Blog > Komentarze do wpisu

"Predator: Dark Ages" (2015)

Krótki film fanowski. Jeżeli istnieje równie zdawkowa zapowiedź, która równie intensywnie zniechęcałaby mnie do obejrzenia filmu, to byłoby to coś w stylu "gra tam córka sąsiadki cioci Halinki z Białegostoku". A ten fanfic nie dość, że jest wyśmienity w swym gatunku, to jest także niezły jako produkcja filmowa.

Rzecz, jak dokładnie datuje to podtytuł "Dark Ages", odnoszący się do wieków między V a X naszej ery, dzieje się gdzieś na przełomie XII i XIII stulecia. Akcja dzieje się w bliżej nieokreślonej średniowiecznej Europie, którą grają zielone lasy Anglii. Obecność Saracena sugerowałaby raczej południe kontynentu, ale może w Anglii też bywali. Z podstawowych filmów serii wiemy, że Predator woli przebywać w cieplejszym klimacie. Cóż, były to czasy średniowiecznego optimum klimatycznego, może wtedy klimat w Anglii był dla Predatorów w sam raz.

Ruszająca na rzeź drużyna składa się z templariusza, jego trzech kompanów (raz jeden z nich mówi o sobie "rycerz", ale ich zachowanie, podległość i ogólnie lichy wygląd wskazuje raczej na członków jego pocztu) i stylizowana na elfkę blondynka z łukiem w zielonym kubraczku. Oraz wspomniany wcześniej Saracen, uczony uchodźca, który wie niewiele, ale nawet tym nie dzieli się przypadkiem zbyt szybko.

Miło mi się patrzało na dużą rzetelność rekwizytów. Niektórych rzeczy mógłbym się przyczepić, 

(kolczugi, zwłaszcza u pana rycerza powinny mieć długie rękawy (wtedy też nie ubierałby tak widowiskowo rękawic skórzanych przed walką - rękawice przeszywane byłyby doszyte do rękawów i z wierzchu okolczugowane); tarcza nie powinna być metalowa, lecz drewniana (a wtedy uderzanie w nią mieczem nie dawałoby takiego hałasu))

ale czepianie się, że kolczugi rycerzy są stykówkami zamiast nitowanek wydaje mi się absurdalne zważywszy, że zwykle w filmach kolczugi są robione na drutach. Tu aktorzy noszą na sobie kilogramy żelaza i to ładnie widać, co cieszy me oko.

Gra aktorska też daje radę. Choć sześciorga pierwszo- i drugoplanowych aktorów największym wcześniejszym sukcesem w branży filmowej była jednego cameo z "Kompanii Braci", a drugiego - w amerykańskim Sherlocku Holmesie, to ich gra jest w pełni poprawna, a nie żałośnie fatalna, jak to w fanfic'ach zwykle bywa. Razi jedynie nieprzerwanie zacięta mina pani elfki, która w zamierzeniu ma podkreślać jej groźny wygląd, ale niezbyt jej to wychodzi.

Montaż też jest niezły. Pejzaże są całkiem ładne, a sceny walki - dynamiczne. Gdyby tego montażystę miał Kawalerowicz w 2001 roku, scenę walki Ursusa w bykiem dałoby się oglądać. 

Efekty specjalne, jak na film z Kickstartera, też dają radę. I ogólnie film oglądało mi się sympatycznie. Może to zasługa twórców, może po prostu wciąż nie ochłonąłem po paru dniach w towarzystwie ludzi w średniowiecznych strojach i zbrojach.

środa, 22 lipca 2015, nieuczesany23

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA