Blog > Komentarze do wpisu

"T2 Trainspotting" (2017)

Obejrzałem ten film z przyjaciółmi, z którymi dwie dekady temu oglądałem "Trainspotting". I po projekcji pomyślałem, że może to dlatego, że oglądam dużo seriali typu "Szczała" czy nowy "MacGyver" i mam przez to zawyżoną poprzeczkę, ale film nie przypadł mi do gustu - brakło mi w nim fabuły. Fabularnie całość się opierała na ponownym spotkaniu czwórki bohaterów, którzy zupełnym przypadkiem w odstępie paru dni znaleźli się w tej samej okolicy. Taki typowy sequel, w który wrzuca się jak najwięcej obrazów i wątków z pierwszej części (jest nawet kilka wyraźnie wyeksponowanych kolaży ze scenami z oryginału), licząc na nostalgię widza, niż oferuje coś ciekawego per se.

Nostalgia. To ona widza tu przygnała.

Co doskonale podsumował Sick Boy.

Przyznam bez chwili wahania, że jest to film dobrze nakręcony. Ma kilka naprawdę ładnych i wymownych kadrów,

Takich jak ten, z cieniem w miejscu brakującej matki bohatera, będący zarazem nawiązaniem do niemal identycznego kadru z poprzedniej części.

ma kilka fantastycznych wątków ("1690") i ma Spuda, który wśród bardziej znanych aktorów

(Miło mi słyszeć szkocki akcent Jonny Lee Millera; mimikę i manieryzmy gry aktorskiej ma podobne, co w "Elementary" (co dziwnym nie jest, tam też gra byłego heroinistę, okazjonalnie wciąż dającego sobie w żyłę), ale akcent jest ładny; ponadto bez telewizyjnego makijażu wygląda tu o parę lat starzej niż tam; zdumiałem się też, jak się zmienił od czasu "Trainspotting" - do dzisiejszej jego twarzy zdążyłem się przyzwyczaić, tamta sprzed lat mnie zdumiewa;

Ewan McGregor to Ewan McGregor. Jak się jest Obi-Wanem Kenobim, to nie sposób nie być rozpoznawalnym.

Uważam, że Robert Carlyle ma strasznie sympatyczną twarz, co wykorzystywano wielokrotnie obsadzając go w roli sympatycznych zbirów (widziałem "The 51st State"), czy w znanej reklamie "Johny Walkera" i odwalił tu kawał dobrej roboty (niewykluczone, że z dużą pomocą ekipy od charakteryzacji), by takim nie być i mieć twarz równie niesympatyczną co charakter Begbiego.

Gdy oglądałem dzień wcześniej urywki "Trainspotting", zastanowiło mnie, czemu twarz Tommy'ego wydaje mi się taka znajoma. Sprawdziłem i okazało się, że to sam Lucius Vorenus z serialu "Rzym".)

ma najbardziej fascynującą twarz.

Strasznie spodobała mi się aktualna wersja monologu "Choose life". Równie bardzo jak dwie dekady temu ówczesna.


I chose life, apparently.

Jak wspomniałem, nie spodobało mi się to, że fabularnie był to typowy sequel. Spodobał mi się za to strasznie sposób ogrania tego Spudem piszącym memuary.

To nie jest więc tak, że mi się film całkiem nie podobał, brakowało mi jednak tych wybornych fragmentów dobrego połączenia. A potem obejrzałem film, skacząc po scenach, po raz drugi i stwierdziłem, że te "nieliczne dobre sceny" stanowią przeważającą większość czasu filmu i zacząłem się zastanawiać, czy owa "fabuła" by temu filmowi nie zaszkodziła.

Gdy jednak za dwadzieścia lat nakręcą "T3. Trainspotting", nie będę się już spodziewał arcydzieła. Choć jestem przekonany, że znajdzie się tam kilka scen i dialogów celnie oddających rzeczywistość mniej więcej 60-latków, którymi wtedy i my z przyjaciółmi i bohaterowie filmu (Renton wprost mówi, że ma 46 lat, ale podczas akcji "Trainspotting" dwadzieścia lat wcześniej Tommy umarł w wieku 23 lat; są więc od nas o parę lat starsi, ale nie jest to różnica pokoleniowa) będziemy.

środa, 05 lipca 2017, nieuczesany23

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA