Wpisy z tagiem: popularnonaukowe

czwartek, 13 marca 2014

Bardzo ładna wizualizacja Ziemi stającej się jałową pustynią na skutek zwiększania się ilości energii wysyłanej przez Słońce za miliardy lat została widowiskowo popsuta przez ukazanie niezmiennych struktur kontynentów (w zbliżeniu akurat obu Ameryk). Wiadomo przecież, że wzajemny układ płyt tektonicznych się z czasem zmienia i w ciągu nadchodzącego 1,75mld lat się zmieni - i nawet wiadomo, w jakim mniej więcej kierunku zmiana ta nastąpi. Rozumiem, że tak jest ładniej i bardziej zrozumiale dla widza laika - ale to jest ukazanie tego absolutnie błędne.

"The first idea in only to look and see if we can see planet. And this simple idea is not so efficent, because the contrast of light between the star and the planet is so huge, it's about one billion, so it's absolutely impossible, at least at the present time, to directly detect and take the picture for planet." - duka z silnym francuskim akcentem profesor Michel Mayor. No to się trochę zmieniło przez te ostatnie piętnaście lat - teraz już się da.

"You forgot Poland!" - w typowych rozważaniach o odkrywaniu planet wśród innych układów gwiezdnych, ani słowa nie było o współodkrytych przez Wolszczana planetach krążących wokół pulsara PSR B1257+12. Tak jakby planety okrążające pulsary zupełnie się nie liczyły.

Oglądając odcinek o końcu naszej planety, uświadomiwszy sobie skalę czasową (1,75mld lat do stania się jałową pustynią, ok. 5mld lat do wybuchu Słońca) i porównawszy ją już nawet nie z kilkudziesięcioletnią historią lotów kosmiczych, czy kilkusetletnią współczesną cywilizacją techniczną, ale nawet z kilkudziesięcioma tysiącami lat Homo sapiens, przestałem się tym końcem przejmować. Skoro w tak krótkim czasie dokonaliśmy takiego postępu technicznego, za miliard lat (a nawet znacząco szybciej) będziemy w stanie przenosić między układami gwiezdnymi całe planety, zapewniając im odpowiednią dawkę energii i światła w czasie wieloletniej podróży. I've got no doubt 'bout it.

(O ile w ogóle mogę o jakimkolwiek gatunku zamieszkującym za miliard lat Ziemię powiedzieć: "my", bo gatunku homo sapiens już dawno nie będzie.)

11:44, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 grudnia 2013

Program czasami wygląda na nad wyraz rzeczowy, sprawnie i zwarcie streszczając poziom współczesnej wiedzy w 45 minut zamiast tradycyjnej godziny czy półtorej. Ale czasem też zdarzają się nieliche kwiatki.

O, znowu Alan Guth od inflacji. O, znowu Paul Steinhardt od strun.

Nową twarzą jest mówiący z niemieckim akcentem naukowiec od wszechświatów cyklicznych ("...a pod tym żółwiem kolejny żółw..." (ISBN: 83-7255-606-7)). Tyle, że teoria cyklicznych wszechświatów powinna iść teraz raczej w odstawkę: żeby miała ona sens, wszechświat cykliczny musi mieć na tyle dużą masę, by się na skutek własnego przyciągania grawitacyjnego ponownie ścisnąć do rozmiaru mniejszego niż naparstek. Nasz tyle masy nie ma, a trudno stwierdzić (znaczy, stwierdzić łatwo, trudniej przedstawić stojące za stwierdzeniem argumenty), że zgubił ją gdzieś po drodze. Bo gdyby mógł ją gubić po drodze, to albo zgubiłby ją już dawno, albo jesteśmy dopiero jednym z pierwszych w kolejności wszechświatów. A to nie odpiera pytania o to, co było przed początkiem Wszechświata, tylko zmienia je w niemal identyczne pytanie, co było przed początkiem cyklu Wszechświatów.

"Branes! Branes!" - mamroczą wygłodniali fizycy od teorii strun, włócząc się po zmierzchu po uniwersytecie. Skądinąd sąsiadujące z naszym wszechświatem brany zawierające inne, trójwymiarowe wszechświaty, ugięte pod wpływem masy zawartych w nich obiektów i uginające brany swych sąsiadów, w tym i nas, doskonale się nadają jako kandydat na ciemną materię.

19:24, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 grudnia 2013

Czegoś takiego właśnie szukałem. Aktualne i jest dużo ślicznych wizualizacji wielkoskalowych struktur. Jako ich fan żałuję, że tyle czasu zajęły prezentacje ludzi zaangażowanych w badania, ale przynajmniej nie byli to the usual scientists. Mój zachwyt nad wynikami ich prac nie zmienia faktu, że wolałbym jednak oglądać wyniki ich prac niż ich samych. Ale ja tak mam.

Miło mi usłyszeć trochę szczegółów o miejscu naszego położenia w naszej galaktyce. Fakt, że usytuowani jesteśmy między ramionami, a nie na, wpłynie nieco na rozwój mych rozważań o istnieniu życia w kosmosie.

Zabrakło mi za to informacji o naszym usytuowaniu wśród międzygalaktycznej struktury. Czy żyjemy w "węźle", "na ścianie", czy luzem? Do mych rozważań o rozszerzaniu się wszechświata najbardziej pasowałoby, gdybyśmy byli umieszczeni w pewnej, niezbyt wielkiej odległości od węzła struktury, który znajdowałby się w miejscu Wielkiego Atraktora. Do tego jednak trzeba by mieć mapę całego nieba, a to z jednego stacjonarnego teleskopu trudno uczynić. Nawet gdy stoi w dobrej lokalizacji.

Miejsce usytuowania omawianego teleskopu w Honolulu jest nad wyraz udane. Co prawda to teren, który jest aktywny sejsmicznie, ale za to wszędzie wkoło Pacyfik. Jeszcze lepsza byłaby Maiden Island, która leży pośrodku półkuli bez lądu, ale Republika Kiribati ma mniej rozwiniętą technologię budowy gigantycznych teleskopów niż Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.

Trójwymiarowa mapa czarnej materii mnie zdumiała. Man, we live in the future, że udało się nam zrobić dokładną mapę czegoś, czego z definicji nie widać.

14:06, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 listopada 2013

Naoglądałem się tych programów dokumentarnych o równoległych wszechświatach i teraz rozpoznaję twarze naukowców niczym aktorów. Bo poglądami to oni się zbytnio nie różnią.

Clifford Johnson z University of Southern California przechadzający się kalifornijskim bulwarem i patrząc na świat zza ciemnych okularów wygląda jak Samuel L. Jackson w roli Morfeusza. Zwłaszcza, że mówi o istnieniu innych wszechświatów. Gdyby należałby on do zwolenników hipotezy o wszechświatach symulacyjnych, pun byłby jeszcze bardziej uroczy.

A Burt Ovrut z University of Trann Pennsylvania przypomina podstarzałego Herr Flicka. 

"There might be four types of parallel universes.", mówi narrator. Greene w swej książce (ISBN: 978-83-7839-380-1) wymienia dziewięć. Książka powstała trzy lata po programie. Jeżeli ilość potencjalnych wszechświatów tak szybko rośnie, to strach pomyśleć ile ich jest teraz. 

Kakuowe "...data indicates it could..." przypomina mi, jak dane sugerowały możliwość wizyty kosmitów na Ziemi w przeszłości. 

Raduję mnie sceny, gdzie w tle widać wizualizacje największych kosmologicznych struktur. Kiedyś bez powodzenia starałem się takie wizualizację odnaleźć, by je sobie dokładnie całymi godzinami oglądać. I zostaje mi tylko podglądanie tego wycinka, który akurat w programie zostaje przez parę sekund ukazany.

Co za czasów dożyliśmy! Atom nie jest niepodzielny, Universe nie jest jedyny i istnieje coś poza Wszechświatem.

Zawsze mnie zastanawiał ten eksperyment z mierzeniem kształtu wszechświata metodą kątów w trójkącie. Przecież by to zmierzyć, trzeba mieć pomiar z każdego z trzech wierzchołków, nie tylko z jednego.

Przykłady, porównania i niektóre uwagi są tak z rzyci wzięte, że bardziej się nie da. Kaku się pyta, po co ma przestrzegać prawa, skoro w jakimś "wszechświecie równoległym" ujdzie mu to na sucho? Jako przykład wypłaszczonego, choć nie płaskiego, jak się wydaje obserwatorowi na powierzchni, obszaru podają żuka na balonie. A człowieka na Ziemi się nie da? Towarzystwo Płaskiej Ziemi zgłosiło sprzeciw? Jako przykład obszaru o mniejszej ilości wymiarów na granicy więcejwymiarowego obszaru pokazuje się gościa w kajaku na powierzchni morza. Który to gość oskarża ryby, że nie będą świadome jego obecności, póki ich nie dotknie, bo "nadchodzi z dodatkowego, trzeciego wymiaru". A co szkodzi pokazać Płaszczaka? Któraś z mądrych głów twierdzi, że "dodatkowe wymiary są od nas oddalone o mniej niż centymetr". WTF? Pokazanie trójwymiarowej kuli złożonej z leżących na sobie wyciętych kartek papieru uzmysłowiłoby bardziej, że te wymiary nie są od nas oddalone, my jesteśmy w nich zanurzeni, tylko ich nie dostrzegamy i nie umiemy się w nich poruszać.

A po zdaniu: "There could even be creatures coming into our world from these mysterious extra dimensions.", samym z siebie cudownym jak serial Wiedźmin, pokazany jest holograficzny tyranozaur wychodzący ze ściany mieszkania. I to jest program popularno-naukowy. Ja pierdzielę.

Kolejny naukowiec twierdzi, że gdy będzie szedł i zastanowi się nad decyzją, czy skręcić w lewo, czy w prawo, to rzeczywistość się rozdwoi i ostatecznie pójdzie oboma drogami naraz. Spoko, milleniści (ISBN: 978-83-7480-126-3) to potrafią. A Doktor Donna pojęła to dawno temu.

09:49, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 listopada 2013

Oglądałem już programu popularno-naukowe o kosmosie i fabularne seriale o kosmitach, czas na połączenie, czyli program pseudonaukowy o kosmitach z planety Nibiru odwiedzających Ziemię według Zecharii Sitchina, najwyraźniej kuzyna Ericha von Dänikena.

Sam program udostępnia UFOTV, co najlepiej świadczy o jego poziomie.

Dziwne, według danych z sieci program jest z roku 1978, wydany na DVD w 2003. A ja widzę tradycyjną manierę kręcenia z drugiej połowy lat 80-tych, wraz z danymi z lat 1987-1990 i bez danych po tym okresie. Podejrzewam więc, że powyższe wydanie jest z 1990, może 1991 roku. Jedna ze stron podaje jako datę produkcji rok 1992 i to brzmi sensownie.

Uroczy był to czas dla obrzeży nauki, te ćwierć wieku temu. Książki Dänikena biły rekordy popularności, a sama nauka co rusz rozszerzała granice ludzkiego poznania, łudząc licznych, że ich wierzenia też się niebawem naukowo potwierdzą. Co w tym przypadku chyba nie nastąpiło.

Chyba że ogólnoplanetarny rząd zatuszował zdjęcia niedziałającej już od dekad bądź nawet stuleci bazy marsjańskiej używanej przez naszych stwórców z planety Nibiru, zwanej ówcześnie przez naukę Planetą X. Tak jak zdaniem prowadzącego zatuszował ostatnie zdjęcie Fobosa 2, ukazujące statek kosmiczny Nubirian na kursie kolizyjnym z sondą.

Dowodem na istnienie owej planety miały być zaburzenia w orbitach Urana i Neptuna. Ciekawe, czy po potwierdzeniu istnienia Pasa Kuipera i Obłoku Oorta autor zweryfikował swe poglądy. 

Drugim dowodem miały być sumeryjskie pisma, mówiące o jej okresie obiegu wokół Słońca rzędu 3600 lat. Musi pochodzić więc gdzieś z Obłoku Oorta, niczym mająca podobny okres obiegu 2000 CR105.

Z wypowiedzi rosyjskich naukowców i dziennikarzy tłumaczy się tylko to, co choćby minimalnie popiera tezę autora o istnieniu rozwiniętego życia pozaziemskiego.

Układowi Słonecznemu nadal co nieco brakuje do wyczytanych w sumeryjskich pismach, a zdaniem autora pewnych, dwunastu planet. Zwłaszcza od czasu degradacji Plutona. Najwyraźniej "modern science has not catch up with ancient knowledge", która to fraza pada co rusz w programie, w tym dobitnie w podsumowaniu we fragmencie, który pada po długim cytacie z Ksiąg Hioba i Amosa: "Is modern science really catching up with ancient knowledge? [13-sekundowa pauza z przebitką na startującą rakietę] Modern science has indeed caught up with ancient knowledge of Nibiru and the Anunnaki".

10:06, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 listopada 2013

O, wreszcie zamiast o Marsie, mowa jest o Wenus i warunkach na niej panujących. Kiedyś mówiło się o niej jako o drugiej, po Marsie, planecie do kolonizacji, wskazując nawet jej większą masę jako przewagę (źródło przyciągania grawitacyjnego o sile bardziej zbliżonej do ziemskiej). Ale niestety, Wenus też nie ma działającego pola magnetycznego. Choć, jak spojrzałem, przyczyna tego jest inna niż u drugiego sąsiada. Może nawet kiedyś powstaną realne plany, jak je odpalić.

O, jak się okazuje, dryfujące w londyńskiej mgle rekiny z Christmas Special Doktora są zgodne ze stanem wiedzy astrobiologów.

Zamiast Boga obserwującego nas z góry, Amerykanie mają kosmitów, którzy oglądają naszą telewizję.

15:10, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 listopada 2013

Po obejrzeniu czołówki sprawdziłem raz jeszcze, czy faktycznie znajduje się w dziale Science, ale tak, znajdował się.

Według narratora, kosmologowie dzielą się na tych, którzy uważają życie na Ziemi za jednostkowy wyjątek (naukowiec doprecyzował: wielką rzadkość) i na tych, którzy uważają, że życie na planecie jest inevitable. A ja stoję pośrodku: uważam, że życie na Ziemi nie jest wyjątkowe, ale też niewykluczone, że wymaga jakichś warunków, które spełniają się tylko dzięki prawu wielkich liczb. Tak, moim zdaniem, jest z "życiem organizmów wyższych", zwłaszcza na powierzchni. Do tego trzeba mieć jeden, masywny księżyc i działające pole magnetyczne planety - a przynajmniej jest to nad wyraz przydatne. Więc podejrzewam, że życie jest powszechne, ale na poziomie jednokomórkowców, glonów i mikrobów, gnieżdżących się gdzieś przy podwodnych kominach geotermalnych. Już przejście do organizmów wielokomórkowych będzie rzadsze i wcale nie oczywiste.

"Is it possible that something exists that is not just a copy more or less advanced, what we have on Earth?"
Yes, and you'll be suprised.

W odróżnieniu od autorów, nie czyniłbym z "reprodukcji i mutacji, czyli ewolucji" filaru definicji życia. To, że tak jest z życiem na Ziemi nie oznacza, że tak musi być zawsze. "Metabolizm", trzeci filar, bym zostawił. I dodał do tego ruch. Ruch, który organizm na podstawie danych ze zmysłów wykonuje, choćby po to, by coś zjeść (patrz: "metabolizm"). Tam właśnie, w miejscu, które podejmuje decyzję o takim, a nie innym ruchu, widziałbym zalążki życia, czy nawet świadomości.

Ale wyjaśnienie geofizyka Roberta Hazena, że początków życia upatrywałby w konkurencji i "naturalnej selekcji" też brzmią sensownie.

Się jeszcze chwilę zastanowiłem nad powyższą kwestią. Jednak nie "ruch", a - jak w programie powtarzają - "metabolizm", czyli pożywianie się. Zaspokajanie głodu. Tu się to wszystko zaczyna. Ruch to już konsekwencja - daje możliwość dotarcia do większej ilości pożywienia.

Chwila, chwila. Program miał być z 2006 roku, a tu pada zdanie o Marsowym Ekspresie, który "ma zostać wysłany w 2004". Wygląda na to, że znów wróciłem do poziomu wiedzy sprzed ponad dekady. Z drugiej strony, może po prostu wtedy więcej się kręciło filmów popnaukowych o życiu na innych planetach, bo temat wtedy był bardziej głośny? O prawdopodobnym odkryciu śladów życia na meteorycie z Marsa gazety pisały na pierwszych stronach. Teraz zaś temat medialny nie jest, bo trudno na pierwszej stronie gazet umieścić artykuł o tym, że od kilku lat w sumie nic nowego. 

Lądownik Beagle-2 zestrzelili Marsjanie, a metanowi Tytani zniszczyli odbiornik sondy Cassini - na szczęście tylko jeden z dwóch.

Ujrzawszy, jak po zdaniu: "Of the millions of spiecies that have prospered here only one has been able to develop a technological inteligence" ukazuje się zbliżenie amerykańskiego samochodu, przypomniałem sobie, dlaczego Ford Prefect się nazywał Ford Prefect. To w sumie też w temacie życia pozaziemskiego.

O, SETI@Home. Całe lata tego nie widziałem. Kiedyś aktywnie uczestniczyłem, aż zdałem sobie sprawę, że bardziej niż życia pozaziemskiego, szuka się tam śladów technologicznie rozwiniętej drobnomieszczańskiej inteligencji. Takie SETMCTI (Search for Extraterrestial Middle-Class Technological Inteligence). Ciekawe, czy nadal "Polacy tam rzondzom".

"Copyright 2002". No tak, tego się można było spodziewać...

19:17, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

...a w jeszcze innym zakątku Multiversum istnieje ten ja, który się zajął na poważnie ksenobiologią i pewnie też miałby zupełnie inne uwagi. 

Ech, uproszczenia i skróty myślowe. Oraz powtarzane błędne klisze o rozwoju techniki (nie wspominające o nadchodzących ograniczeniach stosowanych materiałów) czy przyrównanie mocy komputera do mocy umysłu jaszczurki bądź człowieka. Wszystko to nastawia mnie nieco sceptycznie do merytoryczności programu.

Same zasady, którymi kierują się ukazani badacze wydają się jednak dość sensowne: organizmy muszą być dostosowane do środowiska, w którym żyją, a konwergencja nie powinna nikogo dziwić. 

10:09, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 listopada 2013

Postanowiłem obejrzeć, by po dokładnym przejrzeniu zawartości programów popularno-naukowych o kosmosie i fizyce sprzed dziesięciu czy piętnastu lat nieco zaktualizować stan mej wiedzy.

Ekrany specjalne nadal są nieco cheesy, a mnie najbardziej drażni brak połączenia między strukturami space w próżni i w bezpośrednim otoczeniu masywnego obiektu, który ją za sobą ciągnie. Przecież ciągłość owej space między jednym a drugim układem jest tu podstawą!

Skoro czarne dziury "drag the space inside them", to może przyspieszenie rozszerzania kosmosu spowodowane jest dużą ilością (lub raczej dużą masą) czarnych dziur poza naszym polem widzenia? Tu zadałbym pytanie, czy owo przyspieszanie jest izomorficzne, ale zamiast tego poczekam, mam nadzieję, na aktualizację wiedzy na temat Wielkiego Atraktora. Ale gdyby było izomorficzne, stawiałbym wtedy na jego źródło w ciśnieniu próżni.

W University of Southern California mają naukowca, który wygląda jak Samuel L. Jackson jako Karl Lee w "Czasie zabijania".

Ciekawe dlaczego powszechnie uważa się, że upływ czasu na tak niewielkim w skali kosmologicznej obiekcie jak Ziemia upływa jednostajnie w czasie. 

W odcinku drugim, "The Illusion of Time" pokazali, jak działają pciuchy. Ten tu prezentowany miał nawet rower do podróży w czasie.

Nie chcę wytykać prowadzącemu program Autorytetów, dwa pierwsze odcinki zrobione były na zasadzie: najpierw Newton wymyślił, potem Einstein poprawił. 

Chciałem się dowiedzieć, co tam aktualnego w kosmologii i już wiem - hipoteza Multiversum nadal pozostaje tylko niepopartą dowodami hipotezą. Niby jakieś dowody poszlakowe są, ale w sądzie nie wydałbym na tak wątłej podstawie wyroku skazującego.

A jeżeli ta teoria, w wydaniu prezentowanym w programie, jest prawdziwa, to gdzieś tam jest taki ja, który zajął się tym tematem na poważnie i mógłby dodać coś sensownego...

Ech, i teraz naszła mnie ochota, by sobie zaktualizować stan wiedzy z innych zagadnień fizyki i kosmologii.

13:55, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 listopada 2013

Oglądając tak stare programy popularno-naukowe, myślę sobie: man, we live in the future. Tylko nie wiem, czy nasza przyszłość nie rozczarowałaby autorów tego filmu - co prawda mamy niewielu ludzi w Kosmosie (przynajmniej nie zero), ale mamy app'kę, która nam tą ilość na bieżąco pokazuje.

Uroczy jest ten zeszłomilenijny optymizm w kwestii dalszego rozwoju eksploracji Kosmosu. Teraz tego jakoś nie czuć i bardzo dobrze, bo na ciałach niebieskich bez pola magnetycznego żyć jest dość niezdrowo.

Autorom udało się w dwie godziny przedstawić tyle, ile w zwykłym 8-odcinkowym serialu o kosmosie. Tyle czasu oszczędził brak wywiadów z samymi naukowcami. Którzy może i są uroczy i opowiedzą czasem jakąś uroczą anegdotkę, ale ze względu na sposób ich przedstawiania w dokumentalnych serialach zakresu wiedzy o kosmosie u oglądającego zbytnio nie zwiększają.

21:07, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA