nimi w ogóle być ubita), albo idzie się drogą dokądś (wtedy nie powinna kończyć się w środku niczego).

Niemniej jednak skłoniła mnie seria do dalszego pogłębienia swej wiedzy, pogłębiając temat ewolucji kształtu scutum.

(Skądinąd ciekawe, co było przyczyną odejścia od rektangularnego kształu scutum, który przecież pozwalał stworzyć antycznego Transformatora. Czy to tak, że spowodowana brakiem dalszej ekspansji Rzymu zmiana zadań armii z ofensywnych do defensywnych, poprzez zmianę struktury i wielkości grup przemieszczających się poza fortami spowodowała inną taktykę obronną i inne uzbrojenie? (LX legionistów uformuje "żółwia", V legionistów - nie, więc im kształt rektangularny niepotrzebny).)

02:38, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
1 ... 6 , 7
 
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA