Blog > Komentarze do wpisu

Doctor Who 08x01: "Deep Breath"

Ucieszyłem się niezmiernie, wyczytawszy w sieci gdzieś tak w czerwcu, że premiera nowego sezonu będzie już w sierpniu. Potem się ucieszyłem niezmiernie, że odcinek premierowy trwa aż godzinę i kwadrans, czyli pół godziny dłużej niż zwykły.

Przed obejrzeniem cieszył mnie też nowy Doktor. To miło, że wreszcie znów jest z twarzy (znaczy: z metryki grającego go aktora) starszy ode mnie. Znaczy, grający Jedenastego Doktora David Tennant jest starszy ode mnie, ale w mym obecnym wieku już miał za sobą półtora sezonu bycia Doktorem (równo półtora - gdy był w mym obecnym wieku, było akurat między emisją szóstego i siódmego odcinka trzynastoodcinkowego trzeciego sezonu). Jestem też wielkim fanem Pierwszego Doktora, choć - a może właśnie dlatego - że bywał on nieporadny i wiem, że Doktor potrafi też nie ograniczać do zasady: "Basically Run" ("Seriously, there's an outrageous amount od running involved"). I że potrafi ratować sytuację nawet stojąc w miejscu, oparty o laskę. A raczej nie będzie musiał się do tego ograniczać, bo mimo, że grający Trzynastego Doktora Peter Capaldi jest dokładnie w tym samym wieku, w którym był w momencie startu serialu William Hartnell, to jednak jest w nieco lepszej kondycji fizycznej.

No dobra, oglądamy.

Nawiązania, wszędzie widzę nawiązania. Gdy Doktor decyduje się wyjść z pokoju przez okno, mówiąc "Door - boring!" (zwłaszcza z porównaniu z ruchem wyrazistych brwi) zalatuje mi Sherlockiem (podobnie przy frazie "Names - not my area."). Gdy mówi, że nie potrafi odróżnić lewej od prawej - przypomina mi się odcinek House'a, gdy wycinają Foremanowi część białej substancji mózgu i pomieszały mu się strony. Słowa Clary "You've redecorated. I don't like it." są nawiązaniem tak oczywistym, podobnie jak wzmianka Doktora o długim szaliku, że same z siebie, a nie jako przykład większego trendu, nie byłyby warte wzmianki. 

Tyle się zwraca uwagi na zmianę twarzy przez Doktora - a czy ktoś zauważył zmianę koloru włosów u jego towarzyszki?

Błąd montażowy: Doktor wychyla się spośród gałęzi przed koniem, po czym robiąc fikołka w dół ląduje na nim, a gdy odjeżdża - zostawia woźnicę z dorożką w absolutnie niezadrzewionej części Londynu.

Takie, jak tu prezentowane, zachowanie towarzyszki Doktora byłoby absolutnie zrozumiałe u każdej innej, ale dziwi nieco i Clary, która w sercu TARDIS widziała wszystkie twarze Doktora, w tym i te wyglądające starzej.

I jak niby, to nie ona widziała w nim swego boyfriend, skoro w jej linii czasu ledwie wczoraj, przed Tranzalore, zaprosiła go na świąteczną kolację, przedstawiając go rodzinie jako swego boyfriend.

Finałowa scena przebudzenia się wroga w "Niebie", jak czytam w sieci, jest ponoć niejasna. Według mnie, na co wskazuje odniesienie do Doktora jako "my boyfriend" oraz ustawienie ogrodu idealnie oddające sterownię TARDIS, dzieje się gdzieś we wnętrznościach TARDIS, reprezentowanej tu przez Missy i jest skutkiem podłączenia resztek lub części z antycyborga do niej (w poprzednim odcinku, "The Time of the Doctor" Doktor podłączał tak głowę Cyberman'a).

Za pierwszym obejrzeniem odcinek nieco mnie rozczarował, może poprzez zbyt wygórowane oczekiwania. Ale obejrzałem go raz drugi i już bardziej przypadł mi do gustu. Odcinki poregeneracyjne mają swą specyfikę, związaną z zamętem w głowie Doktora. I ten na tle innych nie wygląda źle - nie ma może uroku i mocy wejścia Dwunastego ("Jedenastego") Doktora w "The Eleventh Hour", ale jest zdecdowanie lepsze od wejścia Jedenastego ("Dziesiątego") w "The Christmas Invasion". A by porządnie ocenić zmiany w serialu, poczekam jednak na kolejne odcinki.

sobota, 06 grudnia 2014, nieuczesany23
Tagi: Doctor Who

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA