Blog > Komentarze do wpisu

"Dredd" (2012)

Sędzia Dredd nie ma dredów. Ani górnej połowy twarzy. Serio, przez cały film nie ma ani jednego ujęcia jego pełnej twarzy, do poziomu, w którym niektóre kadry są kadrowane na jego podbródek:

Chin Boy

Wiem, że w będących podstawą filmu komiksach to norma, ale mój jedyny kontakt z brandem wcześniej to film z Sylwestrem Stallone, więc dziwi mnie to.

Fajne są detale, po których poznaje się czas powstania filmu, gdy akcja jego dziać się ma w rzeczywistości alternatywnej lub w przyszłości. W "Dreddzie" to dzieciaki na deskorolkach (pokazuje, że albo film powstał w latach 80-tych lub 90-tych - albo reżyser się wtedy wychowywał i to jest do dziś jego wizja zabaw młodzieży) czy komórki jako kamery w rękach ludzi scenie grupowej (rok produkcji: po 2010 roku). Trendem, który zauważam w filmach tak niedawnych, że tu ujrzałem chyba jedno z pierwszych chronologicznie jego przedstawień, jest używanie trytytek zamiast kajdanek. Sędzia Dredd z przyszłości roku 1995 miałby kajdanki (może nawet miał, widziałem ten film tylko raz ze dwie dekady temu, mogłem o nich zapomnieć; ale przekonany jestem, że miał pistolet i to zawsze wystarczało). Ten tu ma trytytki, faktycznie poręczniejsze w transporcie, równie krępujące i nie dające się zdjąć wygiętym spinaczem.

Sceny akcji, w porównaniu z innymi filmami bieżącej dekady nad wyraz tradycyjne, by nie rzec - oldskulowe. Jedyna scena akcji, gdzie eksperymentuje się ze slow motion, bullet time i efektami specjalnymi, to scena gdy strzelaninę ogląda narkoman na haju.

Skądinąd, nad wyraz fajny to pomysł pokazać scenę strzelaniny oczami gościa znarkotyzowanego slo-mo. Wtedy tandetne efekty specjalne jaskrawoczerwonej krwi sikającej - psss - w zwolnionym tempie z przestrzelonego ciała zdają się być celowym zabiegiem. Niestety, gdy widzimy kolejną strzelaninę oczami obserwatora zewnętrznego, jasnoczerwona krew robi kiepskie wrażenie, podobnie jak sposób, w jaki sika - psst! - z przestrzelonego ciała.

W roli tytułowej - Eomer, czyli doktor McCoy z obecnego reboot'u "Star Treka" (który - naprawdę - grał Juliusza Cezara w "Xenie"; nie wiedziałem, że ten serial jest tak dokładnie datowany - byłem przekonany, że tak jak "Hercules" datować go można na X-IV wiek przed naszą erą, a tu okazuje się, że można go wydatować co do dekady). Bez górnej połowy twarzy nie poznałem go wcale.

Główną przeciwniczką jest Cersei Lannister, znana mi też jako Sarah Connor, matka przyszłego przywódcy rebelii przeciw Skynetowi. "Ma-Ma" ma twarz oszpeconą blizną, a to w połączeniu ze znacząco innym niż w tamtych rolach makijażem sprawia, że w wielu scenach trudno ją rozpoznać.

Zmutowanej partnerki Dredda nie miałem okazji nigdzie wcześniej zobaczyć, aresztowany przez nich oprych to Gale z "Ant-Mana", a spec od komputerów gangu Ma-My to generał Hux z "The Force Awakens". Reszta postaci i aktorów to role epizodyczne, polegające najczęściej na wyciągnięciu broni w stronę Dredda i malowniczym ginięciu chwilę później. Dwoma aż dialogami wyróżnia się paramedyk, czyli Areo Hotah, ochroniarz księcia Dorne z piątego sezonu "Gry o Tron". Niestety, w wyniku drugiego dialogu błyskawicznie ginie. Wśród reszty - hostessa z najlepszego odcinka "Doktora Who" z Dziesiątym (Jedenastym) Doktorem, czyli "Midnight" jako Sędzina Supreme, a jako prawa ręka Ma-My - numer 1955 z serialu "Prisoner". Zastanawiam się też, czy w jednej ze scen nie mignął taksówkarz z pierwszego odcinka "Sherlocka" made by BBC:

O tu, po lewej.

Filmografia reszty w pełni odzwierciedla ich wkład w światowe aktorstwo uczestnictwem w kręceniu tego filmu.

wtorek, 31 stycznia 2017, nieuczesany23

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA