Wpisy z tagiem: Game of Thrones

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Odcinek, który dogonił, a miejscami nawet przegonił fabułę książkową. Niewykluczone więc, że w opisie miast zwyczajowego "o, już nie żyje" może zacząć pojawiać się "o rany, nie żyje".

O rany, żona Stannisa "Jedynego Prawdziwego Króla" Baratheona nie żyje.

Rozumiem ideę dramaturgii sceny, ale człowiek z odciętą nogą nie byłby w stanie się tak długo czołgać. Ani, prawdę mówiąc, żyć.

O rany, Stannis nie żyje. To sprawia się się kolejki do tronu całkiem rozjeżdżają między książką a serialem.

Odcinek, jak to końcowe odcinki mają w zwyczaju, składa się z samych cliffhanger'ów i gamechanger'ów. Część jest zaskakująca nawet dla czytelników książek, część - jak skok z zamku Fetora i Sansy - nie. Choć w książce miał on o wiele więcej sensu: mowa była o tym, że śniegu pod murami jest gigantyczna ilość, podczas gdy tu właśnie co odbyła się bitwa, która miała miejsce na nieodśnieżanym polu, a i tak śnieg nikomu nie sięgał powyżej kostek. Coś mi się wydaje, że upadek z muru na 15-centymetrową warstwę śniegu powinien okazać się śmiertelny. Na dodatek w książkach Fetor z Sansą uciekali w śnieżycy, podczas gdy tu nic nie pada i doskonale ich widać z zamkowych wież na pustych polach otaczających Winterfell.

Jest taki blog, na którym czytam tylko recenzje kolejnych odcinków "Gry o Tron". W recenzjach tych autorka określa między innymi motto lub motyw przewodni odcinka. Moim zdaniem, motywem przewodnim tego odcinka - poza wyrzynaniem aktorów, którzy nie przedłużyli kontraktów - są konsekwencje. Stannis ponosi konsekwencje swych działań, zabity przez strażniczkę zamordowanego przez niego Renly'ego. Lady Brienne opuszcza stanowisko dla prywatnej zemsty i chwilę później ponosi konsekwencje swego niegodnego rycerza zachowania. Fetor ucieka przed konsekwencjami swego odruchu ludzkiego zachowania. Jon Snow ponosi konsekwencję swych niepopularnych decyzji. Cersei ponosi konsekwencje swych knowań. Nawet Meryn Trant umiera na skutek konsekwencji - konkretnie konsekwencji Aryi Stark. 

A propos. Od obejrzenia tej sceny nie może mi wyjść z głowy myśl: A co, gdyby ostatnie słowa Meryna Tranta brzmiały "Nie zabiłem Syrio Forela"? Akcja dzieje się wszak poza kadrem, a sam Jaqen H'ghar ironizuje o Syrio, że co to za mistrz miecza, który dał się pokonać w pojedynku. Co by zrobiła Arya, po oślepieniu i wielokrotnym ranieniu przeciwnika, gdyby przyznał się on, że Syrio Forel go wtedy obił i uciekł? Może to więc dobrze, że nie dała Merynowi dojść do słowa.

O, wspomniany Jaqen H'ghar już udaje, że nie żyje. Faktycznie, jest to pewna forma nieśmiertelności - nie mieć osobowości i móc zmieniać twarze. Któż wtedy może stwierdzić, że to akurat my nie żyjemy?

O, Arya już oślepła.

O rany, Myrcella chyba nie żyje. No teraz to się linia dziedziczenia tronu naprawdę zawęziła.

Znalazłem taki swój komentarz do któregoś z poprzednich odcinków: "W filmowym universum "GoT" następuje akurat masowe wymieranie rodów. Właśnie wymarł bezpotomnie ród Baratheonów, jedyny dziedzic rodu Tyrell siedzi w więźniu. Ród Bolton, by przetrwać, musiał prosić o legalizację bękarta. Starkowie też są w odwrocie. Z Targeryanów została jedynie Daenerys. Jedynie ród Lannisterów, dzięki ciężkiej pracy Jaimego i Cersei, ma się nieźle". No, to ród Lannister też zaczął właśnie wymierać: Tywin nie żyje, Jaimie jako członek Straży poprzysiągł celibat, starzejąca się Cersei (choć Tywin przypominał jej, że jeszcze jedno - dwójkę dzieci zdoła urodzić) nie chce być inkubatorem, a z trójki dzieci najwyraźniej zostało tylko jedno.

Daenerys żegnamy na roczną przerwę w momencie, gdy opuściła smoka na górze, zeszła na przepastne, opustoszałe równiny i natychmiast w miejscu, gdzie nie widać w tle żadnego zejścia z tej góry (czy też raczej: klifu) zostaje otoczona przez stado Dorthraków, który najwyraźnie przybyli w te okolice podziemnymi tunelami.

Maester Pycelle był chyba w tym odcinku animowany komputerowo, tak nienaturalnie oszczędna jest jego mimiczna reakcja na widok nagiej, ostrzyżonej i shańbionej królowej Cersei.

O, Jon Snow już dostał kosę w brzuch i już dalej wiecie. A raczej: nie wiecie, po książka też się tu urywa, więc nie wiadomo, czy to oznacza, że o, już nie żyje. Jakkolwiek Duch wciąż żyje, więc niewykluczone, że jemu też uda się wylizać, zwłaszcza że w okolicy kręci się Czerwona Kapłanka.

10:57, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 czerwca 2015

Czołówka wciąż niezmienna. Niezmiennie szkoda.

W otwierającej odcinek scenie nocnego podpalenia obozu Stannisa największe wrażenie zrobił na mnie płonący koń: mimo palącego na nim się jasnym ogniem siodła, napierśnika i grzywy żwawo i rytmicznie galopuje przed siebie, zamiast się wytarzać po ziemi, by zdusić ogień lub przynajmniej w panice. Ja bym nie wytrzymał równego rytmu w takich warunkach.

Ładna, pełna napięcia i emocji scena z otwarciem bramy w Murze przy Czarnym Zamku. Wyrobił się aktorsko Jon Snow przez te sezony, to mu trzeba przyznać. 

Ostatecznie Jon Snow wrócił do swego biura i dzięki temu będzie mógł wysłać Samwella Tarly'ego do Cytadeli w Starym Mieście (podróż z międzylądowaniem w Braavos, dzięki czemu można skorzystać z bezcłowego bufetu). I dobrze, maestrzy z Cytadeli będą mogli się od niego dowiedzieć czegoś nowego nawet jak czytali książki Martina (skoro Shereen czyta "Taniec ze smokami"...).

Ładne jest ujęcie z żabiej perspektywy otwierające wątek Dorne. Na myśl mi podsunęło podobnie efektowne kąty kręcenia w "Elizabeth: The Golden Age".

Zaraz, zaraz. W książce wątku Jaimego w Dorne nie było między innymi dlatego, że mowa była w jednym z wcześniejszych tomów, że w Dorne istnieje "stare prawo" sukcesji: koronę dziedziczy się niezależnie od płci. Jako że Myrcella jest starsza od Tommena, według dornijskiego prawa to jej miałaby przypaść korona, gdy Joffrey umarł bezpotomnie. Później tak właśnie umarł i według prawa pozostałych sześciu królestw królem został Tommen - a wersji Dorne nigdy w książkach nie słyszymy. Tu zaś Joffrey już umarł, "rządzi" Tommen, a w Dorne cicho o prawach Myrcelli do korony.

(w sprawach sukcesji jeszcze: legalistycznie rzecz ujmując, prawo do tronu obecnie posiada Stannis Baratheon (przynajmniej jeżeli Jon Snow nie jest synem króla Roberta i Lyanny Stark), tylko musi udowodnić kazirodcze pochodzenie dzieci Cersei, wdowy po królu Robercie. Jeżeli tylko kwestia ta zostanie rozstrzygnięta w nadchodzącym religijnym procesie Cersei, to Margeary natychmiast wyjdzie za mąż za Stannisa, stając się Po Czerokroć Baratheon.)

W Braavos, w odróżnieniu od Cat, Lanna daje się przegadać byle ulicznikom. Nie widać w niej bezczelności, którą by miała starając się dobrze odegrać kogoś, kto wychował się na ulicy. To wyraźne niedopatrzenie scenarzystów, bo wątpię, by przyczyną było to, że Maisie Williams by tego nie odegrała.

O, Meryn Trant. O, Meryn Trant jeszcze żyje.

Bardzo ładna fraza "I believe in second chances. I don't believe in third chances." wypowiedziania przez księcia Dorne, Dorana Martella. Nie przypominam sobie jej w książkach.

O, Shireen już nie żyje.

Jedno jest pewnie: po tym, czego dokonał Stannis, na pewno nie zagłosuję na niego w następnych wyborach na króla Westeros. 

Mógłbym rzec, że spalenie Shireen było szokiem, bo w książce spokojnie siedzi ona sobie w Czarnym Zamku. Ale po prawdzie, odkąd tylko w serialu Stannis wziął ją ze sobą na wyprawę wojenną miast w domu zostawić, domyślałem się, że zastąpi ona zapewne jako ofiara rytuału domniemane dziecko Króla Za Murem Mance'a Raydera (które podmieniono na dziecko Krastera i jego córki, obecnie dziewczyny Sama). Mimo tych przewidywań scena okazała się emocjonować do końca, bo i przez ten czas jako widz zdążyłem się z Shireen nieco bardziej zapoznać, i w książce nie stało w formie dokonanej napisane, że rytuał ten przeprowadzono. A nawet jeśli, po podmianie dzieci nie powinien zadziałać, jeśli wymaga królewskiej krwi. No, chyba że Craster - samotny typ, regularnie uprawiający stosunki seksualne z 19 swymi żonami, z których część była przy okazji jego córkami (tak jak Gilly, dziewczyna Sama), a wszystkie narodzone z tych stosunków dzieci płci męskiej wynoszący do lasu pośrodku wiecznej zimy - był królem Craster's Keep i okolic.

Był sobie w serialu "Battlestar Galactica" niejaki dr Gaius Baltar. I był tak charakterystyczny, że w tym odcinku przypomina mi go i książę Dorne i zapowiadacz na meereenskiej arenie. I jestem doprawdy zdumiony, że zdaniem IMDB to trzech różnych aktorów.

Meereenska arena wreszcie przypomina to, do czego przyzwyczaił mnie "Spartacus". A lądujący pośrodku niej smok bije efekty całego tamtego serialu o głowę.

O, Hizdahr zo Loraq już nie żyje. W książkach wciąż jeszcze dycha, aresztowany przez ser Barristana, który w książkach też jeszcze dycha, a tu uczynił młodą Daenerys dwukrotną wdówką. Może i ma Daenerys swe trzy smoki, ale szczęścia do facetów coś niezbyt.

Na sam koniec odcinka Daenerys "robi Lihmala", czyli powtarza scenę z latającym psem z "Neverending Story". Niby trzy dekady minęły od "Niekończącej się opowieści", a jakoś drastycznych różnic w ujęciach ze zbliżeniem postaci na latającym stworze nie widzę. Kto wie, może to scena z Falcorem prezentowała się w nich nawet bardziej realistycznie.

wtorek, 09 czerwca 2015

Szybko ten sezon leci, pomyślałem zauważywszy, że to już osmy odcinek. Ósmy i piąty z niezmienną czołówką. A naprawdę wiele by dało, gdyby na mapie zaznaczyć aktualną pozycję na trasie do Meereen Tyriona w poprzednich odcinkach i miejsce bitwy z zombiakami w tym. Na wschodnim wybrzeżu Westeros to się działo, czy na zachodnim? Czytelnicy książki odpowiedź mogą znać, ci co nie czytali żyć muszą w nieświadomości, że na wschodnim. A trzy sekundy animacji by wystarczyło, by ich z niej wydobyć.

Cóż zaspoilować mogę, jak na południu Tyrion wykroczył poza fabułę, a na północy dzieją się rzeczy w niej nieopowiedziane? Jedynie wątek królewsko-więzienny toczy się powoli w myśl książkowego - na tyle jednak powoli, że marszu wstydu Cersei spodziewam się najwcześniej w finałowym odcinku.

Tyrion przemawia intrygująco, swą przemową ratując życie Mormonta. Który postanawia zostać Spartacusem, zamiast się zaciągnąć do Drugich Braci (nielegalnie, łamiąc tytułową zasadę). Tak czy owak, trafia za mury Meereen, co może się okazać istotne w nadchodzącej w odcinku 06x09 bitwie.

W Braavos Arya przyjmuje wraz z rolą sprzedawczyni ostryg imię Lanny, a nie - po matce - Cat. Jest też o wiele od książkowej lepiej wychowana, którą to zmianą scenarzyści pozbawili serial jedynej w całej sadzie "Pieśni Lodu i Ognia" wzmianki o wielbłądach i ich częściach ciała.

Maester Qyburn w niektórych ujęciach wygląda nieco jak Michael Palin. 

Fetor, dawniej 22 lipca Theon Greyjoy, zdradza Sansie prawdę o jej młodszych braciach. Jeżeli Bękart za to nie utnie mu kolejnego palca, stracę do owego cały szacunek. Jeżeli zaś utnie, rzeknę, że wraz z palcami kończą się Fetorowi rzeczy do stracenia. Choć, pamiętając Theona, już dawno mu się skończyły... skończył. Dzięki czemu będzie mógł teraz działać straceńczo.

W książce Fetor przypomina sobie, że był Theonem Greyjoym'em pod wpływem Brana Starka, używającego w tym celu czardrzewa. Tu dokonuje tego Sansa Stark. Grunt, że zostało w rodzinie.

Pamiętając wszystkie dyskordiańskie, anarchistyczne i jedną taoistyczną przypowiastki o samotności władców wśród swych poddanych, rzec muszę, że ożywcza musi być dla Daenerys rozmowa z Tyrionem - wreszcie rozmawia ona z kimś jak z sobie równym. Wieńcząca rozmowę metafora "rozstrzaskanego koła" jest bardzo obrazowa, ale mało konkretna, jeśli chodzi o szczegóły tego planu.

Przekonania, że anonimowa przywódczyni jednego z klanów Wolnych Ludzi zginie w finale odcinka nabrałem, gdy zaczęła mieć kwestię mówioną. Gdy pocałowała dzieci na pożegnanie wiedziałem już, że przy takiej kliszy zginie na pewno. Jak się okazuje, nie zgadłem - nie zginęła, a została zombie

Cała długa finałowa scena w Hardhome przypomina o scenie bitwy o Mur w poprzednim sezonie. I, jeżeli to będzie najbardziej widowiskowa bitwa sezonu, łamie mój TAŻ, że bitwy i śmierci Starków, czyli rzeczy fabularnie najważniejsze, dzieją się w dziewiątych odcinkach. Może w kolejnym będzie bitwa o Winterfell. Albo przynajmniej Sansa wreszcie umrze.

Zawsze mnie intrygował sens strzelania do zombie z łuku. Co niby strzała może takiemu nieumarłemu, często bez połowy twarzy i odciętą już ręką, zrobić? Przebić tętnice? Trafić w serce? Toż nawet pęd strzały nie zahamuje takiego nieumarłego w jego szuraniu w naszą stronę. A jednak dzicy strzelają i strzelają, zamiast uciekać. Co miałoby więcej sensu - jak się na sam koniec okazuje, wystarczyło wejść do wody po pas i byłby z umarlakami spokój.

Po dokładniejszym się przyjrzeniu przyznać muszę, że wcale ta bitwa nie przypomina tej o Mur. Jest dużo bardziej rzeźnicka.

Fantastycznie wygląda White Walker, z którym walczy Jon: wygląda jak wiedźmin Geralt po pełnej dawce eliksirów, tyle że z oczami Paula Atrydy, ps. "Maud'Dib". I z kozią bródką. I walczy równie zręcznie i sprawnie jak on, raz chyba na Jonie stosując znak Aard. Przynajmniej sprawnie do momentu, w którym się okazuje, że damasceńska valyriańska stal miecz Jona potrafi jednak sparować jego cios. A także go efektownie zabić, co - o ile dobrze pamiętam - znowu jest nowością względem wiedzy książkowej.

wtorek, 02 czerwca 2015

Przypomnienie, co zdarzyło się w poprzednim (-ich) odcinku (-ach) zajęło ponad 100 sekund. Coraz bliżej do finałowych 50 minut.

Przyznam szczerze, że w poprzednim tygodniu dużo większe niż czołówka, po raz kolejny niezmienna, wrażenie wywarł na mnie filmik z okazji "Red Nose Day":

TA-DAM! Po raz pierwszy odcinek przekroczył linię fabularną książek. O ile bowiem wiem po ich przeczytaniu, jak dalej potoczy się proces królowej Margaery i pojawiający się w tym odcinku po raz pierwszy proces królowej Cersei; że Theon Greyjoy ucieknie z Winterfell ratując żonę Bękarta; że Quentyn Martell umrze od smoczego ognia - to nie mam pojęcia, jak potoczy się relacja Tyriona z Daenerys. W książce bowiem, choć ku niej zmierza, jeszcze przed jej oblicze nie dociera. Pominięto więc cały wątek Drugich Synów - chyba, że wyśle go tam na przeszpiegi Daenerys. Co sensu miałoby mało. Tak czy owak - pojęcia nie mam, co się tam teraz stanie.

Jak się nad tym zastanowić, to w innych lokacjach na tyle pozmieniano, że też nie wiem, co się stanie, bo wielu wątków nie ma w książkach wcale, a inne są drastycznie inne. W książkach na północy Jon Snow nie rusza na wyprawę, lecz otrzymawszy list od Boltonów o ich wygranej w Winterfell i rozkazach od nich zbiera ekipę na dzielni, by je odbić, za co dostaje kosę w brzuch (i już dalej nie wiecie, tym się kończy piąty tom). Maester Aemon umiera dopiero na statku, którym płynie wraz z Samem Tarly do Cytadeli, odwoziwszy przy okazji Gilly do rodziców Sama, którym ów wmawia, że dziecko, którym się ona opiekuje (które jest dzieckiem Mance'a Raydera) to jego własny bękart.

Na południu Jaime Lannister w książkach ani przez chwilę się nie pojawia. Choć żona Bękarta ucieka z pomocą Fetora z Winterfell, to Sansa wysiaduje w Orlim Gnieździe. Dziewica z Tarth wraz z Podrickiem trafiają w ręce Bractwa Bez Banerów i Pani Kamienne Serce, nie wiedząc nic o losach jej córek. Loras Tyrell nie trafia do celi, lecz zostaje paskudnie ranny podczas oblężenia Dragonstone. I inni.

Tu, jak widać, jest inaczej.

Maester Aemon umiera nie zaznawszy braavoskiego ciepła. Za to gdy czytałem go po polsku, nie zrozumiałem genezy ksywy "Jajo" dla jego brata. Tu dotarło to do mnie natychmiast: "Egg" zamiast "Aegon".

Samwella Tarly przed niechybną porażką z walce ze współbraćmi ratuje direwolf ex machina Duch. Jego nagłe pojawienie się rodzi w głowie jedno pytanie: gdzie do jasnej cholery on był przez kilka ostatnich odcinków? Ani nie brał udziału w walce o Mur, ani nie towarzyszył Jonowi podczas pobitewnych negocjacji, ani nie szwendał się później. Skoro pojawił się w pomieszczeniu Czarnego Zamku, to musiał być gdzieś w okolicy, a na pewno - po tej stronie Muru. No więc - gdzie? A także pytanie drugie: czemu, do jasnej cholery, nie towarzyszy teraz Jonowi? Przydałby mu się bardziej niż Edd Cierpiętnik, który na pewno nie cieszy się z udziału w tej wyprawie.

W Winterfell znać po stanie Sansy brutalność Bękarta. Nadal jest on jednak nad wyraz wyrozumiały - książkowy za numer ze świecą obciąłby Fetorowi kolejny palec bez chwili wahania ni cienia wątpliwości.

W połowie zaś drogi między tymi miejscami Stannis Baratheon, Jedyny Prawdziwy etc., dostaje abrahamową radę, by poświęcić dla dobra wiary swe dziecię królewskiej krwi. W książce w tym celu wykorzystuje nowonarodzone dziecko Króla Za Murem. Tu, jak poczeka ze dwa odcinki, wpadnie mu w ręce dziecko króla Żelaznych Wysp, będzie mógł poświęcić je. Co mógłby uczynić bez poczuci winy o tyle, że Theonowi z przyjemności świata została już tylko herbata.

W odróżnieniu od wątku Theona, wątek Północy kończy się w tym odcinku happy-end'em.

Na targu niewolników okazuje się, że albo Tyrion zna lokalny dialekt (albo język valyriański, jeśli to on tam obowiązuje), ale wszyscy tam mówią po westerosku. Wot, taki urok anglojęzycznych produkcji w świecie, gdzie wszyscy mówią po angielsku...

"You are the few, we are the many. And when the many stop fearing the few..." - kończy na poły retorycznie rozmowę z lady Olenną Wysoki Rangą Wróbel. Cóż, odpowiem za nią: wtedy najczęściej ci nieliczni korzystają ze zdobytych przez długi czas owego lęku bogactw i opłacają armię, by stłumić buntowników. I zwykle czynią to z sukcesem, po których wielu ponownie napawa się lękiem przed garstką nielicznych. 

O bogactwie stroju króla Tommena najlepiej świadczy to, że strój z wzorzystego materiału miał na plecach zszyty ta, że sporych rozmiarów raport po obu stronach szwu pokrywał się co do milimetra.

Pod celą Bronn sobie śpiewa doo wop. Nijak mnie to nie dziwi, doskonale wiem, że siedzenie za kratkami człowieka rozśpiewuje - sam w takim położeniu nuciłem skleconą własnoręcznie piosenkę reagge "Słudzy Babilonu".

Strój Paluszka momentami tak przypomina strój Neo z drugiej i trzeciej części "Matrixa", że aż brakowało mi przeciwsłonecznych okularów na jego nosie.

Wciągająca jest walka Mormonta na arenie. Sama arena nie powala na kolana, a po paru sezonach "Spartacusa" wydaje się wręcz śmieszna, ale też i wzmianka pada, że jest to "Lower Pit", skąd dopiero nieliczni zwycięzcy trafią na główną scenę arenę. 

"It seems your plan has backfired", mógłbym zanucić też siedzącej pod celą Cersei kawałek "Red Light" zespołu Deep Blue Something, gdyby też ją naszła chęć muzykowania. Choć ona akurat wyglądała na osobę, która by się jej skutecznie oparła.

poniedziałek, 25 maja 2015

Czołówka ciągle bez zmian. To ja też się nie wysilę:

Ciekawie ukazany kolejny etap "gry twarzy", przez który przechodzi Arya. A końcowe słowa the man upewniają mnie w przekonaniu, że w najbliższym odcinku (z jej udziałem) Arya założy czyjąś twarz. Ciekawe, czy będzie to Cat, jak w książce[citation needed]. I ciekawe, czy zagra ją po prostu inna aktorka o podobnych gabarytach, czy producenci będą starali się zmienić Aryę za pomocą charakteryzacji i CGI. Sens ma to pierwsze, ale wtedy Maisie Williams zniknie na parę odcinków z serialu. A jeśli będzie to inna aktorka i będzie w roli Cat, będzie musiała być nieco od Maisie Williams starsza, by móc kląć tak uroczo jak książkowa Cat.

Fantastyczne efektowna jest sala Poselska w Domu Czerni i Bieli. Efektowna, ale chyba niezbyt logiczna - jak Beztwarzowcy mają niby sięgać do twarzy umieszczonych w górze kolumn? Żadnych drabin w kadrze nie widziałem. Może lewitują?

O, wreszcie się pojawiają handlarze niewolników. Ciekawe, czy też wytatuują Janusza Mormonta. Jeśli nawet, nie będzie to dla niego duże zmartwienia po tym, jak nabawił się choroby kamiennej skóry. Cokolwiek bowiem nie mówił on o swych motywacjach Tyrionowi, czuć z jego zachowania, i w książce i w serialu, że chciałby się z Daenerys sparować. Które to marzenie w książce znacząco utrudnia tatuaż na jego niedźwiedziej mordzie, a tu całkowicie i ostatecznie przekreśla powolna petryfikacja.

Leitmotiv-em odcinka (a przynajmniej jego pierwszej, essoskiej, połowy) było kłamstwo: Arya się go uczy, Tyrion używa go, by zbliżyć się do celu.

Cersei misinterpretuje zdanie Littlefingera o lojalności względem tronu. A są one nad wyraz wyraźne i doskonale opisują motyw zachowania Paluszka. W tym odcinku zacząłem też wątpić w jego przywiązanie do Sansy: wcześniej (i w książce) wydaje się, że darzy ją afektem, bo przypomina mu lady Catelyn Stark de domo Tully. Teraz zaczynam myśleć, że to też tylko figura na szachownicy jego gry o tron i bez cienia wahania poświęci ją dla lepszej sytuacji na planszy.

Lord Harrenhal, legendarnego zamku dawnego króla. Władca Doliny. A teraz w zamierzeniu Namiestnik Północy. Littlefinger zbiera te odznaczenia jak harcerz odznaki sprawnościowe. Wygląda na to, że zamierza zostać królem Siedmiu Królestw przez objęcie władzy we wszystkich (lub monarchokonstytucyjnej większości) prowincjach. 

Drugą połowę, westeroską, odcinka zdominowały związki młodego pokolenia. Niczym w filmie "Jeszcze raz", akcja przeciwstawnych sposobów obcowania z partnerką ukazana jest na dwu krańcach Westeros: w Sunspear na południu i w Winterfell na Północy.

W Dorne muszą mieć wyjątkowo spokojne życie: Jaime Lannister i Bronn bez zaczepiania z strony jakichkolwiek strażników wpierw wjeżdżają do miasta, potem zaś wchodzą na teren pałacowych ogrodów. W których też nie natknęli się na żadnego strażnika, mimo że krąży po nich (bez obstawy) następca troniku księstwa. Zaiste sielanka.

Żmijki nie zdążyły Myrcelli "zrobić van Gogha". Coś w serialu nie szafują tak obficie jak w książce ranami twarzy: Tyrion ma tylko szramę na ryju zamiast odciętej połowy nosa, Myrcella nie ma odciętego ucha, a Fetor ma niemal wszystkie zęby.

Patrząc na złośliwie uśmiechniętą twarz Cersei, Królowej Matki, nie mogę się doczekać, aż jej plan uzbrojenia milicji wierzytelskiej[citation needed] wypali jej w twarz.

Odświeżony Fetor prezentuje się na tyle nieźle, że nadałby się na okładkę "Rollling Stone". Zauważyłem, że brakuje mu jednego lub trzech palców u prawej dłoni (dwa mogły być tylko mocno zagięte), ale u lewej dłoni ma raczej wszystkie (w książce miał mniej więcej równe ubytki w obu). Jak jest szmają, to niewiele tortury ograniczą jego manualne zdolności. Jak nie jest, to niech się nauczy być jak Jaime.

O Sansie i "Czarnym Weselu" już pisałem, ale dopowiem, że cała afera z brutalnością jego ukazania wydaje mi się z paluszka wyssana. Zwłaszcza, jak się pamięta, że książkowy Ramsey noc poślubną z fałszywą Aryą każe rozpocząć Fetorowi, który ma ją "przygotować" językiem. W porównaniu z nim serialowy ponownie jest nad wyraz subtelny. 

A że Fetor musiał patrzeć? Obserwatorzy nocy poślubnej wśród rodów szlacheckich nie byli niczym dziwnym w europejskim średniowieczu, gdyż byli dowodem na to, że małżeństwo zostało poprawnie skonsumowane. Wybierając Fetora, postać do cna złamaną, Ramsey Bolton wybiera chyba obserwatora najlepszego dla żony (w znaczeniu: najmniej będzie on potem wspomnieniem tym obniżał jej rangę żony suwerena). Znowu na jaw wychodzi jego wrodzona subtelność bądź dobre wychowanie.

poniedziałek, 18 maja 2015

Czołówka ta sama co odcinek temu. Ale tamta była nówka sztuka nieśmigana, to się jeszcze opatrzyć nie zdążyła. Niestety wciąż brak miejsca przygód Tyriona (w tym odcinku to Chroyane). I jeszcze jedna uwaga: skoro wszędzie wymienione są miasta, to skąd napis Dorne? Powinno być (w tym miejscu Dorne) Sunspear - tak jak jest Winterfell zamiast The North, King's Landing zamiast Crownlands i była Eyrie zamiast The Vale.

O, ser Barristan Selmy już na pewno nie żyje. Szkoda go.

A nie mówiłem - było taniej w postprodukcji, gdy przez połowę sceny ze smokami skrywał je mrok. Dzięki temu znalazł się budżet i na przelatującego nad Tyrionem Drogona.

O, do odcinka załapała się chodząca mi ostatnio po głowie fraza "Kill the boy". Wersja książkowa przemowy maestra Aemona była znacznie dłuższa i tłumaczyła pochodzenie frazy. Ta tutaj wygląda nieco niezrozumiale, ale nadal sprawia, że Jon zabija chłopca w sobie.

W scenie z hyclówną już-nie-Bękart Ramsey Bolton mówi jej, że teraz musi przedłużać ród i w związku z tym nie może ożenić się z ww. hyclówną. Może to dlatego, że pamięta, co stało się z poprzednimi lokatorami Winterfell, gdy jego poprzednik w roli syna Strażnika Północy ożenił się z dziewczyną z plebsu (w filmie; w książce była to jednak córka jednego z pomniejszych rodów Rozlewiska). Mogę też dodać, że ulubiony Lannister widowni takich oporów nie miał.

Tak sobie pomyślałem, że w scenie tej słowa hyclówny, że może też weźmie ślub mogą być zaczynem myśli Bękarta, by wydać ją za Fetora.

Ha, tak myślałem - Sansa rozpoznała Theona na miejscu.

Jak się okazało podczas kolacji, choć upodobania Ramsey odziedziczył po tatusiu, to inteligencję zdecydowanie po matce. Wymuszeniu publicznych przeprosin od Theona za zamordowanie braci Sansy, podczas gdy obok siedzi ojciec, morderca jej matki - trzeba być nie lada głupkiem, by na to wpaść. Lord Bolton rady by nie dał.

Przemowa rodzicielska lorda Roose'a Boltona przypomina mi identyczną scenę w wykonaniu lorda Stannisa Baratheona w poprzednim odcinku. Najwyraźniej lordowie Westeros są nad wyraz dobrymi ojcami w ogólności - Stannis co prawda zabił brata, a Bolton obdarł ze skóry ze trzy tłumy ludzi, ale dzieci swe obaj kochają przeogromnie.

Zdumiewająca ta zaciężna armia Stannisa Baratheona, jednego z Jedynych Prawdziwych Królów Westeros - wybiera się na oblężenie bez taborów ani maszyn oblężniczych. Skąd to przekonanie? Na ekranie nie widać poza konnicą żadnych wozów (chociaż w głosach w tle, gdy armia się pakuje, słychać słowo "wagons"), a niepełnoletnia córka króla wsiada na koń, by jechać z resztą armii. Gdyby były jakieś tabory i ona i jej matka jechały by na wozie, tak nakazuje wszelka logika.

Po wycięciu z serialu wątku ukrywającego się brata Daenerys, podczas podróży przez miasto opanowane przez Kamiennych Ludzi (w książce Chroyane leżące na brzegu rzeki Rhoyne, tu umiejscowione w Valyrii),

(TAŻ: zakładam, że większość autorów ma problem ze stworzeniem mapy świata zupełnie nieprzystającej do naszego i mniej lub bardziej świadomie oraz mniej lub bardziej oczywiście (vide: WFRP) opierają się na naszym. To, że Westeros przypomina Wyspę (lub Wyspy) Brytyjskie, wydaje się oczywiste, skoro samą Wojnę Pięciu Królów co rusz przyrównuje się do Wojny Dwóch Róż. A Essos? Essos to Europa kontynentalna. Zatoka Niewolnicza to Jugosławia: niby tych miast-państw jest tak kilka, ale wszystkie są egzotyczne i praktycznie nierozróżnialne. Zaś Valyria to Grecja: dawna potęga w ruinach, leżąca na setkach wysp. (Jakby kto pytał o Polskę, to nie ma, bo jest morze, ale na brzegu morza znajdowalibyśmy się gdzieś na północ od Matki Wszystkich Gór, daleko na wschód od Lasu Qohor.))

zamiast Gryfa zarażony zostaje tą chorobą Jorah Mormont. Znaczy, że wątek zarażenia okazuje się ważny. Może się okaże, że smoczy ogień z niego leczy, albo na odwrót - choroba ta to metoda przed nim obrony?

wtorek, 12 maja 2015

Zacznę od tego, że znów pojawiła się fantastycznie nowa czołówka. Po pierwsze przelot kamery z King's Landing do Winterfell po raz pierwszy od dawna nie robił przystanku, to jeszcze ujawniła się nowa lokacja: Dorne. Jedyną uwagę mam (choć to bardziej uwaga do poprzedniej czołówki, że nie zostało ukazane Volantis), gdzie dzieją się przygody Tyriona.

Po powstaniu Zbrojnych Wróbli w King's Landing ulice spłynęły piwem. Nie brzmi do może dramatycznie, ale dla handlu okazuje się fatalne.

Nie przypominam sobie z książek skaryfikacji u Milicjantów Wiary, prawdę mówiąc. A powinienem, choć nadal mowa jest tam o "niektórych", a nie wszystkich milicjantach i o klatce piersiowej, a nie czole. No, ale to nie wygląda tak dramatycznie na ekranie.

Słusznie zaś nijak nie pamiętam aresztowania Lorasa Tyrella przez Milicję Wierzytelską. Do czasu oblężenia Dragonstone jego życie i kariera zawodowa przebiegają wręcz wzorcowo. Tu, zważywszy nóż w ręku homofoba ze skaryfikowanym obliczem, może szybko doznać uszczerbku na zdrowiu. Jeżeli wiara "zrobi mu Fetora", to (uwzględniając wzmiankę w jednym z odcinków, że nie ma braci; w książce ma, więc sytuacja jest inna) tak może zakończyć się historia kolejnego z rodów.

Opowieść historyczna Paluszka i jego mina podczas mowy o gwałcie utwierdzić mogą w hipotezie R+L=J, czyli Jona Snowa jako siostrzeńca Neda Starka, którego ojcem był Rhaegar Targaryen. Tę zaś hipotezę w książkach wspierały spekulacje o trzech Targaryenach na trzech smokach. W książkach jednak zdążył już wystąpić Młody Gryf, czyli Aegon, bratanek Daenerys, którego Tyrion poznał w swych podróżach zanim został porwany przez Joraha Mormonta i wstąpił do Drugich Braci. Tu wątek Młodego Gryfa się nie pojawił, co oznacza, że ilość Targaryen może nie mieć jednak znaczenia.

W końcówce rozmowy Paluszka z Sansą niepokoiłem się, czy rozmowy tej spiskowej ktoś nie podsłuchuje i czy ostatnim jej ujęciem nie będzie przejazd kamerą za jedną z figur, gdzie ukrywa się złowarcząca towarzyszka Bękarta. To by zupełnie zmieniło sytuację Sansy, która ze względu na zupełną rozbieżność z książkową jest dla mnie zagadkowa. Co może być o tyle ekscytujące, że akurat zbliża się odcinek 05x09, kiedy zginie kolejny Stark.

W scenie tej można ujrzeć, skąd ksywa "Paluszek": będąca o niego o połowę młodsza, wciąż młodociana (14-letnia w książce, a tu 16-17-letnia) Sansa go przerasta i dominuje nad nim w kadrze.

Hej, po (skądinąd wizualnie ładnej) walce Bronn nie wytarł dobrze miecza! A fuj.

Wizualnie ładnej, ale nie jestem przekonany, że do końca realistycznej. O ile dwu pierwszych Dornijczyków Bronn mógł jeszcze zabić w ten sposób, o tyle w przypadku trzeciego, najeżdżającego jeźdźca, nie byłby w stanie ciąć tak konia w brzuch bez zostania wcześniej stratowanym lub przynajmniej uderzonym kopytem. I niby czemu szarżujący koń miałby wytracać cały impet tuż przed przeciwnikiem? Gdyby Bronn uskoczył z toru jazdy konia i przeciął mu nogi - co zaskutkowałoby fabularnie tym samym: przeciwnikiem w stanie slightly used dla Jaimego - nie byłoby się czego przyczepić. Za to pewnie też nie byłoby powodu przyczepić tabliczki "Podczas kręcenia odcinka nie ucierpiały żadne zwierzęta".

O, Żmijki. W książce "zrobiły van Gogha" Myrcelli, ciekawe co zmajstrują tutaj.

Dla widzów, którzy przyłączyli się niedawno do oglądania serialu i dla tych, co zdążyli zapomnieć, Tyrion w kilku zdaniach streszcza na głos ponadczterosezonową historię Joraha Mormonta.

Jacyś kiepscy ci Unsullied. Żeby siedmioosobowy oddział nie był w stanie odeprzeć ataku dwu grup indywidualistycznych wojowników w liczbie trzech z jednej strony i dziesięciu z drugiej? To już nawet Rzymianie daliby radę. Fakt, że Unsullied nie byli ćwiczeni do walki w pomieszczeniach, ale odruchy w postaci ochrony kompana tarczą podczas zadań grupowych powinny pozostać. No chyba, że to tylko armia fasadowa do prezentowania na paradach - ale wtedy nie wysyła się ich na miasto.

O, sir Barristan Selmy chyba już nie żyje. Szkoda by było. O, Szary Robak chyba już nie żyje. Jego nie szkoda, może go bezproblemowo zastąpić każdy inny Unsullied, taką mają organizację społeczną.

środa, 06 maja 2015

Czołówka wyjątkowo nie zachwyciła: była identyczna, jak w poprzednim odcinku. Przez co oglądało się ją równie źle jak to:

Cokolwiek by nie pisać o odcinku, najważniejsza w nim jest drastyczna zmiana względem książki: z byłym bękartem Boltona żenić się ma nie fałszywa Arya, a prawdziwa Sansa. Sansa, która w książkach do tej pory siedziała cicho jako Alayne na dworze w Eyrie, tu staje się pełnoprawnym uczestnikiem wydarzeń. Kłóci się to z mym TAŻ-em o wilkorach jako materializacji duszy Starków, którą w książce potwierdzało to, że po ścięciu Damy Sansa staje się bezwolną marionetką. Tu, przynajmniej częściowo, odzyskuje mojo - a dokładniej, oddaje jej je Paluszek.

Zmiana ta zupełnie zmienia świat fabuły i wpłynąć musi na dalsze losy Fetora, który pojawia się tu na ekranie przez chwilę. Wygląda o wiele lepiej niż opisywany był w książkach o tej porze swej historii: nie osiwiał i nie stracił większości zębów, palców też ma chyba jeszcze sporo. Tu Sansa, gdyby go ujrzała, natychmiast by go rozpoznała; w książce trudności z tym miała jego własna siostra. W książce Theon uciekł z Winterfell ratując fałszywą Aryę (z pomocą Mance' Raydera, tutaj już martwego). Jak i czy ucieknie tu? Wreszcie jako czytelnik też czuję się zaskoczony wydarzeniami i mogę dywagować mając tak samo mało przesłanek, co nie-czytelnicy.

Choć Brienne i Pod stołowali już w poprzednim odcinku w Karczmie Na Rozdrożu, gdzie zamieszkał Gorąca Bułka, nie pojawia się wciąż jeszcze Banda Bez Bannerów grasująca po okolicy, by ich porwać. I wątek Lady Stoneheart też się jeszcze nie pojawia. Za to Brienne wyraźnie deklaruje pragnienie zabicia Stannisa. To może być czechowsko znaczące fabularnie wyznanie.

Margaery gra w "Baratheons: Gotta catch 'em all!", gdy staje się oficjalnie Margeary Po Trzykroć Baratheon. Do kompletu został jej już tylko Stannis. Gdy więc on zostanie królem...

W Braavos Arya Stark stara się zostać Panną Nikt, tyle że mając tylko jedną koleżankę.

Fantastyczne jest pierwsze posiedzenie Jona Snowa jako Lorda Dowódcy. A jeszcze bardziej jego pierwsza rezolucja, by kopanie latryn powierzyć rudzielcowi. Efektowne zaś jest posiedzenia zwieńczenie. Przy okazji: o, Janos Slynt już nie żyje.

Wielki Wróbel wydaje się być nad wyraz sympatycznym przywódcą. I bądź niezainteresowany bądź niechętnym władzy nad innymi.

Volantis, pewnie ze względu na most, strasznie przypominało mi Florencję. A twarz tamtejszej Czerwonej Kapłanki rozpoznałem natychmiast: Rila Fukushima ma zbyt charakterystyczne lico, by dało się ją pomylić z kimś innym.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

No więc, nie został. Albo inaczej: został. Posąg w Meereen w czołówce pozostał niezmieniony, choć go ostatnio Daenerys zburzyła. Trochę szkoda.

Dziwnie jest poprowadzony wątek Aryi w Braavos i jej wejścia do Domu Czerni i Bieli. W książce, o ile dobrze pamiętam, nie było tyle melodramatyzmu. Nie pojawił się też Jaqen H'ghar. Ta druga zmiana - choć z punktu widzenia producentów serialu logiczna, bo ponownie pojawia się znana twarz - jest fabularnie chyba niepoprawna. Skoro bowiem Ludzie Bez Twarzy używają twarzy tych, który w Domu doznali daru, to używają ich chyba jednorazowo - takie przynajmniej odniosłem wrażenie. Które tą sceną zostało strzaskane.

Drastycznie inne jest też i usytuowanie Domu Czerni i Bieli - w świecie książki był faktycznie na osobnej wysepce, ale w centrum miasta, oddzielony tylko wąskim kanałem. Tu wyspa leży na środku zatoki i oddalony od innych budynków jest wręcz zalewem wody, a innymi wysepkami leguny łączy go z nimi tylko jeden wąski i długi most. Może i fajnie wygląda to w kadrze, ale sprawiać będzie fabularne problemy: jak Arya jako akolitka kultu będzie miała niepostrzeżenie się wydostawać z Domu, by infiltrować miasto? Musi użyć łódki (co łatwo zauważyć) lub przejść po drewnianym pomoście, na którym schować się nijak nie idzie. No sorry, ale jeżeli ktoś w Braavos obserwuje Dom Czerni i Bieli (a czemu miałby nie? skoro Braavos to taka Wenecja, to intrygi winny tak bujnie kwitnąć; a intrygi wymagają wiedzy i śledzenia), to nie ma bata, by nie zauważył uchodzących z niego akolitów.

Drzwi Domu Czerni i Bieli otwiera czarny w białym habicie. Uroczy dowcip.

Po poprzednim odcinku, gdy szukająca Sansy Brienne irytująco minęła się z nią o parę metrów, teraz wreszcie ją spotyka i ponownie oferta jej służby zostaje odrzucona. Jakkolwiek może być to dla niej okrutne doświadczenie, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: będzie przynajmniej miała o czym opowiedzieć jej matce, gdy ją spotka. No chyba że nie spotka, bo wątek Lady Stoneheart cały wytną.

Ciekawostka: konia zarzyna się poza kadrem. Człowieka w samym jego centrum. Żądza krwi widza ma jednak jakieś granice.

Wątki z książek wycinane są równoważone przez wątki w książkach nieistniejące. Jak na przykład wątek podróży Jaime'go i Bronna do Dorne. Well, that came as a surprise, ale może być to całkiem udana niespodzianka. Podobnie jak Jaqen, Bronn się pojawia po tym, jak znika z kart książek, bo jest jednak znaną i rozpoznawaną przez widza twarzą i lepiej pokazać go niż wprowadzać nową postać. To postępowanie jest kolejnym argumentem za tym, czemu HBO nigdy nie zekranizuje "Malazańskiej Księgi Poległych".

Fantastyczna jest mimika Lollys Stokeworth, gdy przyrzeczony jej Bronn każe jej spadać podczas spotkania z Jaime'm Lannisterem. Sekundka, może półtorej, ale warto zwrócić uwagę.

Trudno być pewnym z odległości, ale Myrcellę chyba gra nowa aktorka. Przez chwilę myślałem, że jest też kilka lat starsza od poprzedniej, a zmiany dokonano, by nie gorszyć publiczności brutalnymi scenami z udziałem nieletniej, ale okazało się, że jest wręcz odwrotnie: nowa Myrcella jest dwa lata młodsza od poprzedniej. Ciekawe, zwłaszcza w porównaniu z odwrotnym trendem przy ponownym obsadzaniu roli jej brata.

W roli Dorana Martella, władcy z południa - sam Hannibal, wciąż pełen mądrości doktora Bashira. Ciekawe, czy to oznacza, że wbrew pokojowym inklinacjom wypowie wojnę Królewskiej Przystani i poprowadzi na nią słonie olifanty. Przez chwilę myślałem, że to też Gaius Baltar z "Battlestar Galactici", co by oznaczało obfitującą w rewolucyjne zmiany dalszą historię postaci, ale tylko do niego podobnie wygląda.

"Kto przeżyje, wolnym będzie, kto umiera wolnym już" - nuci sobie pod nosem Daenerys, zabijając wyzwolonego niewolnika na oczach miasta. Skądinąd, logicznie rzecz ujmując, jest to jedna z lepszych lekcji wolności, jakie widziałem. Pozostaje czekać, aż w swych spotach zacznie umieszczać tą scenę Janusz Korwin-Mikke.

Na koniec pojawia się Drogon, chwaląc się mimiką. Znając życie i hollywood'zkie upodobanie do obsadzania tych samych aktorów w możliwie identycznych rolach, gra go Benedit Cumberbatch. 

Pojawienie się Drogona przypomniało mi, że po ataku tłuszczy, Daenerys mogła krzyknąć "Release the kraken dragons!" i wypuścić dwa więzione smoki. To by szybko spacyfikowało miasto, gdy jej żal względem niewinnych ofiar smoków szybko topniał z każdym nadlatującym w jej stronę kamieniem.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Odcinek rozpoczyna przydługa (2 minuty i 15 sekund) sekwencja "w poprzednich odcinkach". Swego czasu przewidywałem, że ostatni odcinek będzie się składał z 50 minut przypomnienia poprzednich wątków i odcinków i 10 minut ich zakończenia. Wciąż wszystko zmierza w tym kierunku.

Dopiero po tej sekwencji pojawiła się z dawna wyczekiwana czołówka, gdzie pojawia się Eyrie i banner Boltonów nad Winterfell. I Pentos, o ile go kiedyś nie było (mogło się pojawić w pierwszym sezonie, gdy u Illyrio mieszkało rodzeństwo Targaryenów, ale prawdę mówiąc nie przypominam sobie). I Edynburgh, gród Edwarda zwanego Czarnym Warzywem Czarną Żmiją

Retrospekcję Cersei rozpoznałem od razu, choć ekipa od castingu nie ułatwiła zadania. Pamiętam, pod jakim wrażeniem pracy takiej ekipy byłem, gdy oglądałem sceny z dzieciństwa rodzeństwa Tam w serialu "Firefly" i patrzyłem na dziecko podobne do - charakterystycznej urody wszakże - Summer Glau. "Elysium" też dało pod tym względem radę. A tu jest lekka fuszerka: młoda Cersei siebie samej dojrzałej nie przypomina nijak poza kolorem włosów.

W książce wiedźma przepowiada, że król Robert będzie miał 16 dzieci. W serialu zwiększono tą liczbę do 20. Niewielka zmiana i nieznacząca (zwłaszcza, że trudno się doliczyć, ilu z królewskich bękartów Cersei już udało się zabić), ale jednak zaistniała.

Niezłą brodę zdołał wyhodować Tyrion w czasie przeprawy przez wąskie morze. Wpierw wydało mi się to wręcz nieprawdopodobne - wszak to Wąskie Morze, więc przeprawa winna trwać ledwie parę dni, ale potem porównałem odległości i z Królewskiej Przystani do Pentos może być gdzieś tak 8 do 12 hektokilometrów i mógł faktycznie zdążyć się tak zapuścić.

Wraz z Tyrionem w Pentos pojawił się Varys. W książce miał tyle taktu i szpiegowskich umiejętności, by zniknąć. W serialu najwyraźniej nie.

W Meereen służby porządkowe usuwają posąg Feliksa Dzierżyńskiego Uskrzydlonego ze szczytu piramidy. Ciekawe, czy to zdarzenie i ta zmiana spowodują zmianę w czołówce.

Może się mylę, ale mam wrażenie, że twarz Czerwonej Kapłanki Melisandre była bardziej naturalna w poprzednich sezonach. A może tylko mimo wewnętrznego ognia po prostu nie może ruszać policzkami i czołem z zimna. Albo czary i jej rosnąca moc (która, o ile dobrze pamiętam, związana była ze zbliżaniem się czerwonej komety; kolejny fajny, a wycięty wątek) tak wpływają na jej fizys?

Patrzę i nadziwić się nie mogę, że oni wszyscy w Czarnym Zamku i na Murze czapek nie noszą. W taki wiatr i śnieg mnie by uszy odmarzły.

O, pojawia się mój ulubiony Lannister - Lancel. Po paru latach wciąż ma ten sam głupkowaty wyraz twarzy, wręcz idealny dla neofity, ale z nową fryzurą, typową dla Siódemkowego neofity, wygląda zupełnie jak Chase z "Doktora House'a". Mimo wszystko szkoda tamtej fryzury, wyglądał w niej równie pociesznie, jak Jaskier w fanowskiej ekranizacji fragmentu historii wiedźmina.

Decyzja Daenerys dotycząca walk na arenie na pewno nie spodobałaby się Januszowi Korwin-Mikkemu. Ani Mance'owi Rayderowi mówiącemu "The freedom to make my own mistakes was all I ever wanted". Mnie, prawdę mówiąc, też niezbyt przypadła do gustu: jako liberał uważam, że jeżeli wolni ludzie chcą ze sobą walczyć na ustalonych przez siebie zasadach nie krzywdząc i nie raniąc przy tym postronnych, to należy im na to pozwolić. Jako realny polityk jeszcze bym to opodatkował, by zwiększyć wpływy do budżetu.

Umieszczenie dwu smoków Daenerys, Viseriona i Rheagala, w ciemnej piwnicy jednak wcale nie zmniejszyło w dwie trzecie kosztów ich animowania, a nawet utrudniło jeszcze pracę grafikom: gdy zieją one ogniem, trzeba na ich CGI-owe kształty nałożyć zmienne oświetlenie od strumienia ognia zamiast zwykłego stałego oświetlenia z góry używanego w scenach w plenerze. Przynajmniej nieobecność Drogona daje grafikom chwilę wytchnienia.

O, Mance Rayder już nie żyje. A to ci dopiero niespodzianka, cały - wydawał mi się ważny - wątek z uratowaniem go czarami przez Czerwoną Kapłankę (tak jak cały - wydawał mi się ważny - wątek z jego dzieckiem; pewnie dlatego w Czarnym Zamku pojawiła się córka Stannisa, Shireen, która zamiast dziecka Mance'a zostanie wykorzystana do rytuału Czerwonej Kapłanki wymagającego dziecka królewskiej krwi) wycięto z ekranizacji. Może szkoda, może nie, przyszłość pokaże.

(Tak jak brutalnie wycięto wątek błazna towarzyszącego Shireen, który wdawał mi się nad wyraz ważny. Mam nadzieję, że pan GeoR.R.ge MaR.R.tin nie pomyli scenariusza serialu z książką i nie pominie ani nie poplącze tych wątków w dwu pozostałych tomach swej septalogii.)

A na koniec Jon Snow niczym Patrzałek jednym strzałem z łuku zabija dogorywającego wodza, który przeprowadził przez pustkowia armię obarczoną sznurem cywilów, kobiet i dzieci i dla którego miał wiele szacunku. Ciekawe, jak on ów strzał odreaguje.

 
1 , 2 , 3 , 4

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA