Wpisy z tagiem: Doctor Who

niedziela, 23 września 2012

Pierwszy obejrzany po dłuższej przerwie odcinek "nowego" Doktora nieco mnie rozczarował, muszę szczerze przyznać. Może przez to, że nieco się od niego odzwyczaiłem (fakt, bardziej mi się podoba wolniejsze tempo rozkręcania się akcji w przygodach Pierwszego Doktora, niż współczesne), ale może i temu, że fabuła miała swe mielizny.

Fantastyczny - to muszę przyznać - był pomysł z Oswin Oswald. Wręcz genialny. Ale już jej otoczenie - niestety było schematyczne. A gdyby tak cały "azyl" pełen był takich jak ona? Albo, gdyby za "nieudane wersje Daleków" wiodąca ich część uznała pacyfistów? Cała planeta pełna pokojowo nastawionych Daleków - jak w takim przypadku zachowałby się Doktor? Czy przełamałby swą do rasy tej nienawiść i pozwolił im przeżyć, osiedlić się gdzieś w spokojnym zakątku Wszechświata? Czy też uznałby, że ten pacyfistyczny "defekt" w każdej chwili może zostać naprawiony i nie należy stwarzać takiego ryzyka? Hell, to byłaby historia, którą chętnie bym obejrzał. Ale niestety, w XXI wieku niemożliwa do zrealizowania, bo nie da się jej zmieścić w 45 minut.

Miło było znów ujrzeć Skaro, choć zmieniło się nieco od czasu wizyty Pierwszego Doktora. Po tej wizycie, gdy Dalekowie zostali pokonani przez towarzyszy Doktora, władzę nad planetą przejęła druga z żyjących tam ras rozumnych - Thalowie. Ciekawe, co się stało, że władza znów trafiła w przetykacze Daleków? Mam nadzieję, że odpowiedź na to pytanie kryje się w jednym z odcinków, których jeszcze nie widziałem.

Tagi: Doctor Who
03:31, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 czerwca 2012

"Najdłużej emitowany bez przerwy serial fantastyczno-naukowy", jak go reklamują. Bez przerwy, jak bez przerwy, od 1989 do 2005 jakaś tam przerwa była. Na tyle długa, że zaczęto sezony numerować od początku.

Zauroczony nowszymi odcinkami (tj. z tego wieku), postanowiłem zgłębić historię i obejrzeć całość, począwszy od "An Unearthly Child". I się wciągnąłem. Bo serial, choć niskobudżetowy, choć stary, choć momentami zachowała się jedynie ścieżka dźwiękowa i zdjęcia z planu, jest dobry. A długi czas emisji pozwala dojrzeć, jak to w takich przypadkach bywa, zmiany w formacie seriali telewizyjnych.

Otóż pierwsze odcinki (i nie tylko pierwsze; w latach 80-tych wciąż było tak samo) były kręcone według zasady: jeden epizod, jedna przygoda w danym wycinku czasu i relatywistycznej przestrzeni, dzieje się przez kilka (2-6) odcinków, czyli osobno emitowanych części. Współczesne przygody (od Dziewiątego Doktora) mają już inny format, dużo bardziej rozpowszechniony w serialach: jedna przygoda w danym miejscu = jeden odcinek. Kolejny odcinek oznacza kolejne miejsce. Czasem zdarzają się przygody dwuodcinkowe - ale już nie dłuższe.

Zmiana ta sprawia, że zupełnie zmienia się rola Doktora, jego towarzyszy, jak i bohaterów drugoplanowych. W starych odcinkach był czas, by postacie drugoplanowe napełnić życiem, zróżnicować, dać im czas, by ujawniły się ich cele, historie, lęki i marzenia. Doktor służy tylko jako element tła, wkraczający na pierwszy plan dopiero w decydującej chwili. A że ta zdarza się dopiero w ostatnim odcinku epizodu, jest możliwe, że w jakimś odcinku serialu Doktor nie pokazuje się nawet na chwilę (np. w trzecim i czwartym odcinku epizodu "The Keys of Marinus"). Współcześnie jest to niemożliwe, a gdyby spróbować - widzowie głośno zaprotestowaliby.

Współcześnie zaś wszystko kręci się wokół Doktora i jego towarzyszy. Lądują oni w nowym miejscu, spotykają postacie, które pojawiają się na ekranie najczęściej przez jakiś 7 minut, skutkiem czego muszą być bardziej płaskie i stereotypowe niż to drzewiej bywało. Doktor rozwiązuje problem i wraz ze swymi kompanami odlatują dalej, a los bohaterów drugoplanowych nawet nie jest ukazany, bo i kogo to obchodzi.

Oczywiście, nie zawsze; serial jest na tyle dobry, że gra z tą konwencją; stąd i "re-appearing characters" i np. odcinek "Closing Time". Konwencję tą zresztą obecnie łamie Moffat, tworząc coś, co jest nowym trendem wśród seriali: wątki trwające cały sezon albo i dłużej. Jakkolwiek i ten trend wciąż musi podlegać podziałowi na odcinki, z których (poza odcinkami podwójnymi) każdy rozgrywać się powinien gdzie indziej, by nie znudzić widza. Stąd też np. dziwna decyzji Amy na końcu "Day of the Moon".

 

A gdy już zagłębiłem się w me postanowienie, by obejrzeć liczący 784 odcinki serial, to postanowiłem wykonać jeszcze jeden krok i oglądając dany epizod, zagłębić się w jego realia, czytając i oglądając wszystko (w rozsądnych granicach; to, co posiadam i to, co wyda mi się interesujące) na ten temat. Akurat podjąłem to postanowienie, gdy Doktor bawił w starożytnym Rzymie, w czwartej historii drugiej serii i teraz się zastanawiam, czy poprzedzające go przygody oglądać ponownie od początku, pogłębiając swą wiedzę, czy też od końca, by złamać chronologię jeszcze bardziej (i podkreślić jeszcze bardziej wątek podróży w czasie), czy też zacząć oglądać kolejne odcinki, do uprzednich wiedzy już nie pogłębiając (choć z chęcią poczytałbym o Ameryce prekolumbijskiej...). W zależności od wyboru czeka na mnie wiedza o początkach człowieka (temat, który mnie fascynował od dawna), francuskiej rewolucji lub czasach krucjat. Spora doza science-fiction sprzed pół wieku jest nie do uniknięcia w żadnym przypadku, więc już zacząłem ją zgłębiać.

 

PS. Jednym ze skutków ubocznych oglądania serialu jest to, że potem dostrzega się niebieską budkę w naprawdę dziwnych miejscach. A aktorzy grający Doktora, oglądani w innych filmach nadal wydają się nie wychodzić z roli (przecież nikt nie zabroni Trzeciemu Doktorowi wpaść na chwilę do Rzymu, czy Dziesiątemu do międzywojennej Warszawy).

Tagi: Doctor Who
03:09, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3
 

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA