RSS
piątek, 08 grudnia 2017

W prologu dziejącym się dekadę wcześniej pokazano dziewczynkę - sawantkę imieniem Tracey, która potrafiła przewidywać przyszłość. O ile naukowe wytłumaczenie ("Tracey's powers lie in probabilities. She seems to break down the world in the language of quantum mechanics.") mogłoby tłumaczyć zawsze trafne zgadnięcia wyniku akurat rzucanych kości, o tyle nie tłumaczy tego, że dziewczynka ujrzawszy Szacha, mówi mu, że to on zabije jej ojca, a potem ona zabije jego. 

Gdy ujrzałem tę dziewczynkę, zmartwiłem się, że może scenarzyści poszli na łatwiznę i powtórzyli wątek z "Firefly", gdzie Summer Glau ostatecznie okaże się tą sawantką teraz. To by mogło tłumaczyć, czemu 35-letni aktor grający Pelerynę kilkukrotnie zwraca się w serialu do 30-letniej Summer Glau per "dziecko" - to po prostu nad wyraz dojrzale się zachowująca (bo wszak jest mądra jako sawantka) dwudziestolatka.

OK, to nie ona. Co nie oznacza, że jest lepiej: w roli 22-latki (doczytałem, że rola młodej Tracey sprzed dekady zwała się "Tracey Jerrod, Age 12", stąd poznałem dokładny wiek) zagrała 32-letnia aktorka. By podkreślić różnicę: rolę kogoś, kto w 2001 był 12-latką gra aktorka, w której w 1999 roku zakochał się w "American Beauty" Kevin Spacey, nie wzbudzając - w odróżnieniu od podobnej roli Jeremy'ego Ironsa dwa lata wcześniej lub swego własnego prywatnego życia - żadnych oskarżeń o pedofilię.

Nazwę swego systemu predykcji Szach wymawia jako "Tracey" /treɪsi/, ale na ekranie za nim po chwili widnieje akronim "T.R.A.C.E.", wymawiana /treɪs/. Najwyraźniej ktoś nie wiedział, jakie zaczynające się na "Y" słowo wrzucić do pełnej, nigdy na głos pewnie nie wypowiedzianej nazwy ("Total Retrieval Analytics & Collection Extraction").

IZA MIKO WATCH: 8-ma minuta: Peleryna wertuje otrzymane od Orwell akta Karnawału i widać wyraźnie dokumenty policyjne na nazwisko "Raia, Ellen Detroit" z dużym zdjęciem Izy Miko - co ciekawe, różniące się od formularzy z danymi reszty Karnawału; później widać ją na ekranie przez całe 20 sekund i nawet wypowiada dwie kwestie (wspominające ich opisanego w policyjnych dokumentach szopa), gdy Karnawał bawi się doskonale czytając swoje akta.

IZA MIKO WATCH: 8-ma minuta: kilkukrotnie miga w tle podczas rozmowy Peleryny z Maxem Malinim.

Ach, kolejny dylemat moralny protagonisty! Musi ocalić Szacha przed ową sawantką, ps. "Kości" (w znaczeniu "Alea", a nie "Ossa"), bo tylko z nim żywym uda mu się wrócić do rodziny.

IZA MIKO WATCH: 29-ta minuta: przez kilkanaście sekund widać ją wpierw leżącą na szezlongu i grającą w szachy z hipnotyzerem, a później skutkiem zbliżenia widać jedynie jej twarz w prawym dolnym rogu ekranu; jedno i drugie ujęcie pojawia się jeszcze na sekundę czy dwie; później jej rozłożone ciało stanowi nieostre tło, gdy do dyskusji dołącza się hipnotyzer, by na koniec ostrość ustawiła się na niej, gdy wieńczy całą dyskusję słowem "experimental".

IZA MIKO WATCH: 31-32ga minuta: jestem pod wrażeniem - tłumaczy Pelerynie sztukę chodzenia po linie podczas gdy siedzi w szpagacie (francuskim) na rozciągniętej nad cyrkową areną linie; wrażenie prysło, gdy niezbyt udanie za pomocą wygumowanych w postprodukcji linek "podnosi się" z tego szpagatu do stania na linie; przez pełne półtorej minuty praktycznie nie znika z kadru, wypowiada też kilka podczas tej nauki kilkadziesiąt zdań (bez zauważalnego wschodniego akcentu z pilota). Gdy Vince - nie patrzący na jej biodra - spada z liny w najgorszy możliwy dla mężczyzny sposób, po ujęciu biedaka skulonego z bólu na ziemi, kolejną próbę zaczyna ujęcie dynamiczne ukazujące Raię stojącą idealnie na linie; potem widać ich oboje w tle, gdy nalewając sobie kolejną szklankę wina komentuje ten widok Max Malini.

Looks legit.

Peleryna chytrym sposobem usiłuje dostać się do biurowca korpolicji idąc po rozpiętej między budynkami linie, mimo że dopiero co się tej sztuki uczy. Przeczytawszy kiedyś o tym sposobie w jednej z książek młodzieżowych (o harcerzach było, co to sobie wyścig kajakami urządzili i basen miejscowej ludności zbudowali), dziwię się, że nie pomyślał o tym, by miast po linie iść, wciągać się po niej. Dobre rękawice, dla bezpieczeństwa nogi w kostkach razem związane wokół liny, gdyby ręce odmówiły posłuszeństwa lub były potrzebne w walce dystansowej (a optymalnie z kółkiem, które jechałoby po linie, minimalizując tarcie przesuwanego ciężaru nóg) - i w drogę. Ręce policjant / były komandos / superbohater ma chyba na tyle silne, że te sto metrów by się podciągnął...

Peleryna jednak tej książki nie czytał, więc idzie w transie po linie z kijem do łapania równowagi w rękach, a gdy w połowie drogi "wypada z transu", traci równowagę i kij wypada mu z rąk tylko po to, by spaść wprost pod nogi ochroniarzy. Samego Pelerynę przed upadkiem chroni peleryna, która zapętla się wokół liny.

W międzyczasie przewidująca przyszłość Tracey ps. "Kości" zamienia biurowiec Szacha w zasadzkę na niego z użyciem wycieku gazu w piwnicy. Tak, jasnowidzka korzystając z "prawdopodobieństwa mechaniki kwantowej" orientuje się, że w budynku, do którego systemów nie ma żadnego dostępu akurat występuje wyciek gazu. Bo przecież jak się już powie "kwantowe", to każdą lukę fabularną da się tym zapełnić.

Ten wyciekający z rur gaz ma zostać przetransportowany na wysokie piętro biurowca windą, po otwarciu drzwi której wystarczy mu iskra do wybuchu. Kości nie bawi się w subtelności i wyjmuje zza pazuchy zapalniczkę nim jeszcze winda dotrze na miejscu. Nim zdąży jej użyć, wyrywa jej ją z rąk Peleryna skrawkiem swej szaty. A pani jasnowidz tego nie przewidziała, bo już wcześniej zauważyła, że w miejscu Pelerynę ma "martwe pole" jasnowidzenia.

Gdy Kościara ucieka, a postronni widzowie zostają ewakuowani, Peleryna wdaje się w dyskusję z Szachem. Ów chełpi się, że jego system predykcji będzie dało się zawsze odbudować, kosztem ledwie kilku lat i kilkuset milionów dolarów. "A plany? Software?" - pyta niewinnie Peleryna. "Wszystko jest tu, w laboratorium" - odpowiada rezolutnie Szach. I wtedy Peleryna kończy dyskusję w efektownym stylu używając zapalniczki Kości, by spowodować wybuch gazu i zniszczyć całe piętro z laboratorium. A uciekającą Kości łapie, skuwa i pozostawia do dyspozycji policji Orwell, która wcześniej robiła Pelerynie za nadzór informatyczny.

I znów zaskoczyła mnie jedna ze scen końcowych: zasmucony stratami szef korpolicji stoi w swym biurze wpatrzony w miasto o świcie, gdy nagle słyszy kroki. Pyta w przestrzeń "Kto tam?", aż w ramach odpowiedzi zauważa na swym biurku rozłożoną szachownicę. Podchodzi do niej i gdy przy niej siada, by rzec "Tak, zagrajmy!", okazuje się, że jego oczy z normalnych znów stały się wiedźmińskie

Ostatnia zaś ze scen końcowych ukazuje w retrospekcji dzień, w którym policjant Vince Faraday został oficjalnie uznany za Szacha i zmarłego i trafił do Maxa Maliniego. Ów akurat przeglądał tajemnicy kalendarz, w którym ten akurat dzień był specjalnie oznaczony, więc czym prędzej pogładził schowaną w kufrze obok pelerynę, by scenę zwieńczyć zdaniem, że "Nie ma przypadków". To ciekawe, że ten serial podejmuje wątek determinizmu, skoro zawsze wiadomo, że przygody superbohaterów kończą się pozytywnie.

środa, 06 grudnia 2017

Drugi z rzędu odcinek bez udziału Ricardo Tubbsa - tu nie pojawia się ani na sekundę, a jego nieobecność wytłumaczona jest jednym zdaniem, że "musiał załatwić sprawy w Nowym Jorku". Brak Tubbsa dopełnia brak ciekawych cameo i przesadnie rozbudowanej fabuły.

Korzystając z zastoju w swej branży i braku Tubbsa, Sonny wraz z porucznikiem Castillo i resztą oddziału jedzie pomagać kolegom z dochodzeniówki. Badają akurat sprawę seryjnych napadów na dom połączonych z użyciem przemocą wobec bezbronnych domowników.

Sprawę prowadzi były mentor Sonny'ego Crocketta i ów cieszy się jak dziecko, że znów przyjdzie mu z nim pracować. Chwali go też przed porucznikiem. I niestety zawodzi się, bo okazuje się, że śledztwo prowadzone jest niedbale, co Castillo wytyka mu bez zbędnego wahania nad wyraz bezpośrednio.

Po obsobaczeniu psa z innego wydziału, nasza ekipa zabiera się do wytężonej pracy, która wpierw składa się w wywiadu z jedną z ofiar i przedstawienie jej ankiety na temat codziennych zachowań, a potem z długiej sceny, podczas której ujęcia Sonny'ego jeżdżącego po Miami nocą i rozmawiającego z elementami z półświatka są przetykane ujęciem porucznika Castillo przerzucającego strona po stronie opasłe tomy dokumentów na swym biurku.

W międzyczasie zaś opryszki napadają na kolejny dom, przy okazji zabijając przechodzącego nieopodal policjanta, który nieopatrznie się zainteresował zaparkowanym autem.

Dzięki ankietom dochodzeniówce udaje się dojść do wniosku, że wspólnym łączącym napadnięte rodziny ogniwem był salon fryzjerski. Obyczajówka więc wysyła tam det. Ginę Calabrese, a uwagę tej zwraca chłopak do parkowania aut.

Udaje się podejrzeć go, jak spisuje adres z karty jednego z parkowanych pojazdów. Gdy wsiada do niego bogata kobieta w wieku wyraźniej postreprodukcyjnym, Sonny z porucznikiem ruszają za nią, by ostrzec ją o napadzie. Owa zaczyna uciekać, a gdy wreszcie ją doganiają - zaczyna wołać o pomoc, krzycząc, że jej były mąż wynajął ludzi, by ją zamordować.

Ten humorystyczny akcent jest wprowadzeniem do finałowej konfrontacji: policjanci (tym razem też i tytułowa obyczajówka, a nie tylko epizodyczna dochodzeniówka) odwalają fuszerkę i urządzają zasadzkę w domu złapanej kierowczyni (kierowniczki?) pojazdu, nie sprawdziwszy, że właścicielką auta jest jej córka, na której dom akurat trwa napad. O czym reszta ekipy przekonać się nie może, bo w czasie śledzenia zgubiła gdzieś pojazd włamywaczy.

Na szczęście córka mieszka blisko matki, więc Sonny z porucznikiem zjawiają się tam zanim bandyci kończą torturowanie praworządnych obywateli. A nawet, sądząc po późniejszej radości owej matki-kierowniczki, zanim na poważnie je zaczną.

Odcinek wieńczy scena, w której były mentor Sonny'ego odwiesza odznakę na kołek, stwierdzając, że jedna fatalnie poprowadzona sprawa to więcej niż kiedykolwiek chciałby mieć w swych papierach i tak jak nauczył Sonny'ego, kiedy wyjąć broń z kabury, tak teraz mu pokazuje, kiedy odłożyć ją na półkę. I zostawia zafrasowanego tymi słowami Sonny'ego samego.

W roli byłego mentora Sonny'ego - księgowy mafii z "Nietykalnych". W roli jednego z opryszków - Jerry Horne z "Twin Peaks". Drugim jest Paul z "Pulp Fiction". A latynoskim szefem jest starszy brat Ritchiego Valensa z "La Bamby" (a także Lord Amancio Malvado z nieobejrzenego jeszcze przeze mnie serialu "Od zmierzchu do świtu" i Joseph Adama z równie nieobejrzanej "Caprici"). Jedną z potencjalnych ofiar jest pani Salvaggio z drugiego odcinka amerykańskiej wersji "Life on Mars". Jak wspomniałem, zbyt ciekawymi cameo odcinek zdecydowanie nie grzeszy.

Tagi: Miami Vice
17:28, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 grudnia 2017

Odcinek opowiada o wielkiej przyjaźni między partnerami z obyczajówki: Switekiem i Zito. Rzecz się dzieje - a przynajmniej zaczyna - w Warszawie:

Byłem kilka razy na balach tanecznych w Warszawie, ale w tej akurat lokalizacji - nigdy.

Odcinek otwiera utwór "Money (That's What I Want)" - wersja oryginalna w wykonaniu Barretta Stronga, ale brzmi jak swój własny kiepski cover.

Gdy muzyka leci w tle, Sonny i Tubbs usiłują kupić fałszywe dolary. Wszystko idzie dobrze, aż złapany fałszerz na widok policyjnej obławy odkręca zraszacz przeciwpożarowy, którego zbiornik wypełnił benzyną i podpala magazyn. Gdy wyniesiony na zewnątrz śmieje się, że policji zostały tylko popioły do zbadania, podburzony tą buńczuczną butą Zito wskazuje do środka, by wyskoczyć potem przez okno z naręczem dowodów.

Poparzony w akcji na skutek brawurowej odwagi Larry Zito (niezbyt jednak; poparzone ma tylko palce obu dłoni i sądząc po opatrunkach, stopnia I i IIA tylko) wraca z pracy tylko po to, by ujrzeć swój dom w ogniu. Okazało się, że był wyciek i skutkiem tego wybuch gazu. Z domu udało się uratować tylko skrzynkę na listy. W jej środku był rachunek za gaz.

Potem z głośników leci Elvis. Nic w tym dziwnego, bo akcja przenosi się do mieszkania Switeka, znanego już mi jako miłośnik Elvisa. Zaprasza tam aktualnie bezdomnego Zito na parę dni, czemu gorąco sprzeciwia się aktualna dziewczyna Switeka, prywatnie była dziewczyna Zito. Widzę usilne starania scenarzystów, by za winną tego konfliktu uznać ową przechodnią dziewczynę, ale prawdę mówiąc, jakbym kogoś gościł u siebie, a ów gość niczym Zito zaczął wpierw po nocy głośno oglądać wyścigi Formuły 1, a potem odkurzać, gdy już leżę w łóżku, nawet bez pomocy wrednej dziewczyny czułbym gwałtownie narastający konflikt. "Czuj się jak u siebie w domu, ale pamiętaj, że jesteś gościem", brzmiało znane kiedyś powiedzenie. Larry Zito nauczył się tylko jego pierwszej części.

Po tym, jak nie udaje im się bezpośrednio złapać kontaktu do głównego przestępcy odcinka, bo pośrednik dowiaduje się od swej asystentki, którą Zito i Switek zgarnęli rok wcześniej za "niemoralność", że główni bohaterowie odcinka to gliniarze, ta dwójka postanawia wykorzystać do tego celu swe uliczne kontakty. I tu humor wkracza do odcinka na dobre.

Wpierw widz dostaje dłuższą scenę, podczas której Murzyn w skórzanej czapce pilotce i goglach leży na brzuchu na noszach z kółkami, na których dwie skąpo ubrane panie pchają go przed klub nocny, podczas gdy on udaje myśliwiec. Okazuje się, że to znany glinom Noogie, który akurat obchodzi swój wieczór kawalerski przed ślubem z jedną z klubowych striptizerek.

Jakby jego machania wargami było mało, chwilę później pojawia się Izzy Moreno, przyłapany przez ten sam duet podczas nad wyraz niezgrabnego włamania. Dobitniejszego argumentu, że odcinek jest komediowy chyba nie da się przedstawić.

Zito i Switek zatrudniają obu - Noogie'go i Izzy'ego - do znalezienia im dojścia do poszukiwanego złoczyńcy. Gdy sprawa się rozkręca, zostają na wniosek porucznika Castillo odsunięci od sprawy, bo rzecz się robi niebezpieczna. Więc, jak na wątek komediowy przystało, knują dalej swój plan ukręcenia na tym lodów - próbują sprzedać przestępcy skradzioną betoniarkę. I teraz puenta - ów poważny przestępca się zapala do tego pomysłu, bo skoro ukradli betoniarkę, to może mogą dla niego załatwić też wóz strażacki. A tego by bardzo chciał, bo jako dziecko był tak biedny, że miał tylko drewniane samochodziki, podczas gdy inne dzieci miały dużo lepsze, metalowe i pełne detali wozy strażackie. I on teraz odnajduje swe wewnętrzne dziecko i chce duży czerwony wóz strażacki, zapominając o swym bezpieczeństwie.

W tle trwa narastający konflikt między Switekiem a jego ambitną dziewczyną, z dużym udziałem ich przymusowego współlokatora Zito. Ostatecznie Switek wychodzi na wezwanie do pracy, a słysząc, że jak wyjdzie, to po powrocie już jej tu nie zastanie, oddaje jej jeden z jej obrazków i bezgłośnie się żegna ruchem dłoni.

Izzy i Noogie kradną więc betoniarkę w stylu iście slapstickowym, zalewając jeden z samochodów - oczywiście kabriolet - betonem i podczas ucieczki przewracając cały rząd toi-toiów. Sama sprzedaż wychodzi im jednak gorzej, bo w jej trakcie wychodzi na jaw, że współpracują z policją (a nawet, błędnie, że są policją). Zostają więc uwięzieni na jachcie, który odbija właśnie od brzegu, zapewne dlatego, że na otwartym morzu łatwiej pozbyć się ciał.

Na jacht w ostatniej chwili wskakują Zito i Switek i czym prędzej zabijają ochroniarzy przestępcy. Gdy wchodzą do jachtowej kajuty okazuje się, że korzystając z zamieszania Noogie i Izzy przejęli broń przestępcy i trzymają go teraz na muszce. 

Odcinek wieńczy scena ślubu Noogiego. Wybranką jego serca została striptizerka w nocnym klubie, tam więc odbywa się ślub, a panna młoda zdejmuje większość stroju ślubnego jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii. Której udziela barczysty, półnagi, całkowicie wytatuowany poniżej szyi mężczyzna w cylindrze. A Switek, który wraz z resztą wydziału jest gościem na uroczystości, w tle z ulgą komentuje: "To mogłem być ja...".

W odcinku niemal w ogóle nie było Tubbsa - po scenie przed czołówką mignął tylko dwa razy. Za to w scenie przed czołówką grał z samym Poscą z "Rzymu", tutaj w roli fałszerza pieniędzy, który usiłuje sprzedać fałszywe dolary na wagę, a potem podpala ich stos:

Wiedziałem, że skądś znam tę twarz. Dopiero jednak przejrzenie filmografii aktora pozwoliło mi się zorientować skąd.

W roli Bonza, pośrednika w dotarciu do przestępcy - Lincoln Hart z odcinka 01x14 amerykańskiej wersji serialu "Life on Mars", który mógł mi jeszcze mignąć na ekranie w epizodach w "Pełnej chacie", "Na wariackich papierach" czy "Ally MacBeal".

Noogiego "gra" celebryta tamtych czasów, komik Charlie Barnett. Najwyraźniej Richard Pryor był zajęty. W roli głównego przestępcy - perskusista, którego bębnienie załapało się do "Battlestar Galactici". W roli przechodniej dziewczyny - matka Matyldy z "Leona Zawodowca".

Tagi: Miami Vice
20:29, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 października 2017

Na początku odcinka Peleryna kupuje pendrive z nagraniami z podsłuchu Łuski, z którym zetknął się już w pierwszym odcinku. Czegoś tak drętwego jak scena owego kupna nie widziałem od sceny rodzącej się miłości między Peterem Parkerem a Gwen Stacy w "The Amazing Spiderman".

Ale cała scena przedczołówkowa (dla porządku: czołówka w starym stylu) rozegrania Łuski przez Pelerynę w walce z Szachem i szefem korpolicji (dwie postacie, ta sama osoba) - udana. Peleryna spełnia tym swój chytry plan, by to ktoś inny obnażył prawdę o prawdziwej tożsamości Szacha i tym samym oczyścił jego imię - nasyłając na Szacha swojego własnego wroga. Ujrzawszy ją obawiałem się jedynie, że knujący Karnawał Zbrodni też postanowi zawitać w to samo miejsce i cała rozgrywka stanie się przegięta. I oczywiście - Karnawał zawitał, ale na szczęście nienachalnie.

Główna część akcji dzieje się podczas balu kostiumowego w wagonach sunącego po torach pociągu. Zawitawszy tam, Peleryna spotyka swego pierwszego fana - czyli znajomego, kto się przebrał za niego. Scena, gdy podziwia jego pomysłowość przy szyciu kostiumu - wręcz wyborna!

Peleryna spotyka fana

A w tle wątek rodzinny: dnia akcji są akurat urodziny syna Peleryny. Więc sobie w chwilach wolnych od zmartwień lub świadomości bohater wspomina poprzednie jego urodziny. Skutkiem czego wygląda na to, że w Ameryce dzieci między ósmym a dziesiątym rokiem życia wcale się nie zmieniają. 

Sam zaś syn, podczas gdy matka utknęła w korku (sądząc z fabuły, gdzieś tak na pięć godzin) nie wpuszcza do domu jej współpracownika z kancelarii, który się nią zainteresował w poprzednim odcinku. Scena, gdy junior słyszy, że formalnie rzecz ujmując jego ojciec nie jest niczego winny, bo nie odbył się proces i z przejęcia aż otwiera drzwi, by się upewnić w cztery oczy, że dobrze to zrozumiał - a potem natychmiast je ponownie przed nim zamyka - uroczo zabawna.

Ja rozumiem kwestię stylu, ale walka w pelerynie na dachu pędzącego pociągu mnie zdałaby się idiotyczną jeszcze przed jej wypróbowaniem. Pelerynie nie, więc przekonał się o tym the hard way.

O, i w czasie tej walki pojawia się nienachalnie Karnawał Zbrodni. Wpierw czyniąc swoje zło, oszałamiając chcącego im przeszkodzić Pelerynę (hipnotyzer rzuca tak drętwy tekst chcącemu ratować Pelerynę fanowi, że sam aktor nie jest w stanie powstrzymać uśmiechu zażenowania pod koniec wypowiadanej kwestii), by potem przebiegając ze swym łupem między wagonami zignorować proszącego o pomoc Pelerynę walczącego (i przegrywającego w tej walce) na dachu z Łuską. Nieczęsto stosowane rozwiązanie, muszę przyznać.

Łuska spełnia szczwany plan Peleryny, ale ów spala na panewce - nikt ze zgromadzonych notabli nie chce uwierzyć dermatologicznie poszkodowanemu bandziorowi, że prezes prywatnej policji może być królem przestępczego świata i wszyscy tę teorię wyśmiewają. Na co bandzior kradnie im kosztowności i odjeżdża w mrok nocy ostatnim wagonem. Gdzie natyka się na Karnawał Zbrodni, który do swego łupu szybko dołącza i jego urobek, a jego samego zamyka w klatce.

Pociąg okazuje się mieć wadliwe hamulce, by więc ocalić pasażerów Peleryna musi współpracować z Szachem w cywilu. I podczas tej współpracy, wygląda na to, Szach się wreszcie orientuje, kim naprawdę jest Peleryna. A Peleryna w zamian czyni go (w wersji cywilnej, czyli jako szefa prywatnej policji miejskiej) bohaterem i zbawcą dla wpływowych pasażerów pociągu. Czym jeszcze bardziej utrudnia swój plan.

(Rubryki IZA MIKO WATCH nie ma, bo Karnawał Zbrodni postanowił nie zabierać jej ze sobą na akcję, więc nie mignęła na ekranie nawet przez ćwierć sekundy.)

W rolach postaci, które się jeszcze w tym serialu się nie pojawiły - nikt ciekawy (mógłbym napisać, że burmistrzem jest Wayne Unser z "Synów anarchii" i pojawia się szeryf Pickett z nowego "Westworld", gdybym widział te seriale; miga gdzieś na ekranie Anara z jednego odcinka "Star Trek: Deep Space Nine", znana też jako Rosita z "Trzech amigos" i parę twarzy, które mignęły w jednym odcinku "Doktora House'a", "Z archiwum X" czy "Dextera"; a fakt, że bezimienny inżynier był tańczącym na ulicy dzieciakiem w kultowych "Blues Brothers" też nie zachwyca, bo trudno go pewnie w tłumie tańczących wyłuskać wzrokiem).

środa, 11 października 2017

W prologu odcinka poznajemy mistrza ucieczek z więzienia, który właśnie ucieka z supertajnego więzienia gdzieś w głębi Rosji używając wytrychu ukrytego w zębie, a potem przeciskając się przez niewiarygodnie cienką rurę. Niestety, podczas ucieczki gubi ów zębowy wytrych i znajduje go naczelnik więzienia. Jeżeli więc ten eskapista znów tam trafi, na wejściu wyrwą mu wszystkie zęby.

Gdy Peleryna intensywnie ćwiczy, a jego mentor Max Malini udziela mu mądrych rad ("Pamiętaj, albo to ty nosisz pelerynę albo to ona nosi ciebie"; nie zrozumiałbym tego powiedzenia, gdybym nie wdział kilku scen z "Doctor Strange"[citation needed]), ów mistrz ucieczek przybywa do ich cyrku.

IZA MIKO WATCH: 8-ma minuta; przez sekundę wdzięczy się w średnim planie na ekranie do przybysza.

IZA MIKO WATCH: 9-ta minuta; przez sekundę stoi w tle, gdy przybysz wita się z Maxem Malinim, ps. "Kozmo"; kilka razy miga w tle na ekranie podczas ich rozmowy, a potem przez sekundę w półzbliżeniu rozgląda się trwożliwie, gdy przybysz pyta o pelerynę Peleryny, którą - jak się okazuje z rozmowy - wcześniej sam nosił.

Okazuje się, że pelerynę przez półtora wieku nosiła grupa ludzi, znana pod wspólnym imieniem "Kozmo Niezabijalny", która to linia Kozmów skończyła się na Maxie Malinim. Jego uczeń i następca, przybyły właśnie z więzienia Gregor Mołotow, nie okazał się godny, a mocy peleryny zaczął używać do hurtowego mordowania ludzi. Max postanowił więc, że peleryny nigdy mu nie przekaże i jego oddał go więc w ręce władz, a pelerynę schował. Ale co się odwlecze, to nie uciecze i tak po dwudziestu latach niedoszły Kozmo jr. wraca po swoje dziedzictwo.

W międzyczasie rodzina Peleryny zmienia znajomych, by ukryć fakt, że są rodziną osoby oficjalnie uznanej za Szacha, króla przestępczości. Co oczywiście się nijak nie udaje i dzieciak w nowej szkole w swej ławce znajduje szachy. Czy nie byłoby jednak bardziej zdrowe dla dziecka, by zostało w starej szkole? Tam pewnie, jak większość dzieci, miała znajomych, kolegów i przyjaciół, którzy by się z nim zadawali nawet, gdyby jego ojciec wymordował sześć milionów Żydów. A tak trafił w nowe, nieznane sobie środowisko, bez znajomych, ale za to ze stygmatem.

Podczas rozmowy z Peleryną Summer Glau robi taki wyraz twarzy, że przez chwilę wygląda zupełnie nie jak Summer Glau. To wręcz niepokojące, oglądać ją używającą mimiki: i w "Firefly" (gdzie była psychicznie pokiereszowanym dzieckiem), i w "Kronikach Sarah Connor" (gdzie była Terminatorem), i w "Szczale" (gdzie wszyscy poza Digglem udanie starają się nie używać mięśni mimicznych wcale) brak owej mimiki był do niej ściśle przypisany.

IZA MIKO WATCH: 24 minuta; miga, gdy rozciąga się w planie amerykańskim, gdy z wizytą przed przedstawieniem wpada Orwell oraz radziecki iluzjonista i eskapista, nazwiskiem Mołotow.

IZA MIKO WATCH: 26 minuta; przez półtorej sekundy uśmiecha się w półzbliżeniu; potem przez trzy sekundy widać ją siedzącą przy stole; znów przez sekundę się uśmiecha w półzbliżeniu; i na koniec jest przez półtorej sekundy obruszona, że iluzjonista do sztuczki wybiera siedzącą obok Orwell, a nie ją.

Żona za to Peleryny, po próbie szukania pracy pod swym panieńskim nazwiskiem, wreszcie łapie fuchę gdzieś w sądownictwie. Dzięki temu, pracując nad obroną mniej lub bardziej słusznie aresztowanych przez korporacyjną policję, dowiaduje się, że jej męża wrobiono w bycie Szachem. Czym prędzej informuje o tym zdradzieckiego kolegę swego męża, a ten czyni to, co powinien - natychmiast aranżuje usunięcie tego i wszystkich innych świadków, którzy mogli by to potwierdzić.

IZA MIKO WATCH: 28 minuta; miga przez sekundę na ekranie w półzbliżeniu słuchając opowieści Mołotowa; przez trzy sekundy widać ją w scenie zbiorowej przy stole; i na koniec - pełne zbliżenie przez dwie sekundy na jej milczącą jak zawsze twarz.

IZA MIKO WATCH: 29 minuta: na ekranie miga jej tyłek, gdy wstaje tyłem z krzesła.

Peleryna bojąc się o życie żony, zaczyna ją obserwować i skutkiem tego stalkingu widzi, jak nieudolnie podrywa ją kolega z nowej pracy.

IZA MIKO WATCH: 32 minuta: jako cyrkowa akrobatka buja się na wstęgach przez kilkanaście sekund, z czego większość wisząc w pełnym szpagacie.

Iza Miko w całej rozciągłości

IZA MIKO WATCH: 33 minuta: nadal się buja przez kilkanaście sekund, ale już bez szpagatu.

Ni stąd ni zowąd, bez większego problemu, Mołotow więzi Maxa Maliniego z ferajną i planuje z ich śmierci uczynić szoł dla widzów. Przeszkadza mu w tym (rzecz jasna w ostatniej chwili) Peleryna.

Peleryna pomagając spętanemu i odratowanemu Maxowi daje się jak dziecko podejść Mołotowowi, którzy jednym ruchem ręki zrywa mu pelerynę z ramion. Co sprawia, że się widz zaczyna zastanawiać, jak ona się mogła wcześniej tak mocno trzymać, by teraz tak łatwo się rozpiąć.

IZA MIKO WATCH: 36 minuta: przez dwie sekundy pomaga w tle Maxowi się podnieść; potem przez trzy sekundy widać ją stojącą obok niego, gdy ów dyskutuje z nowym Kosmo, ale zapobiegawczo odsuwa się od niego i znika poza kadrem, gdy Kosmo atakuje Maxa.

Po przejęciu peleryny Peleryny, przybysz-przestępca przyjmuje pseudonim "Kozmo", chcąc stać się kolejnym z tej niechlubnej linii. Powstrzymuje go jednak Peleryna, który zakłada mu podwójnego Nelsona peleryną. W ten sposób odzyskuje swój artefakt. 

IZA MIKO WATCH: 38 minuta: miga w tle, gdy wszyscy stoją nad powalonym przeciwnikiem; potem przez cztery sekundy widać ją w półzbliżeniu wpatrzoną w przemawiającego obok Maxa; i na koniec widać ją przez parę sekund, gdy z ekipą wywlekają ciało Mołotowa z sali.

A na koniec, ładną przebitką z baleriny na pozytywce na ćwiczącą na wstęgach w szpagacie Summer Glau, widz się mógł domyśleć, że Orwell to córka Szacha. Zaczynam być fanem tych finałowych scen odcinków. Rodzinnych komplikacji mniej, to już przerabiałem chyba w każdym serialu o superbohaterach.

W roli Kozmo jr. - Baron Wolfgang von Strucker z "Avengers: Age of Ultron", znany mi też jako zamordowany partner protagonisty w pilotowym odcinku "Total Recall 2070". W roli naczelnika więzienia - jeden z kosmonautów, którzy byli na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej wraz z Howardem Wolowitzem z "The Big Bang Theory". W roli pracownika operacyjnego korpolicji - dr Vitagliano z "Z archiwum X". W kilku epizodycznych rolach twarze, które widziałem w epizodycznych rolach już gdzie indziej.

wtorek, 10 października 2017

Zupełnym przypadkiem obejrzałem ten film. Spodobał się mnie, spodobał się też mej siedmioletniej córce, co uważam za najlepszą rekomendację (a pięcioletni hiperaktywny syn wytrzymał bez marudzenia ponad połowę filmu, co stanowić może kolejną). A dla ponad miliona polskich widzów, którzy ruszyli szturmem do kin w ostatnich dniach, mogę dodać, że są w tym filmie ujęcia z drona i brak jest składnej fabuły. I że "żadna wypowiedź nie została wymyślona".

Przypadkiem, bo tytuł zauważyłem w od niechcenia wertowanej gazecie, gdy dumałem nad zapewnieniem dzieciom weekendowych atrakcji. Jest o kotach, Rozczochrana akurat uwielbia koty (Rozczochrany raczej zaledwie je lubi), więc będzie w sam raz, pomyślałem. Dopiero odbierając zarezerwowane bilety spojrzałem dokładniej i ujrzałem, że film jest od lat 15. Cóż, pomyślałem, będę dzieciom zakrywał oczy podczas wszelkich strasznych scen, a w razie czego wyjdziemy z kina. O tym, że film jest od lat piętnastu, bo nie ma dubbingu ni lektora, tylko napisy, pomyślałem dopiero gdy siedzieliśmy na sali kinowej. I faktycznie, miał napisy. A wszyscy w filmie mówili po turecku.

Co, prawdę mówiąc, niewiele zmieniało odbiór filmu. Film spodobałby mi się tak samo i bez napisów. Choć miałbym wtedy problem odpowiadać na pytania dzieci, jak nazywają się koty.

O ile bohaterami filmu są koty wałęsające się po stambulskich ulicach, to wypowiadają się osoby nimi opiekujące. I skutkiem tego więcej mówią o kotach, a mniej (ale także, tłumacząc m.in. jak koty pomogły im wyjść z psychicznych dołków) o sobie. Rozszerza to odbiór, ale już same ujęcia kotów często wystarczały.

Wyjątkiem jest ładna legenda o tym, skąd się wzięło tyle różnych kotów w Stambule. Bez napisów nijak bym tej opowieści nie pojął.

Mimo cezury wiekowej, nie ma w filmie grama przemocy (ani razu nie musiałem dzieciom oczu zasłaniać). Pokazywanie walki kotów kończy się w chwili prężenia przed walką, syczenia i machania pazurami w powietrzu, szczur spokojnie się oddala przed polującym na niego kocurem, większość wzmianek o przemocy wobec kotów to pojedyncze zdania w opowieściach pojedynczych opiekunów. Wyjątkiem jest scena, gdy podczas wywiadu przynoszą jednemu z nich kociaka, którego poranił dorosły kot. Nawet ten wątek jest jednak delikatny raczej niż brutalny i z zakończeniem zawieszonym nieco w próżni pozostawia widza oczekującego raczej szczęśliwego zakończenia tej historii.

Tempo filmu jest powolne. Zdarza się, że przez całe minuty z ekranu nie pada ani jedno słowo. Wtedy jednak kamera towarzyszy kotu (lub kotom) w jego podróży przez miasto i nie odczuwa się tego milczenia jako problemu. A nawet wręcz przeciwnie, lektor mógłby widza rozpraszać (sprawdzić, czy nie sir David Attenborough).

Co, po prawdzie, dobrze oddają oba ujrzane (post factum) trailery filmu. Ten film cały tak wygląda, tylko miast dwóch trwa osiemdziesiąt minut. Jak ktoś lubi koty, nad wyraz przyjemnych. Jak nie lubi, to ani chybi jest antysemitą i niech cierpi. Lub ekscytuje się ujęciami z drona.

22:09, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 października 2017

Nasz bohater, udający martwego ze względów podatkowych (ISBN: 83-86211-88-1), szwenda się po ulicach, a by nie zostać rozpoznanym ma na głowie czapkę z daszkiem i kaptur bluzy. W Ameryce czasów dzisiejszych. Jak na moją wiedzę, to jego obecność wśród żywych zostałaby zauważona już po paru minutach chodzenia - ale może za dużo filmów o służbach specjalnych oglądam. Tym bardziej, że jako jeden z nielicznych na ulicy w czapce i kapturze byłby pierwszy w kolejce do rutynowej kontroli u każdych spotkanych policjantów. 

Kopolocja chce też sprywatyzować więzienia ("korpaka" nie brzmi już tak dobrze niestety; "korpudło" też nie; ale już "korpierdel" i owszem).

No tak, nasz pan glina to nie jest zwyczajny glina, to by było zbyt proste. To były żołnierz służb specjalnych wysyłany na misje w pełni incognito. To 

A medal dostał "za przeżycie". To samo osiągnięcie, osiągnięte szczęśliwym przypadkiem, zrobiło z niego superbohatera. 

Ciekawa, bardzo nie-hollywoodzka jest twarz Kaina, przeciwnika Peleryny w tym odcinku:

To, trzeba przyznać, jest zaleta tego serialu: twarze grającyh tu aktorów nie są banalne. Fantastyczna jest twarz Jamesa Fraina w roli Szacha, a - jak wspomniałem powyżej - główny bohater też ma twarz niejednoznacznie dobrą. Teraz ten odbiór zmienia jego podobieństwo do Bękarta Boltona (przez co, gdy trafia się na scenę, gdy klęczy nad leżącą na ziemi zakrwawioną osobą, przez chwilę ma się wrażenie, że to on jej ten rany zadał), ale i przed popularnością fizis Ivana Rheona nie była to twarz tak dobrodusznie prosta jak u Jasona O'Mary. Kain, czyli Raza Jaffrey, też się w tę tendencję wpisuje. Nawet Summer Glau, mimo swej popularności, ze względu na swą charakterystyczną urodę grywała postacie charakterystyczne a nie typowe dla gatunku piękne "damsel in distress".

Peleryna włamuje się do Szacha i dostaje wpierdziel. Przed śmiercią ratuje go Orwell, czyli Summer Glau, biegnąca ku niemu w butach na wysokim obcasie. Gdy ów dogorywa dusząc się, ona cały czas mówi mu o kolejnych swych planach przeciwko policyjnej iwil megakorpo, a gdy się wygada - wyrzuca go z auta obok obozowiska jego znajomych. Gdzie ratuje go, biegnąc ku niemu w butach na wysokim obcasie, Iza Miko.

IZA MIKO WATCH: 8-ma minuta: podbiega do umierającego Peleryny w butach na wysokim obcasie przez jakieś 3 sekundy, po czym wypowiada trzy słowa; przez kilka sekund widać ją w zbiorowej scenie ratowania protagonisty, po czym wypowiada trzy kolejne słowa (w obu przypadkach pierwszym z tych słów było imię adresata wypowiedzi) i odbiega w butach na wysokim obcasie; po chwili przybiega i przykłada Pelerynie pijawki do szyi.

IZA MIKO WATCH: 9-ta minuta: uczestniczy w dyskusji o truciznach i antidotach w roli osoby, która nic nie wie i zadaje pytania. Dzięki temu pozwala Maxowi Maliniemu wyrzucić z siebie cały infodump wypowiadając przy tym tylko pięć słów. Później widać ją w sumie kilka sekund w czasie dalszej części resuscytacji krążeniowo-oddechowej.

Po wyleczeniu ze skutków działania trucizny Peleryna strzela focha dyrektorowi tego całego cyrku i się wyprowadza. Szwendając się po mieście i tunelach znajduje zacnie urządzony pustostan w korytarzach tuneli, a potem ściąga tam cały znaleziony lub kupiony za gotówkę sprzęt. I wszystko to w dniach, gdy telewizja wciąż pokazuje jego twarz całemu narodowi. Ale udaje mu się uniknąć rozpoznania, bo nosi kaptur. Siur.

Po czym ze znalezionego w okolicy złomu buduje sobie do treningu tam maszynę wystrzeliwującą noże. A gdy ta wystrzela w jego kierunku noże zbyt szybko, stara się ją przekonać by zwolniła miast po prostu zejść z linii strzału.

Urządzając swoją jamę Peleryna popełnia podstawowy błąd: wiesza na ścianie zdjęcia osób związanych z jego superbohaterską działalnością, a tuż obok - zdjęcie swojej rodziny. To proszenie się o kłopoty i mam nadzieję, że scenarzyści to wykorzystali.

Za to scena, gdy urządzanie zaczyna od tego, że kupuje na stoisku komiks o Pelerynie, jest całkiem fajna.

Ten cały Hugo Protagonista ma twarz w niektórych ujęciach przypominającą Bękarta Boltona. Do tego zdarza mu się robić grymasy, jakby był sadystycznym psychopatą (na przykład gdy nowonarodzonemu synowi opowiada do kogo strzelał pradziadek, a do kogo dziadek).

By lepiej się przygotować do kolejnego starcia z Szachem i jego pomagierem-najemnikiem Kainem po treningu z nożami Peleryna zaczyna studiować trucizny. Czyta książki i eksperymentuje z nimi. Nadal w swym bezpłatnym zrujnowanym lokalu, mając ledwie kilka dolarów w kieszeni, bez możliwości skorzystania z żadnych ze swych dotychczasowych kanałów i ukrywając się przed ludźmi Peleryna zdołał zdobyć lub wytworzyć kilka trucizn, zdobyć książkę o truciznach i zeszyt do notatek. I to wszystko w nad wyraz krótkim czasie, bo Szach chce zabić sekretarza ds. więziennictwa lada dzień, nim za dni kilka odbędzie się kolejne przesłuchanie komisji.

Całkiem rozsądnie Peleryna z czapki pilotki wykrawa sobie maskę. Szkoda tylko, że wcześniej nad wyraz nierozsądnie udał się do Szacha i wdał z nim w (przegraną) walkę bez niej. Właściwie to owa scena, gdyby choć odrobiny trzymać się realizmu, kończyłaby jakiekolwiek wątpliwości Szacha co do tożsamości Peleryny. I życie członków jego rodziny.

Ach, tytułowy (każdy odcinek serialu ma jakiś tytuł i kilka - ten, zdaje się, pięć - tytułów "rozdziałów") Tarot to tajne zgrupowanie morderców. Tak tajne, że karta tarota ("Wieża") wytatuowana na nadgarstku Kaina "może być pierwszym dowodem na to, że faktycznie istnieje". I tak tajne, że każdy z nich ma wytatuowaną kartę tarota, żeby się lepiej wtopić w tłum i nijak nie dało się go rozpoznać.

Summer Glau dostaje się do wytwornej restauracji, gdzie Szach je kolację, podając się za wpływową blogerkę. Takie rzeczy, panie, to tylko w Ameryce...

Podobnie jak w pierwszym odcinku ostatni rozdział nosi tytuł "The Cape vs ...". Tam był to "Chess (Round One)", tu jest to "Cain". Co nie dziwi zważywszy na popularność frazy "finałowa walka".

I ponownie udana jest ostatnia scena, ujęcie wręcz. Szach w czasie pierwszego starcia mówi pokonanemu Pelerynie: "Myślałem, że to [konfrontacja między nimi] będzie bardziej zabawna". Więc gdy widzi Pelerynę ponownie, uśmiecha się dokładnie tak, jak psychopata cieszący się, że właśnie przybyła mu fantastyczna rozrywka w postaci fanatycznie śmiertelnego wroga powinien.

W rolach postaci niewidzianych w pierwszym odcinku: w roli ofiary planowanego morderstwa - doktor Emil Hamilton z "Man of Steel" (i zarazem Zimmerfield z nowej "Holistycznej agencji detektywistycznej Dirka Gently'ego"). W roli mordercy-truciciela - niedoszły mąż Joan Watson z serialu "Elementary". W roli żony zdradzieckiego kolegi Peleryny - Kathryn Munson, brutalnie zamordowana w "Loganie"[citation needed]. W roli jednego z opryszków - pijaczek z odcinka "Mortal Kombat: Legacy II". Jako oficer Phillips - komandor Kelby ze "Star Trek: Enterprise". A w roli bezimiennego bywalca parku - bezimienna postać z "Dark Knight Rises", "Torchwood", "Parks and Recreations", "Iron Man 2", serialu "Heroes", "Indiany Jonesa i królestwa kryształowej czaszki", dwóch odcinków "House M.D." i wielu, wielu innych.

środa, 27 września 2017

Jak wspomniałem, są polscy aktorzy, których kojarzę nazwiska, a nie twarze i tacy, których kojarzę twarze, a nie nazwiska. W przypadku współczesnych aktorek dochodzi do tego kategoria aktorek, których nazwiska i twarze kojarzę, jedynie nie kojarzę żadnej ich roli. Zamiast grać bowiem, brylują na ściankach, skąd zdjęcia umieszcza większość portali rozrywkowo-informacyjnych.

Jedną z takich aktorek jest Izabella Miko*, o której karierze za oceanem te wszystkie Plotki i Pudelki rozpisywały się równie obficie, co o analogicznie anemicznej karierze Alicji Bachledy-Curuś i przy równie mizernych rzeczowych informacjach o jakichś ich rolach (osobnych artykułów okazywały warte role, które wylądowały na podłodze montażowni, a epizod gdzieś to już było wydarzenie miesiąca, a może i roku). 

Pamiętam pewien artykulik o tym, że teraz już kariera Izy Miko miała nabrać rozpędu, ale niestety feralnym zrządzeniem losu serial o superbohaterze, w którym grała, został zakończony po pierwszym sezonie. Ksywa superbohatera nic mi wtedy nie mówiła (i nadal nie mówi), ale zapamiętałem, że będzie kiedyś taki serial do obejrzenia, by uzupełnić swą kinematograficzną geekowatość.

Nie jest tak, że nie mam innych, zapewne lepszych seriali o superbohaterach do nadrobienia. Ale ten, zakończony po dziesięciu odcinkach, daje w odróżnieniu od pozostałych mi szansę szybko mieć go za sobą i móc zająć się kolejnym. Lub nadrobić 50 zaległych odcinków wciąż trwającej "Szczały".

Wspomniane wyżej aktorki kojarzę głównie z czasu pracy na etat, która zezwalała na godziny cyberslackingu. W tamtych czasach byłem też regularnym czytelnikiem portalu sportowego ZCzuba.pl. W owych czasach, gdy polscy piłkarze robiący karierę na Zachodzie byli równie często spotykani jak polskie aktorki robiące karierę w Hollywood, podczas relacji live z meczów Ligi Mistrzów wprowadzali rubrykę w postaci "[Nazwisko] Watch", gdzie opisywali sytuacje, gdy kamera telewizyjna uchwyciła "naszego" zawodnika. Zdarzały się i mecze, gdzie ta obecność przed kamerą ujmowana była frazami "nadal siedzi na ławce" czy "wstał z ławki, żeby się porozgrzewać". Chcąc nawiązać to tych chlubnych tradycji, pozwolę sobie na użytek niniejszego serialu wprowadzić rubrykę "IZA MIKO WATCH", gdzie będę opisywał jej pojawienia się na ekranie. Jakoś nie sądzę, by z tego powodu notki te były ponadnormatywnie długie.

Przechodząc wreszcie do meritum...

Pierwsza scena zawiera okładkę komiksu "The Cape", nad którą przesuwa się kamera. Jak się później okaże, nie było to przypadkiem. Komiks ten namiętnie czyta syn głównego bohatera i to on podsunie bohaterowi pomysł, by wejść w buty tego akurat superbohatera.

Sam główny bohater ma twarz gdzieś w połowie drogi między Jasonem O'Marą, czyli typowym przeciętnym Joe Smithem, a Iwanem Rheonem, czyli Bękartem Boltona. Ów pierwszy bardziej by w owej epoce pasował na protagonistę, ale był zajęty wtedy "Terrą Novą", wybrano więc kogoś z twarzy podobnego. Te cechy wspólne twarzy jednak z Bękartem (uwypuklane niektórymi grymasami) sprawiają, że mam kłopot, by do końca polubić czy zaufać bohaterowi.

Potem ujrzałem nazwisko Summer Glau w napisach. Fakt, to jest serial z epoki, gdy w każdym filmie i serialu dla geeków grała Summer Glau.

O, jest i Vinnie Jones. A pomyśleć, że chciałem to oglądać ze względu na rzadko widywaną na ekranie (za to dużo w wieściach o celebrytach) Izę Miko.

Jak ten serial - a przynajmniej pilot - jest strasznie pocięty i zmontowany!** Niby poszczególne wątki są przedzielone ekranami z tytułami "rozdziałów", ale te rozdziały to nie tyle odcinki, co sceny czy zestawy dwu-trzech scen (doliczyłem się siedmiu takich "rozdziałów" w odcinku). I przez tę kompresję są wycięto z nich wszystko to, co nie posuwa naprzód fabuły. I wynikiem tego jest bohater, który nas nie przekonuje, w tarapatach, które wydają się naciągane i ćwiczący wyjątkowe umiejętności, które nie wydają się trudne (skoro udało mu się to już za trzecim razem...).

A przecież samo to, co działo się przez pierwsze pół godziny odcinka starczyłoby na cały sezon. Wtedy pewnie narzekałbym na to tak, jak narzekałem na rozwlekłość w przypadku Szczały. Niewykluczone, że zepsuł mnie ten serial.

Serial zaczyna się, gdy nasz bohater, dzielny policjant Vince Faraday (ciekawe, czy lubi w tej pracy zamykanie złych ludzie w klatkach), ma dyrygować ochroną komendanta policji w czasie jego publicznego wystąpienia. Zanim do tego dojdzie, jego koleżanka z pracy ukazuje mu ujawnione w Internecie przez tajemniczego Orwella dane o kolejnych przypadkach korupcji w policji, w tym dwa tyczące ich kolegów z pracy siedzących dwa biurka dalej.

Podczas konferencji komendant zostaje zamordowany. Dokonuje tego tajemnicza postać o pseudonimie Szachy (Chessw masce i ze źrenicami niby wiedźmin za pomocą nowej substancji wybuchowej. Protagonista dobija się do samochodu z zamkniętym w nim swym szefem w chwili, gdy ów samochód wybucha. Oczywiście, wychodzi z tego bez szwanku, zadrapania, oparzenia czy nawet utraty słuchu.

Zdenerwowany obrotem spraw i namówiony przez kolegę, nasz policjant przechodzi do prywatnej policji, która po tym wypadku dostaje zgodę na wprowadzenie pierwszej w Ameryce prywatnej policji na terenie całego Palm City. Nim jednak zdąży się w pracy zadomowić - a nawet nim (przy tym montażu przynajmniej) udaje mu się tam przepracować choć jeden dzień, dostaje maila od tajemniczego Orwella wskazującego na rolę tej korporacji w rozprowadzaniu owej nowej substancji wybuchowej, za pomocą której zginął szef publicznej policji.

Udaje się więc do odludnych wagonów z towarem i gdy upewnia się w podejrzeniu, dzwoni po swego kolegę, który go do tej firmy wkręcił. Ten miast mu pomóc, urządza na niego pułapkę i oddaje go pojmanego Szachowi, który prywatnie jest szefem ww. prywatnej policyjnej korporacji. Ów nakłada mu maskę Szacha i wypuszcza na wolność tylko po to, by dokonać efektownej próby aresztowania, zaplanowanej tak, by nasz bohater jej nie przeżył.

To się oczywiście niezbyt udaje, bo Hugo Protagonista po raz drugi w ciągu kwadransa przeżywa wybuch tuż obok siebie. Ten był na tyle blisko, by cały świat uznał go za zmarłego - ale nie na tyle, by wywołać w nim jakieś obrażenia. Co mi przypomina film "The Wolverine", gdzie główny bohater zostaje pozbawiony swych nadludzkich umiejętności leczenia ran, a i tak postrzelony goni biegiem nadal auto.

Tu jednak bohatera wybuch przynajmniej ogłusza i tak znajdują go napadający na banki cyrkowcy o wdzięcznej nazwie "Karnawał Zbrodni" - a cyrk to jak malowany: jest hipnotyzer, jest karzeł, jest gość na szczudłach, jest wytatuowana blondyna i jest szef cyrku, postawny Murzyn specjalizujący się w sztuczkach z linami i uwalnianiu się z więzów (oraz zawsze potrafi odgadnąć czyjąś wagę, niczym Olgierd Jarosz pogodę)

IZA MIKO WATCH: 16-ta minuta, głaszcze szopa i przechodzi przez kadr; w sumie 5 sekund na ekranie

IZA MIKO WATCH: 17-ta minuta; dwa razy po sekundzie w półzbliżeniu na ekranie; między nimi aktorka w planie ogólnym wyciąga palec i mówi ze wschodnim akcentem (to chyba życzenie producentów, bo mam wrażenie, że w "Coyote Ugly" umiała mówić bez akcentu) jedno zdanie

IZA MIKO WATCH: 18-ta minuta; rozkręca się: cztery mignięcia na ekranie - większość w planie ogólnym i do tego dwa wypowiedziane ze wschodnim akcentem zdania - jedno w zbliżeniu i jedno w towarzystwie

Cyrkowcy rezygnują z zabicia go ("wywieźcie go na pustynie, zabijcie, odetnijcie mu palce i głowę też, jak sądzę", mówi kierownik cyrku), gdy daje im możliwość obejścia zabezpieczeń korpolicji dzięki swej karcie bezpieczeństwa jej pracownika. 

IZA MIKO WATCH: 19-ta minute: jednosekundowe zbliżenie na twarz; a potem, jeżeli pod hełmem i żołnierskimi  goglami ukrywa się ona, a nie ktokolwiek inny, przez kilka sekund widać ją podczas sceny napadu na bank

IZA MIKO WATCH: 20-ta minuta; kolejny napad na bank w masce zasłaniającej całą twarz; nie wiem więc, czy to wliczać, ale napada grana przez nią postać...

Cyrkowcy śpią dzięki niemu na pieniądzach, ale nasz dzielny bohater nie jest szczęśliwy. Wciąż trenuje, bo chce się odegrać na szefie korpolicji. Wie, że tylko dzięki ujawnieniu, że to on jest Szachem uda mu się odzyskać własne życie i będzie mógł spotkać się z żoną i synem bez narażania ich życia. Teraz nie może, więc wykonuje tylko do nich głuche telefony.

Ćwicząc tak przypadkiem zauważa w rekwizytorni cyrku narzutę. Przypomina sobie o komiksie syna i zaczyna nią ćwiczyć. Zauważa to Max Malini, kierownik cyrku, cyrkowy mistrz tego i owego, pokazuje mu lepszy płaszcz, "uszyty wyłącznie z pajęczych nici" i zaczyna go ćwiczyć w walce z jego użyciem.

Równocześnie trenować go zaczynają inni cyrkowcy: karzeł w walce, a hipnotyzer w hipnozie. I, jak wspomniałem powyżej, już to by wystarczyło na parę odcinków, a może i cały sezon. A tak widz dostaje tylko urywki, z których wynika, że taki trening to bułka z masłem, a do postaci nie zdąży się przyzwyczaić.

IZA MIKO WATCH: 28-ta minuta: miga na ekranie niosąc tablicę z numerem rundy niczym profesjonalna ring girl

IZA MIKO WATCH: 29-ta minuta: widać ją w sumie przez kilka sekund w tłumie obserwującym walkę Peleryny z karłem

Lepsze miałem zdanie o grze aktorskiej Vinniego Jonesa. To chyba jednak raczej początki jego kariery w Hollywood niż jej szczyt. Liczę optymistycznie więc wciąż, że w "Galavant" będzie lepszy.

Właśnie z Vinniem Jonesem podejmuje pierwszą walkę Peleryna, chcąc zablokować dalszy transport środków wybuchowych. Pierwsze starcie Peleryna przegrywa, a Vinnie z łuskami na twarzy miast go zastrzelić związuje go łańcuchem i wrzuca do basen portowego, dzięki czemu protagonista ma szansę przeżyć. Wszak uczył się cyrkowych ucieczek od samego Maxa Maliniego przez jakieś siedem minut.

Gdy wraca na miejsce, zauważa inną zamaskowaną postać, robiącą zdjęcia handlarzom śmiercią. Po krótkiej gonitwie okazuje się, że to Orwell, owa tajemnicza informatorka z twarzą Summer Glau. Która jest tak tajemnicza, że zawozi swym Lamborghini czy innym Ferrari Pelerynę wprost do swej przekomputeryzowanej bazy (pewnie w garażu domu swych rodziców, sądząc po fakcie, że swą brykę parkuje tuż na zewnątrz pod gołym niebem). Tam proponuje mu współpracę w walce z Szachem.

W międzyczasie Szach się orientuje, kto mu banki okrada i zleca napad na cyrk, porywając kierownika. Skądinąd zlecając ten napad przez telefon komórkowy ze swego gabinetu na szczycie swego korporacyjnego wieżowca znów ma oczy niczym Geralt z Rivii. To pewnie oznacza, że jest jakimś paskudnym muntantem i to jego prawdziwe oczy, a te wyglądające normalnie i prezentowane światu to wynik soczewek kontaktowych. Zobaczymy...

Przegapiłem w pierwszej chwili: korpolicja ma pełnowymiarowy okręt podwodny. Bo przecież czemu nie, to podstawowe wyposażenie każdego komisariatu w nadmorskim mieście.

W czasie akcji ratunkowej Vinniego Jonesa na glebę powala karzeł, pomagając sobie przy tym kluczem francuskim niemal równie wielkim jak on. Peleryna zaś rusza walczyć z Szachem, po drodze pomagając postrzelonemu podczas próby ucieczki Maxowi Maliniemu, który robi mu dowcip i udaje, że od tego postrzelenia umiera. Gdyby to była śmierć naprawdę, byłby to dobry finał pierwszego sezonu rozwleczonego serialu - a tu zmieszczono to wszystko w 38 minut.

Pierwszą potyczkę Peleryna wygrywa, ale nie jest to zwycięstwo całkowite - Szachowi udaje się uciec, choć jego plan wysadzenia statku i połowy miasta przy okazji spala na panewce dzięki hakerskiej interwencji Orwell. 

A na koniec udający martwego gliniarz przebiera się w strój superbohatera, którego komiksy czyta jego syn i wskakuje w środku nocy na jego balkon, by tam mu przekazać ojcowskie mądrości licząc, że na oko dziewięcioletni syn nie pozna z odległości kilku metrów swego ojca w przebraniu. I faktycznie, nie rozpoznaje.

Powiedziałbym, że trzeba mieć mocno narąbane w głowie, by robić własnemu synowi taką wodę z mózgu jak Hugo Protagonista. Wcześniej czy później, gdy wciąż będzie powtarzać, że widział prawdziwego superbohatera ze swego komiksu, ktoś go weźmie do psychiatry i skończy na silnych psychotropach zapisanych mu celem zmniejszenia ilości halucynacji. Nie jest to droga życiowa, którą wymarzyłbym własnemu synowi. Powiedziałbym tak więc, ale trzeba mieć mocno narąbane w głowie, by po sfingowaniu własnej śmierci zostać superbohaterem.

Ten syn to grę aktorską ma równie udaną, jak Ciri w serialu "Wiedźmin". Zważywszy na ilość cięć w montażu, może już jest na owych psychotropach, tylko montażysta nie uznał tego za warte wspomnienia?

Naprawdę zabawny jest wieńczący odcinek komentarz sprzedawcy na temat pseudonimu Peleryny. Może to przypadek, a może oznaka, że będą jeszcze sceny, dla których warto ten serial będzie obejrzeć.

Grają: jako Max Malini, szef cyrku i nauczyciel trudnej sztuki kapaeiry: Abu 'Imam' al-Walid z "Kronik Riddicka", Big Tim z "Requiem dla snu" i King z "Plutonu"; Summer Glau jako Orwell; jako Szach: Sarek ze "Star Trek: Discovery", Azrael z "Gotham", Leet Brannis z "Agent Carter", Jarvis z "Tron: Legacy", czy Tomasz Cromwell z "Dynastii Tudorów"; Vinnie Jones jako Łuska, zwany tak ze względu na zmiany na skórze (rzekłbym, że mające go obrzydzić, ale mówimy tu o Vinnie'm Jonesie); jako karzeł Rollo: Marty z "Piratów z Karaibów"; Izabella Miko jako wytatuowana Raia; w roli hipnotyzera - ktoś kto wygląda jak Abelard Giza, ale nim nie jest; jako żona protagonisty: Ruth Tyler z amerykańskiej wersji "Life on Mars"; jako szef policji - Harris ze "Star Trek: Enterprise" i Kortar ze "Star Trek: Voyager" i kapitan Sanders ze "Star Trek: Deep Space Nine" i Voval ze "Star Trek: The Next Generation" (już nie mogę się go doczekać jego epizodycznej roli w "Star Trek: Discovery"); i jako jeden z mięśniaków - Baraka z "Mortal Kombat: Annihilation" i Rollo z odcinka 01x08 "T.A.R.C.Z.O.wników". Jak widać, obsada jest zacna i zawiera sporo twarzy znanych skądinąd.

 

* - przy czym szerze tu powiedzieć muszę, że widziałem co najmniej dwie role filmowe Izabelli Miko. Jedna, gdzie ją rozpoznałem, to Cammie w filmie "Coyote Ugly", gdzie wyglądała nad wyraz uroczo tańcząc na barze. Druga, gdzie jej nie rozpoznałem, to Dziewczyna Z Zapałkami w "Panu Kleksie w kosmosie".

** - po obejrzeniu odcinka, by spojrzeć skąd mogłem kojarzyć obsadę, zajrzałem na portal IMDB. A tam stało napisane, że pilot trwa 2 godziny, czyli 120 minut. Jeżeli obejrzeć mi dane było jakoś drastycznie skróconą wersję, to by tłumaczyło ten chaos montażowy - podobnie jak tłumaczyło w przypadku obejrzanego "From Here To Eternity" z roku 1979.

niedziela, 24 września 2017

Choć XVII wiek to nigdy nie był moją ulubioną epoką historyczną (jakkolwiek dekadę temu mą ulubioną epoką były czasy o kilka dekad wcześniejsze), tak się akurat obecnie złożyło, że stłoczyło mi się kilka pozycji z lub o owej epoce w krótkim okresie czasu. Zaczęło się od "Żywota Łazika z Tormesu" (ISBN: 83-05-11909-2), który choć pochodzi z owego wcześniejszego, swego czasu przeze mnie preferowanego, okresu II połowy XVI wieku (z roku 1554, dokładnie rzecz ujmując), to uzupełniony był długim wstępem o literaturze pikardyjskiej Złotego Wieku Hiszpanii, czyli już XVII-wiecznej. "Żywot Łazika" (który kupiłem na Allegro dekadę temu pod błędnym tytułem "Żywot Kazika z Torresu") uzupełniłem zeszytem "Wiedzy Powszechnej" z 1948 roku (brak ISBN) o teatrze hiszpańskim wieku złotego autorstwa Kazimierza Zawanowskiego, a gdy zmienić chciałem zupełnie klimat i sięgnąłem po książkę o tytule "Lucyfer" (ISBN: 97883-242-0655-1) - okazała się ona sztuką niderlandzkiego literata ze złotej epoki Holandii, która czasowo zbiegła się w czasie ze złotą epoką Hiszpanii (oraz, na przykład, Gdańska), Joosta van den Vondela z 1654 roku. Film o polskim konkwistadorze, żyjącym w latach 1592-1656, idealnie się w ten trend wpasował.

Ale prawdę mówiąc, obejrzałem go raczej ze względu na tytuł, jako że ćwierćwiecze temu byłem członkiem commodorowskiej demogrupy o takiej nazwie, a o Arciszewskim nie wiedziałem nic (i sądziłem, że będzie raczej korsarzem późnosiedemnastowiecznym lub wręcz osiemnastowiecznym.

Dokument jest drastycznie różny od większości filmów dokumentalnych, które w ostatnich latach widziałem. Były to bowiem bardziej współczesne produkcje amerykańskie, produkowane na inny rynek, dla innego widza i przez to z wykorzystaniem innych środków stylistycznych.

Przykładem takiej wyraźnej różnicy jest brak jakiegokolwiek CGI. Brak ten jest rekompensowany współczesnymi ujęciami z miejsc (Warszawa, Amsterdam, Pernambuco) lub uroczystości (latynoamerykańska fiesta), o których w dokumencie mowa oraz scenkami z udziałem aktorów we wnętrzach i strojach z epoki. Brzmi to nieco paździerzowato (i może nawet jest, skoro obejrzenie pięćdziesięciominutowego dokumentu musiałem sobie podzielić na trzy części), ale jest ożywczą zmianą. A ujęcia holenderskich kanałów, brazylijskich rzek i fortów lepiej ukazują prawdę o miejscu akcji niż w pełni komputerowo stworzone prostokąty armii walczące na wyssanym z palca grafika terenie. Nie uświadamiałem sobie, na przykład, że pełna rzek Brazylia jest tak płaska.

Niestety, w Warszawie nie spytano o zdanie prof. Warszawskiego.

typowy mieszkaniec Pernambuco

Są obecne oczywiście, jak to w dokumentach bywa, gadające głowy. Tu też ciekawym pomysłem jest to, że o dziejach Arciszewskiego w danym miejscu opowiada osoba tam mieszkająca. Poza, co mnie zdumiało, szantymenem, który na małym akordeonie akompaniuje sobie do śpiewanej szanty o Arciszewskim. Tego się nie spodziewałem.

A szanty po holendersku, którą można usłyszeć w okolicy ósmej minuty, już zupełnie. Nie sądziłem, że w tym języku w ogóle da się szanty śpiewać.

Mimo nietypowej i nieco niedzisiejszej formy, gdy już przebrnąłem przez dokument, okazało się, że co nieco z wtłoczonej w ten sposób wiedzy z mej głowie pozostało. Zorientowałem się, że Arciszewski bliski był Żoużanom[citation needed], po wygnaniu z kraju z katolikami walcząc przeciw protestantom, a z protestantami - przeciw katolikom. Może to dlatego, że był wychowany w wierze ariańskiej, zakazującej wszelkiej wali zbrojnej, a może - na co wskazywałby przykład Joosta van den Vondela - kwestie wiary w siedemnastowiecznej Holandii były nad wyraz skomplikowane.

Dowiedziałem, że że wyspa Nassau, znana mi doskonale z gry "Pirates!" na Commodore C-64, nazwę swą wzięła od europejskiej dynastii, której przedstawicielem był m.in. gubernator holenderskich kolonii w Brazylii, skłócony z Arciszewskim, ale poza tym nad wyraz wychwalany przez historyków i autochtonów.

Zorientowałem się, że Arciszewski poza tym, że wojował, także obserwował ludność tambylczą i słał swe obserwacje do Europy. Ukazały się drukiem w dziele Grarrda Vossa "De theologia gentili et physiologia christiana sive de origine et progressu idolatriae", ale potem ponoć uległy zapomnieniu.

A na koniec się zorientowałem, że jak się zostało w XVII-wiecznej Polsce skazanym na infamię i banicję za morderstwo, to wystarczyło zostać wodzem naczelnym innego państwa w koloniach, by po 23 latach zostać przez kolejnego króla ściągniętym z powrotem i uznanym za godnego dowodzenia artylerią koronną. Nic dziwnego, że Arciszewski - jak śpiewa w jednej ze zwrotek szantymen - "chciał sławy, a złoto miał w dupie, ahoj!". Złotem by się do kraju nie wkupił.

W roli Krzysztofa Arciszewskiego - Donald Tusk z "Ile waży koń trojański?". W roli zamordowanego przez niego prawnika - zmiennik Jacek ze "Zmienników". W rolach gadających głów: czterech profesorów, jeden doktor, jeden archeolog, jeden dyrektor muzeum, jeden "aptekarz i historyk - amator", jeden pułkownik armii brazylijskiej polskiego pochodzenia i jeden szantymen z miniaturową harmonią.

13:22, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 września 2017

Odcinek jak inne*, ale warta odnotowania jest scena, przy której parsknąłem śmiechem, gdy zrozumiałem metahumor.

Jest w pierwszym odcinku serialu "Sherlock" made by BBC noszącym tytuł  "A Study in Pink" taka scena, gdy obok zwłok kobiety da się odczytać słowo "Rache". Pełniący rolę wioskowego głupka Anderson zaczyna tłumaczyć, że to po niemiecku znaczy zemsta, ale mu w pół słowa przerywa Sherlock i dedukuje, że chodzi tu o imię "Rachel".

(o, ta scena)

W tym odcinku, noszącym tytuł "A Study in Charlotte", patrząc na zwłoki zamordowanej kobiety pochodzenia niemieckiego komisarz Gregson, pełniący tu rolę wioskowego głupka, zauważa na jej plecach wytatuowane słowo "Rache". "Co to jest, skrót od Rachel?" - pyta (bo sam najwyraźniej tak skraca imiona). "Być może, ale to po niemiecku znaczy zemsta", odpowiada grzecznie tutejszy Sherlock, bo od tamtego jest lepiej wychowany.

Scena sama z siebie średnia, ale tych dwóch scen w myślach zestawienie - fantastyczne!

A jeszcze zabawniejsze jest to, że w finale okazało się, że ten tatuaż skrywa klucz do ustalenia tożsamości mordercy, ale nie jest to żadne z tych słów.


* - to znaczy: zostaje popełnione przestępstwo, Sherlock przybywa na miejsce zbrodni, zaczyna się wypytywanie podejrzanych, aż wreszcie po mniej więcej piątym podejrzanym Sherlock i Watson dostają nowe informacje, dzięki którym dochodzą do wniosku, że przestępcą jest ktoś, kogo już w tym odcinku spotkali: ktoś przesłuchiwany albo takiej osoby współpracownik lub rodzina. W tym odcinku akurat jeszcze nietypowym smaczkiem jest scena, gdy Sherlock przybywa na miejsce zbrodni, którą badają nieznający go policjanci z innego komisariatu. No i może kogoś zainteresować, że ofiary zostają zamordowane poprzez zatrucie grzybów halucynogennych, którymi się raczą w ramach "mistycznej podróży".

Jako dupowaty podejrzany - szeregowy Eugene Sledge z serialu "Pacyfik". Jako morderca - jeden z wielu anonimowych żołnierzy z filmu "Szeregowiec Ryan". Naukowiec organizujący "mistyczną podróż" to Lile z odcinka 01x16 serialu "Miami Vice". W innej epizodycznej roli - aktor z epizodyczną rolą w odcinku 01x10 amerykańskiej wersji "Life on Mars". Jako sąsiad Sherlocka - burmistrz Aubrey James z serialu "Gotham".

13:30, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA