Blog > Komentarze do wpisu

The Hobbit: An Unexpected Journey (2012)

Pamiętam, ile szumu było 11 lat temu, gdy na ekranu wchodziła pierwsza część "Władcy Pierścieni". Po miesiącach plotek, pogłosek i innych "informacji z pewnego źródła", wreszcie była możliwość zobaczyć na własne oczy, jak kanon literatury fantasy został przeniesiony na ekran. Po obejrzeniu, mimo wielu "ochów" i "achów", w naszych wypowiedziach pojawiły się wątki krytyczne: tego wątku zabrakło, tamtego było za dużo, według kogoś jakiś aktor nie pasował do roli, a to i to Jackson zmienił względem książki. Wtedy odezwał się Nieogolony słowami: "Veni, vidi, i vybitnie mało odbiegało to co zobaczyłem od tego, co sobie wyobrażałem pacholęciem jeszcze będąc, kiedy pierwszy raz czytałem książkę i na takim poziomie zamierzam film percypować. (...) powiem tylko że patrząc na ekran stałem się młodszy o 11 lat i było to nadzwyczajnie przyjemne uczucie".

I to samo mogę teraz powiedzieć ja (no, ilość lat bym podwoił). Idea robienia trylogii filmowej z nienajgrubszej książki budziła nieco wątpliwości, ale po obejrzeniu wszystkie mogę je odrzucić ("I have never been so wrong", jak rzekł Thorin), bo film wywarł na mnie bardzo duże wrażenie. Na tyle, że aż zacząłem uważać trylogię "Lord of the Rings" jako okrutnie skróconą i pociętą, a "Hobbita" za wersję akuratną: to, co w książce wspomniane było jednym zdaniem, tu dorobiło się nierzadko swej sceny, czasem nawet kilkuminutowej. Ani przez chwilę nie byłem znudzony rozbudowanym względem książki scenariuszem i ze zdumieniem nagle skonstatowałem, że trzy godziny projekcji już minęły.

Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym kilku nieścisłości się nie dopatrzył, ale nie zmienia to ogólnego wrażenia.

Cała niespodziewana podróż rozpoczyna się, gdy Artur Dent siedzi w swym szlafroku nad posiłkiem (szkoda, że później się przebrał, mógłby przecież w szlafroku zwiedzić i pół Wszechświata i pół Śródziemia, to byłby nie lada wyczyn) i odwiedza go gromada postaci z nad wyraz dużymi nosami.

Wspaniały jest język postaci! Oglądać ten film z lektorem można tylko, gdy nie zna się angielskiego, nie umie czytać lub za karę. Jakkolwiek zdaję sobie sprawę z dokonań polskiego dubbingu, to żaden dubbing nie odda uroku akcentu krasnoludów.

Pejzaże ponownie są urocze. Ponownie, bo widać, że kręcono je nieopodal poprzednich ujęć: scena ucieczki kompanii przez orkami na wargach była kręcona jakieś 100 metrów od sceny walki Drużyny Pierścienia z orkami, kiedy to Aragorn spada w przepaść.

W scenie exodusu krasnoludów z Ereboru Nieuczesana dopatrzyła się krasnoludzkich kobiet, a to zaiste rzadki widok.

Same krasnoludy z kompanii urocze, choć... Jestem jednak zdania, że krasnoludy przypominać winny raczej Gimliego niż wymuskanych młodzieńców. O ile Fili i Kili jako najmłodsi mogli jeszcze nie mieć czasu wyhodować porządnej brody i jest to zrozumiałe, o tyle za Thorinem z takim zarostem żaden porządny krasnolud nie ruszyłby w bój. Ale przynajmniej walczą jak na krasnoludy przystało, a nie potykają się o wroga, co drażniło u Gimliego - nawet Bombur pokonuje dziesiątki goblinów, w stylu, który przypomniał mi o niejakiego Ulissesa - przewyższającego wrogów o głowę, postury Bombura, rycerza walczącego w oglądanym przeze mnie bohurcie kilka lat temu pod Grunwaldem: nawet gdy go ostatecznie pokonała przeważająca siła wroga, padając na ziemię, przygniótł do niej jeszcze dwu przeciwników.

Znów urocza jest muzyka. Choć brak tak wyrazistych melodii, to "Ponad gór omszały szczyt..." nucone przez krasnoludy (nie zaś wersja puszczona do napisów końcowych) jest cudowne. Miłe też są, dla koneserów, krótkie wstawki melodii z "LOTR" pojawiające się, gdy pojawia się do owej trylogii nawiązanie (np. gdy pojawia się Pierścień). I dobrze, że nastąpiła zmiana względem książki i gdy kompania wpadła "z patelni w ogień" i okrążona siedziała na drzewach, nie pojawiła się szydercza piosenka ich wrogów - nie pasowałaby do konwencji filmu.

Skoro już o tym mowa - mam wrażenie, że w książce (fakt, dawno nie czytałem) Bilbo po prostu znajduje Pierścień, nie znając jego pochodzenia. Tu zaś wygląda na to, że widzi, jak Ów Gollumowi wypada ze schowka. A to czyniłoby z Bilba nie uczciwego znalazcę ("finders - keepers!"), lecz złodzieja...

Dla koneserów jest też trochę cameo postaci z "Władcy", jednak nienachalnych. Zdumiewające jest, że choć minęło 10 lat, aktorzy wciąż wyglądają tak samo (Frodo trochę wydoroślał, nie udało się tego ukryć). Oto co czyni z aktorami współczesna medycyna i efekty specjalne w post-produkcji. (Ciekawe, jak uda im się z Legolasem, który też ma mieć cameo w trzeciej części trylogii. Ono pewnie będzie nachalne, znając upodobania Petera Jacksona.)

Sposób ułożenia sukni Galadrieli, gdy widzimy ją pierwszy raz w Rivendell, dobitnie wskazuje na to, że do obracania się użyć musiała obrotowego postumenciku. Pewnie nakręcanego korbką przez inne elfy.

Podczas zbliżenia zetknięcia dłoni Galadrieli z Mithrandirem nie zauważyłem na ich palcach dwóch z Trzech (Trzeciego też nie zauważyłem, gdy był z nimi w jednej sali).

Przyszłe Żądło nie zaświeciło w scenie, gdy kompania walczyła z orkami - a powinno wyraźnie. Ujęcie gasnącego ostrza pokazuje, że ów Hadhafang miał jakiś system wykrywania życia.

Gobliński król - cudowny! Jego skryba jeszcze lepszy. Ale jakoś nie widzę funkcjonowania tak dużej ilości goblinów w tak małym ekosystemie: o ile jeść mogłyby jeszcze siebie wzajemnie, to drewna zużywają tyle, że szybko musiałyby sprowadzać go z odległości dziesiątek mil.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego uciekając przez orkami na wargach, których odciągnąć miał Radagast Bury (cudowny! męska wersja Crazy Cat Lady, tylko nie ograniczająca się do kotów), uciekali dokładnie w tym samym kierunku co on, co rusz przecinając jego szlak. Najsensowniej byłoby uciekać w drugą stronę, a nawet gdyby orkowie się zorientowali, że nie ścigają już krasnoludów - byliby o kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów od nich, a dystans ten pozwoliłby im uciec lub przynajmniej wybrać dobre miejsce do obrony.

 

A na koniec dodam jeszcze, że żałuję, że nie udało mi się obejrzeć tego filmu w jakości "48 klatek na sekundę". Wrażenie ponoć jest dziwne, ale chciałbym się o tym przekonać na własne oczy...

sobota, 19 stycznia 2013, nieuczesany23
Tagi: fantasy

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA