RSS
piątek, 08 grudnia 2017

W prologu dziejącym się dekadę wcześniej pokazano dziewczynkę - sawantkę imieniem Tracey, która potrafiła przewidywać przyszłość. O ile naukowe wytłumaczenie ("Tracey's powers lie in probabilities. She seems to break down the world in the language of quantum mechanics.") mogłoby tłumaczyć zawsze trafne zgadnięcia wyniku akurat rzucanych kości, o tyle nie tłumaczy tego, że dziewczynka ujrzawszy Szacha, mówi mu, że to on zabije jej ojca, a potem ona zabije jego. 

Gdy ujrzałem tę dziewczynkę, zmartwiłem się, że może scenarzyści poszli na łatwiznę i powtórzyli wątek z "Firefly", gdzie Summer Glau ostatecznie okaże się tą sawantką teraz. To by mogło tłumaczyć, czemu 35-letni aktor grający Pelerynę kilkukrotnie zwraca się w serialu do 30-letniej Summer Glau per "dziecko" - to po prostu nad wyraz dojrzale się zachowująca (bo wszak jest mądra jako sawantka) dwudziestolatka.

OK, to nie ona. Co nie oznacza, że jest lepiej: w roli 22-latki (doczytałem, że rola młodej Tracey sprzed dekady zwała się "Tracey Jerrod, Age 12", stąd poznałem dokładny wiek) zagrała 32-letnia aktorka. By podkreślić różnicę: rolę kogoś, kto w 2001 był 12-latką gra aktorka, w której w 1999 roku zakochał się w "American Beauty" Kevin Spacey, nie wzbudzając - w odróżnieniu od podobnej roli Jeremy'ego Ironsa dwa lata wcześniej lub swego własnego prywatnego życia - żadnych oskarżeń o pedofilię.

Nazwę swego systemu predykcji Szach wymawia jako "Tracey" /treɪsi/, ale na ekranie za nim po chwili widnieje akronim "T.R.A.C.E.", wymawiana /treɪs/. Najwyraźniej ktoś nie wiedział, jakie zaczynające się na "Y" słowo wrzucić do pełnej, nigdy na głos pewnie nie wypowiedzianej nazwy ("Total Retrieval Analytics & Collection Extraction").

IZA MIKO WATCH: 8-ma minuta: Peleryna wertuje otrzymane od Orwell akta Karnawału i widać wyraźnie dokumenty policyjne na nazwisko "Raia, Ellen Detroit" z dużym zdjęciem Izy Miko - co ciekawe, różniące się od formularzy z danymi reszty Karnawału; później widać ją na ekranie przez całe 20 sekund i nawet wypowiada dwie kwestie (wspominające ich opisanego w policyjnych dokumentach szopa), gdy Karnawał bawi się doskonale czytając swoje akta.

IZA MIKO WATCH: 8-ma minuta: kilkukrotnie miga w tle podczas rozmowy Peleryny z Maxem Malinim.

Ach, kolejny dylemat moralny protagonisty! Musi ocalić Szacha przed ową sawantką, ps. "Kości" (w znaczeniu "Alea", a nie "Ossa"), bo tylko z nim żywym uda mu się wrócić do rodziny.

IZA MIKO WATCH: 29-ta minuta: przez kilkanaście sekund widać ją wpierw leżącą na szezlongu i grającą w szachy z hipnotyzerem, a później skutkiem zbliżenia widać jedynie jej twarz w prawym dolnym rogu ekranu; jedno i drugie ujęcie pojawia się jeszcze na sekundę czy dwie; później jej rozłożone ciało stanowi nieostre tło, gdy do dyskusji dołącza się hipnotyzer, by na koniec ostrość ustawiła się na niej, gdy wieńczy całą dyskusję słowem "experimental".

IZA MIKO WATCH: 31-32ga minuta: jestem pod wrażeniem - tłumaczy Pelerynie sztukę chodzenia po linie podczas gdy siedzi w szpagacie (francuskim) na rozciągniętej nad cyrkową areną linie; wrażenie prysło, gdy niezbyt udanie za pomocą wygumowanych w postprodukcji linek "podnosi się" z tego szpagatu do stania na linie; przez pełne półtorej minuty praktycznie nie znika z kadru, wypowiada też kilka podczas tej nauki kilkadziesiąt zdań (bez zauważalnego wschodniego akcentu z pilota). Gdy Vince - nie patrzący na jej biodra - spada z liny w najgorszy możliwy dla mężczyzny sposób, po ujęciu biedaka skulonego z bólu na ziemi, kolejną próbę zaczyna ujęcie dynamiczne ukazujące Raię stojącą idealnie na linie; potem widać ich oboje w tle, gdy nalewając sobie kolejną szklankę wina komentuje ten widok Max Malini.

Looks legit.

Peleryna chytrym sposobem usiłuje dostać się do biurowca korpolicji idąc po rozpiętej między budynkami linie, mimo że dopiero co się tej sztuki uczy. Przeczytawszy kiedyś o tym sposobie w jednej z książek młodzieżowych (o harcerzach było, co to sobie wyścig kajakami urządzili i basen miejscowej ludności zbudowali), dziwię się, że nie pomyślał o tym, by miast po linie iść, wciągać się po niej. Dobre rękawice, dla bezpieczeństwa nogi w kostkach razem związane wokół liny, gdyby ręce odmówiły posłuszeństwa lub były potrzebne w walce dystansowej (a optymalnie z kółkiem, które jechałoby po linie, minimalizując tarcie przesuwanego ciężaru nóg) - i w drogę. Ręce policjant / były komandos / superbohater ma chyba na tyle silne, że te sto metrów by się podciągnął...

Peleryna jednak tej książki nie czytał, więc idzie w transie po linie z kijem do łapania równowagi w rękach, a gdy w połowie drogi "wypada z transu", traci równowagę i kij wypada mu z rąk tylko po to, by spaść wprost pod nogi ochroniarzy. Samego Pelerynę przed upadkiem chroni peleryna, która zapętla się wokół liny.

W międzyczasie przewidująca przyszłość Tracey ps. "Kości" zamienia biurowiec Szacha w zasadzkę na niego z użyciem wycieku gazu w piwnicy. Tak, jasnowidzka korzystając z "prawdopodobieństwa mechaniki kwantowej" orientuje się, że w budynku, do którego systemów nie ma żadnego dostępu akurat występuje wyciek gazu. Bo przecież jak się już powie "kwantowe", to każdą lukę fabularną da się tym zapełnić.

Ten wyciekający z rur gaz ma zostać przetransportowany na wysokie piętro biurowca windą, po otwarciu drzwi której wystarczy mu iskra do wybuchu. Kości nie bawi się w subtelności i wyjmuje zza pazuchy zapalniczkę nim jeszcze winda dotrze na miejscu. Nim zdąży jej użyć, wyrywa jej ją z rąk Peleryna skrawkiem swej szaty. A pani jasnowidz tego nie przewidziała, bo już wcześniej zauważyła, że w miejscu Pelerynę ma "martwe pole" jasnowidzenia.

Gdy Kościara ucieka, a postronni widzowie zostają ewakuowani, Peleryna wdaje się w dyskusję z Szachem. Ów chełpi się, że jego system predykcji będzie dało się zawsze odbudować, kosztem ledwie kilku lat i kilkuset milionów dolarów. "A plany? Software?" - pyta niewinnie Peleryna. "Wszystko jest tu, w laboratorium" - odpowiada rezolutnie Szach. I wtedy Peleryna kończy dyskusję w efektownym stylu używając zapalniczki Kości, by spowodować wybuch gazu i zniszczyć całe piętro z laboratorium. A uciekającą Kości łapie, skuwa i pozostawia do dyspozycji policji Orwell, która wcześniej robiła Pelerynie za nadzór informatyczny.

I znów zaskoczyła mnie jedna ze scen końcowych: zasmucony stratami szef korpolicji stoi w swym biurze wpatrzony w miasto o świcie, gdy nagle słyszy kroki. Pyta w przestrzeń "Kto tam?", aż w ramach odpowiedzi zauważa na swym biurku rozłożoną szachownicę. Podchodzi do niej i gdy przy niej siada, by rzec "Tak, zagrajmy!", okazuje się, że jego oczy z normalnych znów stały się wiedźmińskie

Ostatnia zaś ze scen końcowych ukazuje w retrospekcji dzień, w którym policjant Vince Faraday został oficjalnie uznany za Szacha i zmarłego i trafił do Maxa Maliniego. Ów akurat przeglądał tajemnicy kalendarz, w którym ten akurat dzień był specjalnie oznaczony, więc czym prędzej pogładził schowaną w kufrze obok pelerynę, by scenę zwieńczyć zdaniem, że "Nie ma przypadków". To ciekawe, że ten serial podejmuje wątek determinizmu, skoro zawsze wiadomo, że przygody superbohaterów kończą się pozytywnie.

środa, 06 grudnia 2017

Drugi z rzędu odcinek bez udziału Ricardo Tubbsa - tu nie pojawia się ani na sekundę, a jego nieobecność wytłumaczona jest jednym zdaniem, że "musiał załatwić sprawy w Nowym Jorku". Brak Tubbsa dopełnia brak ciekawych cameo i przesadnie rozbudowanej fabuły.

Korzystając z zastoju w swej branży i braku Tubbsa, Sonny wraz z porucznikiem Castillo i resztą oddziału jedzie pomagać kolegom z dochodzeniówki. Badają akurat sprawę seryjnych napadów na dom połączonych z użyciem przemocą wobec bezbronnych domowników.

Sprawę prowadzi były mentor Sonny'ego Crocketta i ów cieszy się jak dziecko, że znów przyjdzie mu z nim pracować. Chwali go też przed porucznikiem. I niestety zawodzi się, bo okazuje się, że śledztwo prowadzone jest niedbale, co Castillo wytyka mu bez zbędnego wahania nad wyraz bezpośrednio.

Po obsobaczeniu psa z innego wydziału, nasza ekipa zabiera się do wytężonej pracy, która wpierw składa się w wywiadu z jedną z ofiar i przedstawienie jej ankiety na temat codziennych zachowań, a potem z długiej sceny, podczas której ujęcia Sonny'ego jeżdżącego po Miami nocą i rozmawiającego z elementami z półświatka są przetykane ujęciem porucznika Castillo przerzucającego strona po stronie opasłe tomy dokumentów na swym biurku.

W międzyczasie zaś opryszki napadają na kolejny dom, przy okazji zabijając przechodzącego nieopodal policjanta, który nieopatrznie się zainteresował zaparkowanym autem.

Dzięki ankietom dochodzeniówce udaje się dojść do wniosku, że wspólnym łączącym napadnięte rodziny ogniwem był salon fryzjerski. Obyczajówka więc wysyła tam det. Ginę Calabrese, a uwagę tej zwraca chłopak do parkowania aut.

Udaje się podejrzeć go, jak spisuje adres z karty jednego z parkowanych pojazdów. Gdy wsiada do niego bogata kobieta w wieku wyraźniej postreprodukcyjnym, Sonny z porucznikiem ruszają za nią, by ostrzec ją o napadzie. Owa zaczyna uciekać, a gdy wreszcie ją doganiają - zaczyna wołać o pomoc, krzycząc, że jej były mąż wynajął ludzi, by ją zamordować.

Ten humorystyczny akcent jest wprowadzeniem do finałowej konfrontacji: policjanci (tym razem też i tytułowa obyczajówka, a nie tylko epizodyczna dochodzeniówka) odwalają fuszerkę i urządzają zasadzkę w domu złapanej kierowczyni (kierowniczki?) pojazdu, nie sprawdziwszy, że właścicielką auta jest jej córka, na której dom akurat trwa napad. O czym reszta ekipy przekonać się nie może, bo w czasie śledzenia zgubiła gdzieś pojazd włamywaczy.

Na szczęście córka mieszka blisko matki, więc Sonny z porucznikiem zjawiają się tam zanim bandyci kończą torturowanie praworządnych obywateli. A nawet, sądząc po późniejszej radości owej matki-kierowniczki, zanim na poważnie je zaczną.

Odcinek wieńczy scena, w której były mentor Sonny'ego odwiesza odznakę na kołek, stwierdzając, że jedna fatalnie poprowadzona sprawa to więcej niż kiedykolwiek chciałby mieć w swych papierach i tak jak nauczył Sonny'ego, kiedy wyjąć broń z kabury, tak teraz mu pokazuje, kiedy odłożyć ją na półkę. I zostawia zafrasowanego tymi słowami Sonny'ego samego.

W roli byłego mentora Sonny'ego - księgowy mafii z "Nietykalnych". W roli jednego z opryszków - Jerry Horne z "Twin Peaks". Drugim jest Paul z "Pulp Fiction". A latynoskim szefem jest starszy brat Ritchiego Valensa z "La Bamby" (a także Lord Amancio Malvado z nieobejrzenego jeszcze przeze mnie serialu "Od zmierzchu do świtu" i Joseph Adama z równie nieobejrzanej "Caprici"). Jedną z potencjalnych ofiar jest pani Salvaggio z drugiego odcinka amerykańskiej wersji "Life on Mars". Jak wspomniałem, zbyt ciekawymi cameo odcinek zdecydowanie nie grzeszy.

Tagi: Miami Vice
17:28, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 grudnia 2017

Odcinek opowiada o wielkiej przyjaźni między partnerami z obyczajówki: Switekiem i Zito. Rzecz się dzieje - a przynajmniej zaczyna - w Warszawie:

Byłem kilka razy na balach tanecznych w Warszawie, ale w tej akurat lokalizacji - nigdy.

Odcinek otwiera utwór "Money (That's What I Want)" - wersja oryginalna w wykonaniu Barretta Stronga, ale brzmi jak swój własny kiepski cover.

Gdy muzyka leci w tle, Sonny i Tubbs usiłują kupić fałszywe dolary. Wszystko idzie dobrze, aż złapany fałszerz na widok policyjnej obławy odkręca zraszacz przeciwpożarowy, którego zbiornik wypełnił benzyną i podpala magazyn. Gdy wyniesiony na zewnątrz śmieje się, że policji zostały tylko popioły do zbadania, podburzony tą buńczuczną butą Zito wskazuje do środka, by wyskoczyć potem przez okno z naręczem dowodów.

Poparzony w akcji na skutek brawurowej odwagi Larry Zito (niezbyt jednak; poparzone ma tylko palce obu dłoni i sądząc po opatrunkach, stopnia I i IIA tylko) wraca z pracy tylko po to, by ujrzeć swój dom w ogniu. Okazało się, że był wyciek i skutkiem tego wybuch gazu. Z domu udało się uratować tylko skrzynkę na listy. W jej środku był rachunek za gaz.

Potem z głośników leci Elvis. Nic w tym dziwnego, bo akcja przenosi się do mieszkania Switeka, znanego już mi jako miłośnik Elvisa. Zaprasza tam aktualnie bezdomnego Zito na parę dni, czemu gorąco sprzeciwia się aktualna dziewczyna Switeka, prywatnie była dziewczyna Zito. Widzę usilne starania scenarzystów, by za winną tego konfliktu uznać ową przechodnią dziewczynę, ale prawdę mówiąc, jakbym kogoś gościł u siebie, a ów gość niczym Zito zaczął wpierw po nocy głośno oglądać wyścigi Formuły 1, a potem odkurzać, gdy już leżę w łóżku, nawet bez pomocy wrednej dziewczyny czułbym gwałtownie narastający konflikt. "Czuj się jak u siebie w domu, ale pamiętaj, że jesteś gościem", brzmiało znane kiedyś powiedzenie. Larry Zito nauczył się tylko jego pierwszej części.

Po tym, jak nie udaje im się bezpośrednio złapać kontaktu do głównego przestępcy odcinka, bo pośrednik dowiaduje się od swej asystentki, którą Zito i Switek zgarnęli rok wcześniej za "niemoralność", że główni bohaterowie odcinka to gliniarze, ta dwójka postanawia wykorzystać do tego celu swe uliczne kontakty. I tu humor wkracza do odcinka na dobre.

Wpierw widz dostaje dłuższą scenę, podczas której Murzyn w skórzanej czapce pilotce i goglach leży na brzuchu na noszach z kółkami, na których dwie skąpo ubrane panie pchają go przed klub nocny, podczas gdy on udaje myśliwiec. Okazuje się, że to znany glinom Noogie, który akurat obchodzi swój wieczór kawalerski przed ślubem z jedną z klubowych striptizerek.

Jakby jego machania wargami było mało, chwilę później pojawia się Izzy Moreno, przyłapany przez ten sam duet podczas nad wyraz niezgrabnego włamania. Dobitniejszego argumentu, że odcinek jest komediowy chyba nie da się przedstawić.

Zito i Switek zatrudniają obu - Noogie'go i Izzy'ego - do znalezienia im dojścia do poszukiwanego złoczyńcy. Gdy sprawa się rozkręca, zostają na wniosek porucznika Castillo odsunięci od sprawy, bo rzecz się robi niebezpieczna. Więc, jak na wątek komediowy przystało, knują dalej swój plan ukręcenia na tym lodów - próbują sprzedać przestępcy skradzioną betoniarkę. I teraz puenta - ów poważny przestępca się zapala do tego pomysłu, bo skoro ukradli betoniarkę, to może mogą dla niego załatwić też wóz strażacki. A tego by bardzo chciał, bo jako dziecko był tak biedny, że miał tylko drewniane samochodziki, podczas gdy inne dzieci miały dużo lepsze, metalowe i pełne detali wozy strażackie. I on teraz odnajduje swe wewnętrzne dziecko i chce duży czerwony wóz strażacki, zapominając o swym bezpieczeństwie.

W tle trwa narastający konflikt między Switekiem a jego ambitną dziewczyną, z dużym udziałem ich przymusowego współlokatora Zito. Ostatecznie Switek wychodzi na wezwanie do pracy, a słysząc, że jak wyjdzie, to po powrocie już jej tu nie zastanie, oddaje jej jeden z jej obrazków i bezgłośnie się żegna ruchem dłoni.

Izzy i Noogie kradną więc betoniarkę w stylu iście slapstickowym, zalewając jeden z samochodów - oczywiście kabriolet - betonem i podczas ucieczki przewracając cały rząd toi-toiów. Sama sprzedaż wychodzi im jednak gorzej, bo w jej trakcie wychodzi na jaw, że współpracują z policją (a nawet, błędnie, że są policją). Zostają więc uwięzieni na jachcie, który odbija właśnie od brzegu, zapewne dlatego, że na otwartym morzu łatwiej pozbyć się ciał.

Na jacht w ostatniej chwili wskakują Zito i Switek i czym prędzej zabijają ochroniarzy przestępcy. Gdy wchodzą do jachtowej kajuty okazuje się, że korzystając z zamieszania Noogie i Izzy przejęli broń przestępcy i trzymają go teraz na muszce. 

Odcinek wieńczy scena ślubu Noogiego. Wybranką jego serca została striptizerka w nocnym klubie, tam więc odbywa się ślub, a panna młoda zdejmuje większość stroju ślubnego jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii. Której udziela barczysty, półnagi, całkowicie wytatuowany poniżej szyi mężczyzna w cylindrze. A Switek, który wraz z resztą wydziału jest gościem na uroczystości, w tle z ulgą komentuje: "To mogłem być ja...".

W odcinku niemal w ogóle nie było Tubbsa - po scenie przed czołówką mignął tylko dwa razy. Za to w scenie przed czołówką grał z samym Poscą z "Rzymu", tutaj w roli fałszerza pieniędzy, który usiłuje sprzedać fałszywe dolary na wagę, a potem podpala ich stos:

Wiedziałem, że skądś znam tę twarz. Dopiero jednak przejrzenie filmografii aktora pozwoliło mi się zorientować skąd.

W roli Bonza, pośrednika w dotarciu do przestępcy - Lincoln Hart z odcinka 01x14 amerykańskiej wersji serialu "Life on Mars", który mógł mi jeszcze mignąć na ekranie w epizodach w "Pełnej chacie", "Na wariackich papierach" czy "Ally MacBeal".

Noogiego "gra" celebryta tamtych czasów, komik Charlie Barnett. Najwyraźniej Richard Pryor był zajęty. W roli głównego przestępcy - perskusista, którego bębnienie załapało się do "Battlestar Galactici". W roli przechodniej dziewczyny - matka Matyldy z "Leona Zawodowca".

Tagi: Miami Vice
20:29, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA