Blog > Komentarze do wpisu

"Creed" (2015)

Oglądając jedną z amerykańskich gal filmowych (co zdarza mi się regularnie, odkąd często zaczął je prowadzić Ricky Gervais), ujrzałem, jak Sylvester Stallone odbiera nagrodę za rolę drugoplanową za rolę Rocky'ego Balboy (Balboi?) w filmie, którego jeszcze nie widziałem. Czym prędzej postanowiłem nadrobić tę zaległość.

W kolejnym filmie o universum Rocky'ego Balboa nie ma jego imienia w tytule i może dlatego sekwencja treningu nie porywa. A gra aktorska jest taka, że się na jej tle pozytywnie wyróżnia sam Sylvester Stallone.

Nie, serio, kilka scen gra naprawdę nieźle. Aż zacząłem przypuszczać, że może faktycznie ową ujrzaną nagrodę dostał za grę aktorską, a nie za życiowe zasługi.

Rola była drugoplanowa, bo pierwszoplanową gra nieślubny syn Apollo Creeda z czterech pierwszych części sagi, urodzony już po jego śmierci. Historia tej postaci jest odpowiednio skomplikowana (gdy odrzeć poprzednie odsłony sagi z widowiskowości pojedynków bokserskich, to nie są to hurraoptymistyczne opowiastki), a finał - oczywisty dla każdego, kto pamięta, że i w pierwszym "Rocky'm" i obecnie przedostatnim "Rocky'm Balboa" główny bohater po efektownej walce (w odróżnieniu od sceny treningu wzbudzającej u widza emocje) przegrywa pojedynek na punkty "by split decision" sędziów. 

Czy tak, jak ojciec prowadzi swą córkę do ołtarza w dniu jej ślubu, tak samo prowadzi swego syna w dniu jego pierwszej walki bokserskiej o tytuł mistrzowski? Jeśli tak, to w tym obowiązku zmarłego ojca protagonisty doskonale zastępuje jego najlepszy przyjaciel, Rocky Balboa.

W roli Rocky'ego Balboa - Rambo. W roli Adonisa "Creed'a" Johnsona - Johnny Storm z "Fantastic Four". W roli jego uroczej ukochanej - Walkiria z nadchodzącego "Thor: Ragnarök".

Gdy ujrzałem twarz wdowy po Apollo Creed'zie, przybranej matki protagonisty, pomyślałem: "Skądś znam tę twarz! Czy to pani doktorowa Huxtable, serialowa żona Billa Cosby'ego z jego telewizyjnego show?". Okazało się, że tak, to ona.

W roli bokserów - faktyczni bokserzy. Młodzi, więc jeszcze nie mający problemów z dykcją, a Tony Bellew (który zdobył pas mistrzowski federacji WBC kilka miesięcy po premierze filmu) w roli mistrza "Pretty" Ricky'ego Conlana jest naprawdę niezły. Do tego ma cudowny liverpoolski akcent, którym beszta pretendenta do tytułu w czasie konferencji przed walką.

W roli felczera w narożniku Creed'a - autentyczny bokserski felczer. (BTW, fantastyczna jej scena z testem na widoczność podbitego oka przed ostatnią rundą walki. Trzy sekundy, a wiele mówią o tym sporcie.) W roli komentatorów, sędziów, innych felczerów i widzów - naturszczyki, prywatnie będący komentatorami, sędziami, felczerami i widzami bokserskimi.

Jako trener w filadelfijskiej hali, gdzie zatrudnia się Adonis - Czeczen z "The Dark Knight". Jako trener finałowego przeciwnika protagonisty - Dwalin.

W jednej z epizodycznych ról - Kay z nowego "Dredda", w innej - Karim z najgorszego serialu o Robin Hoodzie, a w jeszcze innej - snajper z trzeciego odcinka nowego "MacGyvera", a w kolejnej - anonimowy Arab z "Zohana". A do tego dwie kopy twarzy, których nigdy wcześniej ujrzeć nie miałem okazji i których pewnie już nigdy nie ujrzę.

niedziela, 23 kwietnia 2017, nieuczesany23

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA