Blog > Komentarze do wpisu

"Fantastic Four" (2015)

Po zalewie dobrych filmów postanowiłem obejrzeć taki, który ma opinię złego. Zwykle mimo takich opinii filmy o superbohaterach uważałem mimo to za całkiem dobre (na przykład bardzo spodobał mi się "Batman v Superman"). I teraz nie wiem: czy ten film jest tak faktycznie znacząco gorszy od innych, że i mnie zdał się złym, czy tylko zawyżyłem swe oczekiwania?

Dialogi... dialogi słabe są. Rozmowy momentami są na poziomie: "- Ej, ty? - Tak? - Wiesz co? - Wiem. - A, no to wiesz". Najwspanialszym tego przejawem jest to, gdy się Reed Richards pyta białoskórej blondwłosej Sue Storm po poznaniu łysego czarnoskórego dr. Storma i równie czarnoskórego, a zarazem czarnowłosego Johnny'ego Storma - "Did Dr. Storm adopt you?". A potem pogrąża się bardziej drążąc temat i gdy dowiaduje się, że Sue urodziła się w Kosovie, rzuca jej "You don't have an accent". Ponieważ z serialu animowanego wiem, że Sue Storm zostaje później żoną Reeda, mogę powiedzieć, że nie widziałem tak żałosnych podrywów od czasu "Amazing Spidermana".

Jedna rzecz tylko mi tu pasuje na 2007 rok: portret George'a W. Busha.

Typowa amerykańska szkoła A.D. 2007.

Fabuła zaczyna się w 2007 roku, gdy Reed Richards i Ben Grimm są w w okolicy 5 klasy szkoły podstawowej. I nie powiem, scena z młodym Reedem "Fantastycznym" Richardsem i Benem "Rzeczą" Grimmem nad wyraz ładna, ale dajcie spokój - przedstawione tam realia może pasowały by na lata 50-te XX wieku, może nawet na 80-te, ale "rok 2007"? Doprawdy, dziewięć lat temu biedne rodziny żyły pilnując złomowisk, a na spotkanie intruzom wysyłały 13-letnie dzieci z bejsbolami? Jakoś I don't see it.

Gdybym powiedział, że to warsztat z 1992 roku, czy ktoś dostrzegłby jakąś anachroniczność?

Typowy garażowy warsztat A.D. 2007

Równie zabawne jest przedstawienie garażowego warsztatu nastoletniego Reeda. Nie ma tam niczego, co by nie pasowało w latach 80-tych lub w połowie 90-tych. Jedyny komputer też wygląda na z lata 90-te niż A.D. 2007.

Zwykle po filmach superbohaterskich spodziewam się hardware'u nad wyraz futurystycznego...

Typowy komputer A.D. 2007.

Wstawka "z teraźniejszości" dzieje się 7-8 lat później, co oznacza, że nasi bohaterowie mają co najwyżej 21 lat. Znacznie odbiega to od znanego mi serialu, gdzie dr. Richards był mężczyzną w sile wieku, a jedynie zapalczywy "The Human Torch" był młodzieńcem w takim wieku. Tutaj zaś nie mogą nawet napić się piwa po wykonanej misji.

Wprowadzenie obcej osoby na teren pilnie strzeżonego budynku pełnego nowych technologii okazuje się zdumiewająco proste. Wystarczy rzucić strażnikowi "Spokojnie, on jest ze mną" i już kolega bez przepustek czy zaświadczeniu o dostępie do informacji niejawnych może wejść do tajnego laboratorium.

Ale ma ten film też i plusy. Całkiem fajny jest Doctor Doom. Zastanawiałem się, czy jego maska będzie się ruszać. W serialu animowanym, który czasem w dzieciństwie oglądałem przez otwory w metalowej masce widać było ruszające się oczy i usta, a tu maska była nieruchoma, co wizualnie wyglądało znacząco lepiej.

Fajnie jest pokazane, jak poszczególne osoby dostały swe moce i dlaczego takie. W owym serialu, cała czwórka leciała rakietą w kosmos i nagle trafiły ich promienie, po których Pan Fantastyczny zaczął się pokładać, Niewidzialna Kobieta zaczęła się czuć słabo, Ludzka Pochodnia poczuł gorączkę, a Rzecz poczuł się ciężki. Tu ma to o wiele więcej sensu i jest spójne z genezą Doktora Zagłady.

Fajne jest to, że Sue Storm coś potrafi. W serialu miała już swe moce, więc nie musiała się posługiwać żadnymi umiejętnościami poza tym, zresztą często bywała damsel in distress. Tu ma swą rzecz już przed przemianą - jest specjalistą od znajdowania wzorów ("pattern recognition"). Dodatkowym smaczkiem jest wytłumaczenie dlaczego przy tej pracy słucha muzyki. Mała rzecz, a cieszy.

Nie-Doda, czyli Ujma.

A Niewidzialna Kobieta, gdy ją widać, w niektórych ujęciach wygląda jak Doda kilka operacji plastycznych temu.

O, i nie było żadnego cameo Stana Lee. Choć można by to uznać za kolejny minus, zważywszy na to, jak nachalne one potrafią być chyba lepiej, że nie usiłowano go gdzieś tu jeszcze wepchnąć.

I do tego film jest pełen nowych dla mnie twarzy. Z całej tytułowej ferajny (o, niech ktoś spolszczy tytuł "Fant4stic Four" jako "4ajna") Boomera ani Niewidki nie widziałem wcześniej nigdzie (Niewidka grała w "Marsjaninie", "Transcendencji" i "House of Cards", ale mam spore zaległości w kinematografii), Pochodnię widziałem w jednym odcinku "House'a M.D.", a Rzecz - w "Dziewiątym Legionie". Nigdy wcześniej nie widziałem też ich arcywroga, Zagłady, choć twarz zdaje mi się znajoma.

Dr. Storma, ojca antagonistycznego rodzeństwa, widziałem w "Se7en". Paskudny z charakteru dr Allen wywijał hołubce do piosenki "Man of constant sorrow" w filmie "O Brother, where art thou?".

To wszystkie role pierwszo- i drugoplanowe. Inni aktorzy mają tu tylko epizody. Część z nich grają (zwłaszcza młodzi) aktorzy dla których ten film to połowa ich filmografii, część tacy, dla których to mniej niż 1 procent ich dorobku.

Jest też Elvin Presley w roli "Drag Race Official". To jedyny jego występ na ekranie, ale nie dziwię się twórcom - też nie oparłbym się pokusie sławnego nazwiska. (Podobnie być może załatwiony został angaż Hana Soto jako doktora zajmującego się Reedem Richardsem, ale ten aktor jednak gdzieś jeszcze występował, m.in. w "Looperze", czy "Grze Endera" jako "Lieutenant Soto").

środa, 24 sierpnia 2016, nieuczesany23

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA